Страница 8 из 32
Rozdział 3
Chociaż Jamie nie była ani razu na balu na rozpoczęcie roku, chodziła przedtem na kościelne potańcówki. Tańczyła całkiem nieźle – ja też byłem na kilku takich imprezach i widziałem ją – ale szczerze mówiąc, trudno było przewidzieć, jak poradzi sobie z kimś takim jak ja. Na kościelnych potańcówkach zawsze tańczyła ze starszymi osobami, bo nie zapraszał jej żaden z rówieśników, i tak naprawdę była dobra tylko w tańcach, które cieszyły się popularnością przed trzydziestu laty. W gruncie rzeczy nie wiedziałem, czego się po niej spodziewać.
Przyznaje, że miałem również pewne obawy co do tego, jak się ubierze, ale nic jej o tym nie mówiłem. Na kościelnych potańcówkach ubrana była na ogół w stary sweter i jedną z tych plisowanych spódniczek, które widzieliśmy codzie
Po stronie pozytywów, jeśli w ogóle jakieś były, można zapisać to, że Eric nie dogryzał mi zbytnio z powodu całej tej historii z Jamie, ponieważ głowę zaprzątała mu jego własna dziewczyna. Wybierał się na bal z Margaret Hays, która prowadziła drużynę klakierek w naszej szkole. Margaret nie miała może zbyt dużo oleju w głowie, lecz na swój sposób była całkiem miła. Mówiąc „miła”, mam oczywiście na myśli jej nogi. Eric zaproponował, że w trakcie balu wymienimy się partnerkami, ale odmówiłem. Nie chciałem ryzykować, że zacznie dokuczać Jamie albo coś w tym rodzaju. Był z niego poczciwy facet, ale czasem potrafił być bezwzględny, zwłaszcza po kilku szklankach bourbona.
W dniu balu byłem bardzo zajęty. Przez prawie całe popołudnie pomagałem dekorować sale gimnastyczną i musiałem podjechać po Jamie pół godziny wcześniej, ponieważ jej ojciec chciał koniecznie ze mną porozmawiać, choć nie miałem pojęcia o czym. Jamie zakomunikowała mi to dzień wcześniej i nie mogę powiedzieć, żebym był tym specjalnie zachwycony. Spodziewałem się, że będzie mówił o pokusach i szatańskich ścieżkach, które do nich prowadza. Wiedziałem, że jeśli zacznie nawijać o cudzołóstwie, skonam na miejscu. Przez cały długi dzień modliłem się, w nadziei, że uda mi się wymigać od tej rozmowy, wątpiłem jednak, czy Bóg potraktuje moje modlitwy z należytą uwagą, ponieważ tak paskudnie zachowywałem się w przeszłości. Byłem z tego powodu bardzo zdenerwowany.
Po wzięciu prysznicu założyłem swój najlepszy garnitur, odebrałem z kwiaciarni bukiecik dla Jamie i pojechałem do niej. Mama pożyczyła mi swój samochód i zaparkowałem go na ulicy, dokładnie przed domem Jamie. Nie przestawiliśmy jeszcze zegarów na czas zimowy i było całkiem jasno, gdy ruszyłem popękaną asfaltową alejką do drzwi jej domu. Zapukałem, odczekałem chwilę i ponownie zapukałem.
– Już idę – usłyszałem zza drzwi głos Hegberta, ale prawdę mówiąc, specjalnie się nie śpieszył.
Stałem tam chyba dwie minuty albo dłużej, gapiąc się na drzwi, gzymsy oraz małe pęknięcia na okie
W końcu drzwi otworzyły się ze skrzypieniem. Światło palącej się w środku lampy ocieniało twarz Hegberta i przenikało przez jego włosy. Jak już mówiłem był stary; według moich obliczeń miał siedemdziesiąt dwa lata. Po raz pierwszy miałem okazje przyjrzeć mu się z bliska i widziałem wszystkie zmarszczki na jego twarzy. Jego skóra była naprawdę przezroczysta, nawet bardziej, niż to sobie wyobrażałem.
– Dzień dobry, wielebny – powiedziałem, przełykając nerwowo ślinę. – Przyszedłem zabrać Jamie na bal na rozpoczęcie roku.
– Oczywiście – odparł. – Najpierw jednak chciałem z tobą porozmawiać.
– Tak, proszę pana, właśnie dlatego wcześniej przyszedłem.
– Wejdź.
W kościele Hegbert prezentował się dość elegancko, lecz w tym momencie, w ogrodniczkach i podkoszulku, wyglądał jak zwykły farmer. Dał mi znak, żebym usiadł na drewnianym krześle, które przyniósł z kuchni.
– Przepraszam, że tak długo nie otwierałem drzwi – powiedział. – Pracowałem nad jutrzejszym kazaniem.
– Nic się nie stało, proszę pana – odparłem, siadając.
Nie wie dlaczego, ale nie sposób było zwracać się do niego inaczej. Wymuszał po prostu respekt.
– Dobrze, w takim razie odpowiedz mi coś o sobie.
Było to dość śmieszne żądanie zważywszy, że tak długo znał moją rodzinę i w ogóle. Przecież to właśnie on mnie ochrzcił i od dziecka oglądał w każdą niedziele w kościele.
– Cóż, proszę pana – zacząłem, nie mając pojęcia co powiedzieć. – Jestem przewodniczącym rady uczniowskiej. Nie wiem, czy Jamie panu o tym wspominała.
