Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 17 из 30

ROZDZIAŁ SZÓSTY

– Niech pan jej nie straszy, szefie. – Cardellini pierwszy zareagował na słowa Juliana. Jego poważne spojrzenie przesunęło się współczująco po twarzy Emeliny. – Nie ma sensu jej denerwować.

– Przy mnie zawsze jest zdenerwowana – odrzekł Julian sucho. – Nie martw się o nią, Joe. Wie, w co się pakuje. I ja też wiem. Może pójdziesz się rozejrzeć po domu Leightona.

– Tak, proszę pana. – Odesłany do swoich obowiązków Joe cicho wysunął się na zewnątrz. Emelina zmrużyła oczy.

– On tylko chciał być miły. Nie musiałeś go potraktować jak… jak służącego!

– Pracuje dla mnie. Za pieniądze jakie dostaje, może od czasu do czasu posłuchać polecenia. To, jak ja go traktuję, nie jest najważniejsze.

– A co jest najważniejsze? – zapytała podejrzliwie.

– To, czy utrzyma swoją wygodną posadę, czy też nie, zależy od tego, jak ty go będziesz traktowała.

Emelina otworzyła usta ze zdumienia.

– Jak ja go będę traktowała? Przecież go dopiero co poznałam!

– Właśnie. A on już wyrywa się w twojej obronie. Trzymaj się od niego z daleka, Emmy, bo go wyrzucę z pracy.

– Dobrze wiesz, że to, co mówisz, jest po prostu śmieszne! Zupełnie zwariowałeś! Co się z tobą dzieje?

– Mam ten mały problem z zaborczością. Chcesz dobrej kawy?

– Nie, dziękuję! Jak pan Cardellini słusznie zauważył, jestem trochę zdenerwowana. I denerwuję się coraz bardziej! – Odwróciła się do niego plecami i podeszła do okna.

Nie słyszała, jak przechodził przez pokój, ale nagle stanął za nią. Gdy wyciągnął rękę i podał jej kubek parującej kawy, wiedziała, że jest to oferta rozejmu i nie mogła powstrzymać uśmiechu, który pojawił się w kącikach jej ust.

– Ze mnie się śmiejesz? – zapytał, przesuwając ustami po jej włosach.

Potrząsnęła głową.

– Po prostu czasami bardzo przypominasz mi Kserkse-sa. Gdy włożyłeś mi w rękę ten kubek kawy, skojarzyło mi się z tym, jak Kserkses wtyka mi nos w dłoń, gdy chce, żebym go pogłaskała. Co ja mam z wami zrobić?

– Pogłaskać. – Przesunął palcami po jej karku. Emelina zadrżała.

– Czy chcesz mnie w ten sposób przeprosić za to, że oskarżyłeś mnie o uwodzenie biednego Joe'ego?

– Może. – Westchnął. – Nie przywykłem do przepraszania, Emmy.

– Spróbuj.

Usłyszała, że wciągnął oddech, po czym powiedział równym tonem:

– Przepraszam, Emmy. Nie powinienem był tak się na ciebie rzucać bez powodu.

– Nie, nie powinieneś – przyznała gładko.

– Po prostu jestem trochę przewrażliwiony na tym punkcie.

– Nie masz prawa! – zawołała, wciąż zwrócona twarzą do okna.

– I ty to mówisz? Po ostatniej nocy? – Nadal przesuwał pieszczotliwie palcami po jej karku.

– To, co zdarzyło się ostatniej nocy, nie daje ci do mnie żadnych praw, Julianie – powiedziała.

– Myślę, że sama nie wierzysz w to, co mówisz, kochanie. Wiesz chyba, że teraz, kiedyjuż jesteś moja, nie mam zamiaru oddać cię żadnemu mężczyźnie – odparł Julian z napięciem. -Ale nie wpadaj w panikę. Nie będę cię popędzać.

