Страница 28 из 30
– Nie musisz do mnie mówić tak, jakbym był Kserksesem.
– Jesteście bardzo do siebie podobni – stwierdziła stanowczo.
– Może po prostu obydwaj jesteśmy spragnieni miłości? – zapytał, podając jej napełniony do połowy kieliszek. Do diabła, musi przez to jak najszybciej przebrnąć! Tętno dudniło mu, wnętrza dłoni miał wilgotne. Czuł się jak idiota. Nic nie szło zgodnie z planem! – Do diabła, Emmy, nie tak chciałem to urządzić! Miałem zamiar zabrać cię na piękną kolację, zawieźć samochodem z odkrytym dachem, a potem przywieźć z powrotem tutaj, poczęstować koniakiem…
– I uwieść mnie? – zapytała zwięźle.
– Nie! W każdym razie nie od razu – przyznał w przypływie szczerości. Oparł się wygodniej na krześle i usiłował zebrać na odwagę. – Nie, Emmy, nie miałem zamiaru cię uwodzić, dopóki nie zgodzisz się spłacić długu – wydusił wreszcie.
– Ach! Wreszcie doszliśmy do sedna sprawy. Czego dokładnie chcesz ode mnie zażądać, Julianie? Ostrzegam cię, że nie mam żadnych osiągnięć w szpiegowaniu, defraudacji ani i
Julian wytrzymał jej spojrzenie. Nie będzie już dłużej kluczył, zdecydował.
– Emmy – powiedział łagodnie – nie chcę twoich pieniędzy. Nie chcę, żebyś dla mnie szpiegowała i de-fraudowała. Chcę czegoś, co tylko ty możesz mi dać. Chcę, żebyś zamieszkała ze mną tutaj, w Tucson.
Emelina zmarszczyła czoło.
– Możesz to powtórzyć?
– Słyszałaś, co powiedziałem. Daj mi słowo, że przeprowadzisz się do mnie, Emmy. Potrzebuję cię.
– Tak właśnie ma wyglądać moja spłata długu? – wydusiła z trudem.
– Tak. – Tylko to jedno słowo wydobyło się spomiędzy zaciśniętych zębów Juliana.
Emelina jeszcze przez chwilę patrzyła na niego, a potem potrząsnęła głową. -Nie.
Julian poczuł, że cała krew odpływa z jego twarzy. To jedno słowo było jak uderzenie. Przebiegła przez niego fala bezradnej złości. Kochał ją! Nie uświadamiał sobie tego w pełni aż do tej chwili; nie chciał zdawać sobie sprawy z głębi własnych uczuć. Kochał ją, a ona go odtrąciła. Julian miał wrażenie, że ziemia usuwa mu się spod stóp.
W salonie zaległa martwa cisza. Emelina i Julian patrzyli na siebie. Kserkses wyczuł napięcie i pytaj; podniósł łeb niepewny, jak powinien zareagować.
W końcu Julianowi udało się zebrać energię i od zwać. Wymagało to wszystkich sił, jakie miał.
– Myślałem – powiedział ochryple – że zawsze płacisz swoje długi.
– Och, tak, Julianie. Ale nigdy nie zgodziłabym się zamieszkać z tobą dlatego tylko, żeby dotrzymać zobowiązania.
– Rozumiem. – Boże, co on teraz ma zrobić? Chciał wpaść we wściekłość, oskarżyć ją lub potępić. Obiecała, że spłaci ten dług! Dała mu słowo, a teraz nie chce go dotrzymać! Jeszcze nigdy nie czuł takiej bezradności i rozpaczy.
Emelina ziewnęła. Postawiła kieliszek na stole, oparła się wygodnie i podwinęła nogi pod siebie. Rzęsy opadły jej na policzki.
– Przyjadę tu i zamieszkam z tobą, Julianie – wymruczała se
Julian zerwał się na równe nogi, potykając o Kserk-sesa, i jednym susem dopadł jej fotela.
Ale tego wieczoru nie było już nic do powiedzenia. Emelina smacznie usnęła.