Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 83 из 108

W oczach prezydenta zabłysła iskierka nadziei.

– Więc sądzisz, że wystarczy postraszyć tym Buscha? I że nie będziemy musieli zrobić tego naprawdę?

W tym momencie wszedł sekretarz z depeszą od premiera brytyjskiego.

– To jest kobieta! – zawołał z uznaniem prezydent, ledwie zapoznał się z treścią depeszy. – Brytyjczycy ocenili, że poradzą sobie z pierwszą plamą ropy, z następnymi już nie. A więc kazała przygotować plan odbicia “Freyi”! Po zmroku ekipa płetwonurków wejdzie na statek i uspokoi tego chłopca z zapałkami. Oceniają swoje szansę jako duże.

– A więc wystarczy trzymać kanclerza w szachu jeszcze przez dwanaście godzin – dokończył swoją myśl Benson. – Myślę, panie prezydencie, że w tej sytuacji stanowczo powinien pan wydać rozkaz, o którym mówiłem. Są ogromne szansę, że nie będzie trzeba go wykonać.

– A jeśli będzie trzeba? Co wtedy, Bob?

– Wtedy zostanie wykonany.

Matthews zakrył twarz dłońmi, potem zaczął przecierać zmęczone oczy.

– Boże, dlaczego człowiek musi wydawać takie rozkazy? – westchnął. Bo przecież muszę… Tak, Bob, przekaż ten rozkaz.

Daleko na wschodzie, nad wybrzeżem holenderskim, słońce oderwało się już od horyzontu. Na rufowym pokładzie krążownika “Argyll”, ustawionego już burtą do “Freyi”, stał major Fallon. Przyglądał się trzem łodziom patrolowym, przycumowanym po zachodniej, niewidocznej z “Freyi”, stronie krążownika. Wartownik z komina tankowca nie mógł więc widzieć krzątaniny na ich pokładach. Oddział komandosów Fallona montował właśnie swoje kajaki i rozpakowywał niezwykły sprzęt. Słońce świeciło jasno, zapowiadając kolejny ciepły i pogodny dzień. Morze było spokojne, wręcz nieruchome. Do Fallona podszedł dowódca “Argylla”, komandor Richard Preston.

Stali przez chwilę w milczeniu, przyglądając się trzem smukłym chartom morskim, które w ciągu zaledwie ośmiu godzin przywiozły tu ludzi i sprzęt z odległego Poole. Nagle łodzie zakołysały się; Fallon podniósł wzrok. W odległości kilku kabli przepływał z dużą szybkością szary okręt woje

– Kto to? – spytał Fallon.

– Flota amerykańska przysłała swojego obserwatora – wyjaśnił Preston. – To USS “Moran”. Zajmie pozycję na południe od nas, między “Argyllem” i “Montcalmem”.

Spojrzał na zegarek.

– Wpół do ósmej. Właśnie podają śniadanie w mesie oficerskiej. Zapraszam pana do nas, majorze.

Była siódma pięćdziesiąt, kiedy do drzwi kajuty Mike'a Ma

– Nie jest rozszyfrowana…

– Tak jest, sir – potwierdził marynarz. – Ma symbol “Wyłącznie do wiadomości dowódcy”.

Ma

– On nie może tego ode mnie żądać! – rzucił Ma

Ale rozkaz istniał, leżał tutaj i był całkiem jednoznaczny:

“W przypadku, gdyby rząd Niemiec Zachodnich chciał uwolnić porywaczy z Berlina bez konsultacji z nami, USS «Moran» zatopi supertankowiec «Freya» ogniem artyleryjskim oraz zastosuje wszelkie dostępne środki, by spalić jego ładunek i zminimalizować szkody środowiskowe. USS «Moran» wykona tę akcję po otrzymaniu sygnału: THUNDERBOLT, powtarzam: THUNDERBOLT. Depeszę zniszczyć”.

Mikę Ma

Podszedł do iluminatora i popatrzył na oddalony o pięć mil niski, podłużny kontur pod wschodzącym słońcem. Wyobraził sobie nagle, jak jego magnezowe pociski zapalające przebijają delikatną powłokę “Freyi” i wybuchają w ładowniach pełnych łatwopalnej cieczy. Myślał o tych dwudziestu dziewięciu ludziach, stłoczonych głęboko pod linią wodną, osiemdziesiąt stóp pod falami, w stalowej trumnie, daremnie czekających na ratunek. Pomyślał o ich rodzinach. Gwałtownym ruchem zmiął trzymany w ręku papier.

– Panie prezydencie! – wyszeptał. – Nie wiem, czy jestem do tego zdolny.