– Nawet nie potrafię powiedzieć, jak bardzo jestem ci wdzięczna! – zdobyła się na sarkazm.

– Cieszę się. A teraz, skoro już wyczerpaliśmy temat, proponuję, żebyśmy przeszli do następnego. Chciałem ci dzisiaj zaproponować kolację w restauracji na wybrzeżu. Ale nie mam tu samochodu, więc musielibyśmy pojechać twoim.

– Czy to zaproszenie obejmuje również Joe'ego?

– To nie wchodzi w grę. Joe zaraz po założeniu podsłuchu wyjeżdża. Nie wróci, dopóki go nie przywołam.

– A kiedy to nastąpi? – zapytała zaczepnie. -Wtedy, gdy będę miał powody do przypuszczeń, że coś się nagrało na taśmach zainstalowanych w domu Leightona. A teraz przestań mnie prowokować, kochanie. Do dwudziestego ósmego zostały nam jeszcze cztery dni.

– Jeśli sądzisz, że będę się tu kręcić dokoła ciebie, żebyś nie umarł z nudów… – zaczęła, ale on natychmiast jej przerwał. Podszedł o krok bliżej i wyjął kubek z jej dłoni. Pocałunek przywołał wszystkie wspomnienia namiętnej nocy i skutecznie uciszył Emelinę. Gdy Julian odsunął się od niej, oboje mieli przyspieszone oddechy.

– Zapraszam cię tylko na kolację. Nie do łóżka – powiedział.

Julian przebywał z nią prawie bezusta

– Sterroryzowałaś ich, kochanie – zauważył Julian.

– Chcesz powiedzieć, że to ty ich sterroryzowałeś, a ja tylko uświadomiłam im ryzyko, na jakie się narażają. Julianie, czy nie przeszkadza ci, że wszyscy tak o tobie gadają?

– Nieszczególnie. Przyjechałem tu, bo potrzebowałem odpoczynku i samotności. Dzięki podejrzanej reputacji uzyskałem jedno i drugie. Usłyszałem kilka przyciszonych uwag na swój temat, a poza tym nikt mnie nie zaczepiał – odrzekł swobodnie.

– Oprócz mnie – zauważyła Emelina sucho. – Popsułam wszystkie twoje plany dotyczące spokoju i izolacji, prawda?

– Ty – odrzekł miękko – sprawiłaś, że cała ta wycieczka nie była stratą czasu.

Emelina napotkała jego ciepłe spojrzenie i zebrała się na odwagę.

– Julianie, dlaczego właściwie przyjechałeś do Ore-gonu na urlop?

– Próbowałem uciec przed stresami w pracy – odrzekł łagodnie.

Co nie znaczy absolutnie nic, pomyślała, i pospiesznie zmieniła temat.

– Julianie, dzisiaj jest dwudziesty ósmy. Może wieczorem dowiemy się czegoś kompromitującego o Ericu Leightonie.

– Może.

– Brzmi to sceptycznie.

– Kochanie, mówiłem już, że twój plan jest raczej bezsensowny. Widać w nim dużą wyobraźnię, ale…

– Ale myślisz, że nic nam z niego nie przyjdzie? W takim razie po co zawracałeś sobie i Joe'emu głowę z zakładaniem podsłuchu?

– Bo zawsze staram się dotrzymać zobowiązań ze swojej strony. Tak jak i ty – odpowiedział po prostu.

Gdy Julian wieczorem odprowadzał Emelinę, w domu Leightona nadal nie było żadnych oznak życia. Julian pozwolił jej wejść na szczyt urwiska i rozejrzeć się szybko, by mogła się upewnić, że niczego nie przeoczyli.

– Emmy, jeśli cokolwiek zdarzy się dzisiaj w tym domu, będziemy to mieli na taśmie. Masz się nie zbliżać sama do tego miejsca, słyszysz?! – nakazał kategorycznie.

– Słyszę, Julianie – westchnęła.

