Страница 31 из 75
Lafon i jego ludzie sprawili, że musiał o tym za¬pomnieć. Miał do wykonania zadanie, przy którym nie było miejsca na wyrzuty sumienia. Delikatność i troska mogły go jedynie doprowadzić do przed¬wczesnej śmierci.
W holu porozmawiał z Montym, dziękując mu za dyskrecję, za to, że go obudził i zajął się gośćmi. Kiedy wrócił na górę, zobaczył Aleksę, która spała zwinięta w kłębek na jego łóżku. Nie położył się obok niej. Dorzucił do ognia, rozdmuchał mie¬chem żarzące się węgle, z których znowu wyrosły płomienie, wreszcie usiadł w głębokim fotelu prze.d kominkiem, aby się ogrzać. Popatrzył na śpiącą Aleksę, ciesząc się tymi ostatnimi chwi¬lami, zanim będzie musiał ją opuścić.
Ciekawe, czy za nim zatęskni, czy będzie spała sama w jego wielkim łożu…
– Muszę pojechać do miasta. – Damien pociągnął łyk mocnej czarnej kawy. Piękna chińska porcela¬na zadźwięczała, gdy stawiał filiżankę na spodku. – Wrócę, gdy tylko będę mógł. – Siedzieli w małym salonie na tyłach domu, skąd mogli spoglądać na morze.
Uśmiechnęła się, opanowując wezbraną złość, która w pewnym stopniu pomagała pokonać ból.
– Oczywiście zabierzesz mnie ze sobą. – Gra już się rozpoczęła, przed kilkoma godzinami, kiedy le¬żała w szerokim małżeńskim łożu i udawała, że śpi, podczas gdy on ją obserwował. Układała sobie wszystko, o czym się dowiedziała, planowała, co ma zrobić dalej. – Wiesz, jak bardzo uwielbiam miasto.
Pokręcił głową.
– Wybacz, kochanie, ale nie tym razem. – Spojrzał przez okno, jakby myślami był. już gdzieś daleko. Pod płaskimi, szarymi chmurami krążyły mewy, wiatr smagał rosnące na klifach zarośla. – Przez większość czasu będę bardzo zajęty, a gdybym nawet nie był, skandal jeszcze nie ucichł. Nie chcę, żebyś cierpiała z powodu plotek i niewyparzonych języków.
– No a ty? Przecież też będziesz tematem plo¬tek, tak samo jak ja. A może nawet bardziej.
– Jestem do tego przyzwyczajony. Poza tym nie mam wyboru.
– A co takiego masz do zrobienia?
– Muszę rozmówić się z zarządcą majątku. Nie było mnie dość długo. – Wcześniej powiedział jej, że bawił w Italii, aby załatwić pewne sprawy swojej matki. Teraz wątpiła w prawdziwość tamtej wersji. – Sprawy nie wróciły jeszcze do normy.
Westchnęła.
– Pewnie masz rację – poddała się z właściwą, w swoim mniemaniu, dozą niechęci. – W takim ra¬zie najlepiej będzie, jeśli tu zostanę. Będę za tobą bardzo tęskniła. – Nachylił się i pocałował ją.
– A ja za tobą.
Przeniknęła ją kolejna fala złości i bólu. Poczu¬cie zdrady było tak silne, że z trudem powstrzymy¬wała się od płaczu. Ciekawe, czy będziesz za mnq tęsknił? – pomyślała, zastanawiając się, jak daleko sięgają jego kłamstwa. Z obrzydzeniem uświado¬miła sobie, jak płytkie są jego uczucia, walczyła z podejrzeniem, że może spędzić następne noce w łóżku i
– Kiedy wyjeżdżasz? – Miała nadzieję, że Da¬mien nie zauważy jej przyspieszonego pulsu. Tak od świtu pulsowała jej głowa.
– Jeszcze dziś rano. Jestem już spakowany. Mon¬ty szykuje dla mnie powóz.
Kiwnęła głową. Miała ściśnięte gardło, była bli¬ska płaczu. Boże, jakie to trudne, tysiąc razy trud¬niejsze, niż myślała. Lecz gdy wstał gotowy do dro¬gi, pozwoliła mu odprowadzić się do drzwi.
– Uważaj na siebie. – Zmusiła się do pełnego trwogi uśmiechu.
– Ty też – odparł lekko ochrypłym głosem. Zatrzymawszy się w wejściu, odchyliła głowę do tyłu, czekając, aż ją pocałuje. Zamiast zdawko¬wego pożegnania, jakiego się spodziewała, pocało¬wał ją gorąco i namiętnie, zostawiając bez tchu, przepełnioną smutkiem i tęsknotą.
– Każdej nocy, zasypiając, będę myślał o tobie – powiedział. Aleksa ledwie mogła sobie poradzić z dokuczliwym cierpieniem.
– Do widzenia, Damien – odparła cicho, po¬wstrzymując łzy. Całym sercem pragnęła, by spra¬wy przybrały i
Lecz samo pragnienie to za mało, by je zmienić.
Spoglądała na oddalający się powóz ze świadomo¬ścią, że nic nie odwiedzie jej od tego, co musi zro¬bić. Skinąwszy głową Monty'emu, wróciła na górę, by spakować niedużą płócie
Rayne'a nie było w Anglii. Nie mogła poprosić go o pomoc, ale chyba domyślała się, co on by zro¬bił. Podczas służby w kawalerii miał bliskiego przy¬jaciela, Jeremy'ego Stricklanda. Niegdysiejszy puł¬kownik Strickland dzisiaj był już generałem. Utrzymywał stały kontakt z Rayne'em, a ostatnio słyszała, że stacjonuje w sztabie w Londynie.
