Страница 24 из 108
Wziął z parkingu hotelowego wynajęty wcześniej samochód i przez most Nybroviken pojechał na oddalone o trzydzieści siedem kilometrów lotnisko. Liza Larsen przyjechała tylko z podręcznym bagażem; powitał ją z delikatnością oswojonego niedźwiedzia, unosząc w powietrze jak małą dziewczynkę. Istotnie była mała i drobnej budowy, miała czarne, błyszczące oczy, kasztanowe loki i dziewczęcą sylwetkę, która stanowczo kłóciła się z jej rzeczywistym wiekiem: 38 lat. Larsen uwielbiał ją.
Dwadzieścia lat temu – był wtedy początkującym, nieustabilizowanym jeszcze drugim oficerem – spotkał ją pewnego mroźnego, zimowego dnia na ulicy w Oslo. Pośliznęła się na lodzie i upadła, a on podniósł ją jak lalkę i postawił z powrotem na nogach. Miała wtedy na głowie futrzany kaptur, który niemal całkiem zakrywał jej drobną twarz z zaczerwienionym nosem; i kiedy dziękowała mu za pomoc, mógł widzieć tylko jej oczy, wyglądające spod kaptura jak oczy susła połyskujące spod gęstwiny futra. Od tej pory, przez cały okres narzeczeństwa i małżeństwa, przez wszystkie wspólnie spędzone lata nazywał ją Susełkiem.
Kiedy jechali z powrotem do centrum Sztokholmu, przez całą drogę wypytywał ją o dom w Alesund, miasteczku na zachodnim wybrzeżu Norwegii, i o dzieci, dziś już kilkunastoletnie. Gdzieś daleko na południe od nich Airbus brytyjskich linii lotniczych zataczał wielki łuk na drodze z Moskwy do Londynu – ale o tym Thor Larsen nie wiedział i nic go to nie obchodziło.
Dzisiejsza kolacja miała się odbyć w sławnej piwnicy “Aurora”, restauracji urządzonej w starym podziemnym magazynie w średniowiecznej dzielnicy miasta. Kiedy Thor i Liza zeszli wąskimi schodkami do piwnicy, na dole czekał już na nich sam właściciel, pan Leonard.
– Pan We
Harald “Harry” We
Usiedli i zabrali się do jedzenia; We
Łosoś marynowany na sposób skandynawski, w soli i koprze, był przepyszny; młoda kaczka upolowana na słonych sztokholmskich bagnach – wprost wspaniała. Jednak dopiero przy ostatnich łykach wina (niepocieszony We
– Może pamiętasz, Thor, że już parę lat temu, w siedemdziesiątym dziewiątym, przepowiedziałem trzy rzeczy. Po pierwsze, że najdalej do końca osiemdziesiątego drugiego załamie się solidarność krajów OPEC. Po drugie, że kampania prezydenta USA na rzecz ograniczenia zużycia ropy naftowej i jej przetworów w Ameryce zakończy się fiaskiem. I po trzecie, że Związek Radziecki przekształci się z eksportera w importera surowej ropy. Ludzie mówili, że zwariowałem… ale miałem rację.
Larsen przytaknął. Utworzenie Organizacji Eksporterów Ropy Naftowej i narzucona przez nią zimą 1973 roku czterokrotna podwyżka światowych cen ropy spowodowały kryzys, który omal nie doprowadził do upadku gospodarki krajów Zachodu. Firmy produkujące i eksploatujące tankowce przeżyły siedem chudych lat. Przerwano w połowie budowę tankowców o łącznej wyporności wielu milionów ton, i
– Jak wiesz – kontynuował We
Larsen ponownie kiwnął głową. Dziesięć lat temu ta mała amerykańska firma naftowa z Luizjany przeszła w ręce dynamicznego przedsiębiorcy, Clinta Blake'a. W ciągu dziesięciu lat rozrosła się i zwiększyła swoje obroty tak, że bliska już była dogonienia sławnych “siedmiu sióstr” – siedmiu gigantycznych karteli wiodących prym w światowym przemyśle naftowym.
– Otóż latem przyszłego roku Clint Blake ma zamiar podbić Europę. To trudny, zatłoczony rynek, ale on uważa, że zdoła się przebić. Instaluje parę tysięcy stacji benzynowych przy szosach europejskich, będzie tam sprzedawał paliwa i oleje własnej produkcji. I będzie do tego potrzebował wielu tankowców. Mam już z nim siedmioletni kontrakt na transport ropy z Bliskiego Wschodu do Europy Zachodniej. Blake buduje w Rotterdamie własną rafinerię – w sąsiedztwie rafinerii Esso, Mobil i Chevron. I tu właśnie przyda mi się ten nowy tankowiec. Jest wielki, ultranowoczesny i strasznie drogi… ale opłaci się. Będzie robił w ciągu roku pięć, sześć rejsów między Zatoką Perską i Rotterdamem, i w ten sposób zamortyzuje się całkowicie już po pięciu latach. Ale nie jest to główny powód, dla którego go buduję. Dla mnie ważne jest to, że będzie największy i najlepszy: mój okręt flagowy i zarazem mój pomnik. A ty, Thor, będziesz jego dowódcą.
Larsen siedział w milczeniu. Dłoń Lizy powędrowała po stole i leciutko uścisnęła jego rękę. Jeszcze dwa lata temu Norweg nie mógłby zostać kapitanem statku pływającego pod szwedzką banderą. Ale od czasu Porozumienia Góteborskiego, do którego zawarcia sam We
Przyszła pora na kawę; pili ją ze smakiem.
– Budowę zleciłem stoczni Isikawadżima-Harima – ciągnął We
Czasy budowania statków na pochylniach, skąd następnie spuszczano je na wodę, należały już do przeszłości. Zbyt wielkie stały się rozmiary i ciężar statków. Współczesne giganty buduje się w ogromnych suchych dokach; gdy kadłub jest gotów, otwiera się śluzy i statek sam odrywa się od dna, w miarę jak podnosi się wpływająca do doku woda.
– Prace rozpoczęto czwartego listopada – mówił dalej We
– Dziękuję – odezwał się wreszcie Larsen. – A jak chcesz nazwać statek?
– Myślałem o tym, oczywiście. Czy dobrze pamiętasz sagi? Więc nazwiemy go tak, by sprawić przyjemność Niornowi, bogowi morza. – We
Płomień świecy i woda w szklance rzucały na twarz starego człowieka refleksy; tak samo musiały odbijać się w jego oczach ogień i woda czterdzieści lat temu, kiedy tkwił bezradnie w łodzi ratunkowej, zaledwie cztery kable od płonącego tankowca, pierwszego statku, jakim dowodził, patrząc, jak jego załoga smaży się w gorejącym morzu.
Larsen mocno wątpił, czy stary rzeczywiście wierzy w te mity; ale Liza jakimś szóstym zmysłem, właściwym tylko kobietom, wyczuwała, że We
– A więc damy statkowi imię córki Niorna, najpiękniejszej z bogiń. Będzie się nazywał “Freya”! – podniósł wysoko kieliszek.
– Za pomyślność “Freyi”! Wypili do dna.
– Takiego statku świat jeszcze nie widział – mówił We
Larsen dobrze pamiętał, że dwa największe dotąd tankowce świata, “Bellamya i “Batillus”, oba należące do francuskiego oddziału Shella, mają nieco ponad 500000 ton.
– Jaka będzie wyporność statku? – spytał. – Ile ropy będzie mógł przewieźć?