– Nie martw się – powiedział z krzywym uśmieszkiem – nic przez to nie stracisz. Siedź w domu do rana. I myśl o mnie – dodał. Pociągnął ją w ramiona i pocałował szybko i mocno. Kserkses trącił ją nosem w rękę, domagając się czułego pożegnania, i po chwili Emelina patrzyła na dwie postacie płci męskiej oddalające się drogą. Czy Julian miał rację? Czy nic się dzisiaj nie stanie? I co wtedy zrobi? Bardzo liczyła na to, że jej plan przyniesie efekty. Jeśli nie, będzie musiała wymyślić jakiś i

Wyglądało na to, że Julian chętnie poczyniłby dla niej kolejne kroki. Z lekkim dreszczem Emelina opuściła firankę i poszła do łóżka. Będzie się zastanawiać nad i

Ta myśl sprawiła, że nie mogła zasnąć przez następne dwie godziny. W końcu zirytowana odrzuciła kołdrę i poszła do kuchni sprawdzić zawartość lodówki.

Księżyc świecił jasno i nie musiała zapalać światła, stała więc w mroku i gryzła krakersa z serem topionym, gdy nagle w pewnej odległości zobaczyła tylne światła samochodu. Ktoś jechał w stronę plaży. Ściśle biorąc, ktoś jechał w stronę domu Erica Leightona. Emelina przełknęła resztę krakersa i poczuła, że w jej żyłach zaczyna płynąć czysta adrenalina. A więc jednak coś się tej nocy miało wydarzyć! Nie myliła się!

Pobiegła do sypialni. W ciemnościach znalazła tenisówki, spodnie i czarny sweter. Zakaz Juliana poszedł w zapomnienie. Emelina wysunęła się z domu i ruszyła w stronę morza.

Na skraju urwiska położyła się na brzuchu i ostrożnie zerknęła na plażę. Miała rację. Samochód, który wcześniej zauważyła, dużym łukiem dojeżdżał właśnie do domu Leightona po żwirowej drodze prowadzącej od dalszego końca plaży. Emelina obserwowała samochód, drżąc z zimna w wilgotnym nocnym powietrzu. Czy Erie Leighton znajdował się w środku?

Auto zatrzymało się na tyłach domu. Człowiek, który z niego wysiadł, w jednej ręce niósł papierową torbę, a w drugiej walizkę. Emelina wpatrywała się w mrok, usiłując sobie przypomnieć, jak dokładnie wyglądał Leighton. To musiał być on. Kto i

Przesunęła się o cal dalej po krawędzi urwiska. Gdy drzwi domu zamknęły się za mężczyzną, wzięła głęboki oddech i chyłkiem przekradła się w dół, na plażę.

Co tam może się dziać? Dlaczego nikogo więcej nie było w pobliżu? Co się znajdowało w tej walizce? Emelina zeszła z urwiska i ukryła się za skalnym nawisem. Na szczęście plaża była nierówna i kamienista. W skałach wzdłuż krawędzi urwiska z łatwością można było znaleźć schronienie.

Nikt więcej jednak nie przyjechał i wyglądało na to, że w domu nic się nie dzieje. Emelina przeczołgała się wzdłuż odkrytego kawałka plaży i dotarła do dużej skały w pobliżu domu. Skuliła się za nią i dla rozgrzewki przesunęła dłońmi po ramionach. Dlaczego, do diabła, nie wzięła żadnej kurtki? Zamarznie, jeśli będzie musiała czekać tu długo.

W tej samej chwili usłyszała za plecami cichy dźwięk i natychmiast zapomniała o chłodzie. Odwróciła się instynktownie, zareagowała jednak zbyt wolno. Twarda dłoń nakryła jej usta i ktoś pociągnął ją na piasek u podnóża skały. Jakiś mężczyzna nakrył ją swym ciałem i unieruchomił.

– Cicho bądź i przestań się szamotać, ty kretynko!

– zazgrzytał wściekle głos Juliana.