– Owszem – odparł, kiwając głową. – Mów dalej.
– No i… mam nadzieję, że jesienią przyszłego roku zacznę studia w Chapel Hill. Dostałem już o nich papiery.
Hegbert kiwnął powoli głową.
– Coś jeszcze?
Musiałem przyznać, że na tym wyczerpało się to, co maiłem do powiedzenia na swój temat. Miałem ochotę złapać leżący na stoliku ołówek i balansować nim na palcu przez trzydzieści sekund, Hegbert nie wyglądał jednak na faceta, który mógł to docenić.
– Chyba nic, proszę pana – odparłem.
– Pozwolisz, że zadam ci jedno pytanie?
– Tak, proszę pana.
Przez dłuższą chwile gapił się na mnie, jakby się zastanawiał.
– Dlaczego zaprosiłeś moją córkę na bal? – zapytał w końcu.
Byłem zaskoczony i wiedziałem, że widać to po mojej minie.
– Nie wiem, o co panu chodzi, proszę pana.
– Nie masz chyba zamiaru zrobić czegoś, co… wprawiłoby ją w zakłopotanie?
– Nie, proszę pana – odparłem, wstrząśnięty tego rodzaju podejrzeniem. – W żadnym wypadku. Musiałem z kimś pójść i zaprosiłem ją. To wszystko.
– Nie planujesz żadnych wygłupów?
– Nie, proszę pana. Nigdy bym jej czegoś takiego nie zrobił…
Trwało to jeszcze kilka minut – mam na myśli jego próbę wybadania moich prawdziwych zamiarów – na szczęście jednak z sąsiedniego pokoju wyszła Jamie i obaj obróciliśmy się w jej stronę. Hegbert przestał w końcu gadać, a ja odetchnąłem z ulgą. Jamie założyła ładną niebieską spódniczkę i białą bluzkę, której wcześniej nie widziałem. Sweter zostawiła na szczęście w szafie. Wyglądała nie najgorzej, chociaż wiedziałem, że jej ubiór wyda się skromny w porównaniu ze strojami i
– Chyba nie za bardzo dałeś się we znaki Landonowi? – zapytała wesoło ojca.
– Tak tylko gawędziliśmy – oświadczyłem szybko, zanim Hegbert miał szansę odpowiedzieć.
Z jakiegoś powodu nie sądziłem, żeby powiedział wcześniej, za jakiego nicponia mnie uważa, i nie sądziłem, żeby teraz był na to odpowiedni moment.
– Cóż, powi
– Nie będę – odparł cicho.
Wiedziałem, że naprawdę ją kocha i nie boi się tego okazać. Problemem było to, co odczuwał w stosunku do mnie.
Pożegnaliśmy się i w drodze do samochodu dałem Jamie bukiecik i powiedziałem, że w środku pokażę jej, jak go przypiąć. Otworzyłem przed nią drzwiczki, po czym obszedłem wóz i usiadłem za kierownicą. W tym krótkim czasie Jamie zdążyła sama przypiąć sobie kwiaty.
– Widzisz, nie jestem aż taka głupia. Potrafię przypiąć bukiecik.
Zapaliłem silnik i ruszyłem w stronę szkoły, przez cały czas rozmyślając o rozmowie, którą odbyłem z Hegbertem.
– Mój ojciec zbytni cię nie lubi – powiedziała Jamie, jakby czytając w moich myślach.
Pokiwałem w milczeniu głową.
– Uważa, że jesteś nieodpowiedzialny.
Ponownie pokiwałem głową.
– Nie lubi też twojego ojca.
Kolejne kiwnięcie.
– Ani twojej rodziny.
W porządku, rozumiem już, o co chodzi.
– Ale wiesz, co sobie myślę? – zapytała nagle.
– Niezupełnie – odparłem. W tym momencie byłem pogrążony w depresji.
– Myślę, że wszystko to w jakiś sposób mieści się w Bożych planach. Jak sądzisz, co Pan chce nam przez to powiedzieć?
Zaczyna się, westchnąłem w duchu.
Jeśli chcecie znać prawdę, wątpię, czy ten wieczór mógł okazać się dużo gorszy. Większość moich znajomych trzymała się od nas z daleka, a Jamie w ogóle nie miała wielu znajomych, w związku z czym spędziliśmy prawie cały wieczór sami. Co gorsza, okazało się, że moja obecność wcale nie była obowiązkowa. Ponieważ Carey nie mógł znaleźć partnerki, zmieniono regulamin i ta wiadomość bardzo mnie przygnębiła. Po tym wszystkim, co usłyszałem od jej ojca, nie mogłem jednak odwieźć jej wcześniej do domu, prawda? W dodatku naprawdę dobrze się bawiła; nawet ja to widziałem. Podobały się jej dekoracje, które pomagałem zawieszać, podobała muzyka, podobał cały bal. Powtarzała mi to bez przerwy, jakie wszystko jest wspaniałe, i poprosiła żebym pomógł jej któregoś dnia udekorować kościół przed jedną z potańcówek. Wymamrotałem, żeby do mnie zadzwoniła, ale mimo że powiedziałem to bez śladu entuzjazmu, Jamie dziękowała mi wylewnie za dobre serce. Szczerze mówiąc, co najmniej przez pierwsza godzinę byłem w depresji, choć ona najwyraźniej tego nie dostrzegała.