Do miasta było osiemdziesiąt mil, więc mniej niż dwa dni podróży, jaka czeka Damiena. Postanowi¬ła, że pojedzie dyliżansem pocztowym. Ponieważ zatrzymywał się co dziesięć mil, żeby zmienić ko¬nie, będzie w stanie pokonać tę samą drogę szyb¬ciej niż w dwadzieścia cztery godziny. Spotka się z generałem, poprosi go o pomoc, a potem wróci do zamku Falon przed oczekiwanym powrotem Damiena.
– Co też pani wyprawia? – W otwartych drzwiach stanęła Sarah, trzymając na rękach uło¬żoną równo stertę czystej bielizny pościelowej.
– Właśnie otrzymałam wiadomość – skłamała Aleksa, powtarzając wymyśloną przez siebie historyj¬kę. Wepchnęła podwiązki i pończochy do torby obok granatowej dzie
– To dlaczego nic mi pani nie powiedziała? Zaraz spakuję swoje rzeczy.
Aleksa chciała ją powstrzymać, ale pomyślała, że lepiej będzie tego nie robić. PodJ;óżując w towa¬rzystwie służącej, znacznie mniej będzie się rzuca¬ta w oczy. Wymyśli jakieś wyjaśnienie dla Sary, kie¬dy dotrą na miejsce. N a chwilę obecną będzie mniej problemów z Montym.
– Pojedziemy dyliżansem – zawołała za nią.
– Tak będzie najszybciej, a lady Jane może nas bardzo potrzebować.
Wyczerpanie. Nie było i
Ubrała się w szarą dzie
Oparła się o kanapę w powozie. Była wyczerpa¬na i obolała po długiej podróży po wyboistych go¬ścińcach, po których dyliżans pędził jak szalony, a dodatkowo miała mętlik w głowie. Lecz mimo zmęczenia widok Londynu jak zwykle przykuł jej uwagę. Uwielbiała surową świeżość oceanu, rybac¬ką wioskę Falon-by-the-Sea, mieszkańców zamku, lecz ruchliwe, pulsujące życiem miasto w jakiś spo¬sób zawsze ją pobudzało. Dodawało jej odwagi, gdy tak bardzo jej potrzebowała, nadziei, gdy ta ją opuszczała, siły, gdy czuła, że jest zupełnie wyczer¬pana.
Tłumy spieszących się ludzi, handlarze na Stran¬dzie, kawiarnie; drukarnie, stragany z książkami, miejski folklor wokół Covent Garden. Uwielbiała te brukowane ulice, chłopców sprzedających gaze¬ty po pensie, kominiarzy, szmaciarzy, widoki, dźwięki, a nawet ohydne zapachy.
To wszystko dodawało jej otuchy, umacniało w podjętym postanowieniu. To byli jej rodacy, ko¬chała ich. Anglia to jej ojczyzna i ona pozostanie jej wierna.
I zrobi to, po co tu przyjechała.
Przebijając się przez gąszcz faetonów, powozów i jednoko
N asunąwszy na głowę kaptur, Aleksa wysiadła z pojazdu i pospieszyła w kierunku proporcjonal¬nej budowli pod zegarową wieżą. Przed frontonem stali gwardziści w czerwonych pelerynach z poły¬skującymi mosiężnymi guzikami, a pióra na ich hełmach szeleściły w powiewach pora
Minęła ich i weszła do środką, czując rosnące zdenerwowanie z powodu tego, co za chwilę miała uczynić.
BożeJ pomóż mi! Nie chciała myśleć oDamienie.
Po tym wszystkim, co zrobił, nie była mu nic win¬na. Jednak jego urodziwa twarz wciąż pojawiała się niczym duch w zakamarkach jej wyobraźni. Gdyby miała najmniejszą wątpliwość, pojawiłaby się jakakolwiek szansa, że się myli, nie byłoby jej tutaj. Gdyby istniał jakikolwiek i
Aleksa wiedziała, że takiego sposobu nie ma. Odetchnęła głęboko, by dodać sobie odwagi, przeszła po szarej marmurowej podłodze na drugą stronę, w kierunku żołnierza siedzącego za szero¬kim biurkiem.
– Przepraszam… – Młodzieniec podniósł głowę.
– Czy mógłby mi pan pomóc? – Miał orzechowe oczy i miły uśmiech. Nie mógł mieć więcej niż dwa¬dzieścia trzy lata.
– Tak, słucham?
– Przyjechałam, żeby się spotkać z generałem Stricklandem. Nazywam się Aleksa Garrick. – W ogóle nie czuła się lady Falon. Zresztą Jeremy Strickland nie znał jej nowego nazwiska.
– Przykro mi, ale generała nie ma w Londynie.
– A… kiedy wróci?
– Obawiam się, że nie wiem, panienko.
– To bardzo ważna sprawa. Czy może mi pan powiedzieć, dokąd się udał?
– Tego mi nie wolno.
– Ale ja przyjechałam z bardzo daleka. Generał jest przyjacielem mojego brata, pułkownika Garric¬ka. Jestem pewna, że gdyby wiedział, że tu jestem…
– Nie mogę pani powiedzieć, gdzie przebywa ge¬nerał, ale mogę ujawnić, że znajduje się za granicą.
– Za granicą! – Zwracała na siebie uwagę, ale by¬ła zbyt zmęczona, żeby się tym przejmować. Jakaś kobieta po drugiej stronie pomieszczenia popatrzy¬ła w jej stronę, zaś oficer, z którym rozmawiała, wło¬żył do oka lorgnon i obrzucił Aleksę długim spoj¬rzeniem. – Przepraszam. Ja tylko myślałam… – Za¬częła się odwracać, lecz ktoś zagrodził jej drogę.