Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 10 из 43

8.

Przed oczami kreatora rozgrywała się milcząca pantomima procedury przedstartowej. Fuertad, z wyrazem niezadowolenia zastygłym na pomarszczonej twarzy, obserwował każde wskazanie aparatury i każdy gest obsługujących ją operatorów. Ich ruchy wydawały mu się nie dość precyzyjne, reakcje zbyt wolne, a decyzje pozostawiały wiele do życzenia. Najchętniej wygoniłby wszystkich z dyspozytorni i osobiście wyprawił w drogę olbrzymi prom, którego przestrze

Kreator Fuertad zawsze osobiście nadzorował przebieg całej operacji. Wychodził z założenia, że jedynym człowiekiem, na którym można w zupełności polegać, jest on sam. Powtarzające się ostatnio wypadki niesubordynacji i jawnego lekceważenia obowiązków utwierdzały go w tym przekonania. A w dodatku ten nieporadny Ubir nuf Dem, wpakowany decyzją Rady na stanowisko komendanta. Gelwona miała już nad sobą wielu idiotów, ale postępowanie obel-borta wyjątkowo działało kreatorowi na nerwy.

– Coś trzeba będzie zrobić z tą nadętą kukłą – myślał Fuertad. – Koniecznie. Inaczej to wszystko się rozleci. Lata pracy, dzieło mego życia… Nie pozwolę! – obciągnięta pergaminową skórą piąstka uderzyła w poręcz fotela.

Siedzący najbliżej kreatora programista zakończył właśnie wirtuozerski pasaż po klawiaturze bloku modelującego. Odetchnąwszy głęboko, wpatrzył się w elipsoidalny monitor, podający w momentalnej projekcji wyniki wykonanych operacji.

– Schemat trajektorii przygotowany do testowania – oznajmił.

– Znowu jesteście spóźnieni – zaskrzeczał Fuertad odsuwając gniewnym gestem zwoje cyfrowych meldunków.

– To nie nasza wina – nieśmiało zaoponował ktoś z boku.

– Milczeć! – sunący na grawitonowej poduszce fotel przemknął między głowicami koderów i kreator zatrzymał się przed tablicą kontrolną hipnotronu. – Co to ma znaczyć? Dlaczego nie rozpoczęto emisji?

– Kilka obiektów znajduje się jeszcze w fazie przejściowej – tłumaczył przestraszony operator. – O, tu i tu… – wskazywał tańczące cyfry w okienkach miernika.

– Zwiększyć stymulację z zastosowaniem bezpiecznika neurostatycznego – zadecydował Fuertad. – Nie potraficie przeprowadzić najprostszej operacji – dodał zirytowany.

Osobiście uruchomił program instruktażowy i skierował fotel na środek dyspozytorni.

– Śpijcie spokojnie – mruknął patrząc na oblepiające rdzeń próżniowego promu kapsuły. – Fuertad pamięta o wszystkim. Śpijcie. Musicie dobrze wypocząć i wiele się nauczyć.

Największy z ekranów testacyjnych zajaśniał właśnie zoptymalizowaną projekcją przestrzeni, uzupełnioną aktualnym stanem zawirowań metryki. Rubinowy krąg symbolizujący satelitarną bazę Związku Solarnego nanizany był na wydłużoną elipsę orbity, w której ognisku pyszniła się różnymi odcieniami fioletu tarcza Gelwony.

– Prognozy negatywnego odchylenia trajektorii rzędu trzech setnych – padło od strony stanowiska nawigacyjnego. – Tolerancja około sześciu sekund bezwzględnych.

– Dokładniej – zażądał Fuertad.

– Sześć koma dwanaście, z inwariantną stopnia pierwszego.

Kreator z zadowoleniem pokiwał głową. Czułym spojrzeniem wypłowiałych oczu ogarnął obraz Gelwony otoczonej ledwie dostrzegalną mgiełką obłoków i pochylony nad dźwignią startera, z widocznym wysiłkiem ujął metalową rękojeść. Kościste palce zacisnęły się kurczowo, trzasnęły przełączniki i prom z majestatyczną powolnością opuścił wnętrze śluzy parkingowej, unosząc z sobą ce

Fuertad jeszcze przez chwilę obserwował pulsującą zmie

– Muszę koniecznie porozmawiać z komendantem – przypomniał sobie raport, który przed kilkoma dniami przekazał obel-bortowi. – To doprawdy skandal, że każdą drobnostkę trzeba uzgadniać z takim dyletantem – parsknął pogardliwie. – On przecież o niczym nie ma pojęcia. Jeżeli jeszcze się nie zdecydował i będzie dalej zwlekać, wykorzystam kanał nadrzędny i nawiążę kontakt z Głównym Modyfikatorem.

Nie przerywając jazdy wystukał na klawiaturze podręcznego autofonu kod kierunkowy kwatery obel-borta. Nikt się nie zgłaszał.

– No proszę! – Fuertad ze wściekłością uderzał w poręcz pędzącego fotela. – Nie ma go! Nigdy go nie ma, jak jest potrzebny! Łazi gdzieś pewnie z tym swoim skrzydłakiem i poza własnym rodowodem nic go nie obchodzi!

Narzekając i pomstując dojechał wreszcie do medbloku. Na widok kreatora dwaj strażnicy z irytującą powolnością zajęli przepisowe miejsca, a gdy dźwiękochło

Dwie głowy pochyliły się nad wirującą tarczą i dwie pary oczu z zapartym tchem śledziły migające przebiegi losowych funkcji, których wynikowy kształt wskaże zwycięzcę.