Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 6 из 86

*

Świtało, gdy dorożką wracali do domu.

– “Kto nie widział Kairu, niczego nie widział” – westchnęła Sally.

– Co mówisz, sikorko? – z roztargnieniem zapytał Nowicki.

– Powtarzani stare arabskie przysłowie – odpowiedziała Sally. – Czy wiecie, że nazwa “Kair” oznacza “Miasto Zwycięstwa”?

– Skoro tak mówisz… – zmęczony Tomek nie wykazywał zbytniego entuzjazmu.

– Cała historia zaczęła się od… gołąbka… – Sally nie poczuła się zrażona brakiem zainteresowania. – Najpierw jednak była tu twierdza zwana Babilonem.

– A później rządzili Rzymianie – wtrącił Tomek.

– Tak. Wreszcie przybyli Arabowie. Ich wódz, Amer Ibn el-As, po zajęciu w 640 roku Aleksandrii i ówczesnej stolicy kraju, miasta Memfis, pomaszerował na wschód.

– Tak i zatrzymał się w okolicach dzisiejszego Starego Kairu.

– Tam, gdzie Nil rozdzielał się na kilka ramion, tworząc deltę. Stanął dokładnie w miejscu, gdzie rosły na wpół zasypane pusty

– I tu założył swój obóz? – dał się wciągnąć w rozmowy Nowicki.

– Owszem. Z okrzykiem “zwycięstwo”, czyli po arabsku El-Kahirach, wzniósł ozdobiony drogoce

– A od kiedy miasto nosi dzisiejszą nazwę? – drążył Nowicki.

– Od X wieku, gdy władzę przejęła dynastia Fatymidów. Legenda mówi, że nad Fostatem ukazała się wtedy świecąca smuga od planety Mars i że dlatego stolicy nadano nazwę “Miasto Zwycięstwa”.

Odkryta dorożka, zaprzężona w chudego, kościstego konia, wolno jechała w słońcu poranka przez pas nadbrzeżnej zieleni. Wśród sadów i palm nad kanałem bieliły się wille. Dalej pojawiły się stare obskurne domy, a bliżej rzeki nowocześniejsze, kilkupiętrowe kamienice. Dorożka wjechała na most łączący zachodni brzeg Nilu z wyspą Roda. W dole, po mętnej, mulistej rzece, płynęły feluki [20] i ogromne barki o wysoko zadartych dziobach obładowane towarami: sianem, durrą, arbuzami, zielonymi melonami, trzciną cukrową bądź glinianymi garnkami. Z powodu ich wysokich masztów, z wielkimi, nabrzmiałymi od wiatru trójkątnymi żaglami, wszystkie kairskie mosty na Nilu miały pośrodku jedną lub więcej ruchomych części.

Zaledwie dorożka wjechała na wyspę, powożący Arab odwrócił się do pasażerów i łamaną angielszczyzną, gardłowym głosem, zawołał:

– Wyspa Roda! Tutaj nilometr, niedaleko, na południowym cyplu! Czy chcecie zobaczyć?

– Nie! Jedź dalej i popędzaj szkapę, chcemy być jak najprędzej w domu – po angielsku odparł Nowicki, a zwracając się do siedzących naprzeciwko młodych Wilmowskich, rzekł po polsku: – Nie warto marudzić, może dzisiaj nadejdzie wiadomość od ojca? Zresztą słyszałem już co nieco o egipskich urządzeniach do pomiarów poziomu wody w rzece. Podobno wzdłuż Nilu rozsiana jest cała ich sieć, również poza granicami Egiptu.

– Nic dziwnego, Nil decyduje przecież o życiu lub śmierci Egipcjan – powiedział Tomek. – Już w starożytności grecki historyk Herodot pisał, że Egipt jest darem Nilu, a jego istnienie zależy od tej jednej jedynej rzeki. Rzeki bez dopływów, nie zasilanej opadami deszczu i płynącej przez tysiąc pięćset kilometrów jednej z najstraszliwszych pustyń Ziemi. Gdyby Nil przestał płynąć, choćby na krótko, Egipt czekałaby nieuchro

– Czytałam, iż Egipcjanie od najdawniejszych czasów ciągle mierzyli poziom wody w Nilu. Na podstawie skrzętnie zapisywanych wyników przewidywali urodzaje i ustalali wysokość podatków – wtrąciła się Sally. – Zapisy te czyniono nieprzerwanie od sześćset dwudziestego drugiego roku. Nigdzie na świecie nie było czegoś podobnego. Nilometry sytuowano w każdej świątyni, we wszystkich miastach i osadach leżących nad samym brzegiem rzeki. Wyniki przesyłano do Kairu.

– Czyżby nilometr na wyspie Roda był najstarszy? – zaciekawił się Nowicki.

– Nie, ale został zbudowany w siedemset szesnastym roku i jest pierwszym, jaki powstał w czasach arabskich – wyjaśniła Sally.

Dorożka jechała tymczasem wąskimi zaniedbanymi uliczkami i wkrótce dotarła do mostu łączącego wyspę Roda ze Starym Kairem położonym na wschodnim brzegu Nilu. Szybko przebyli niezbyt tutaj szerokie ramię rzeki. Dalej długa ulica Kasr al-Ajni, równoległa do wybrzeża, dochodziła aż do południowo-zachodniej dzielnicy.

W mieście, jak codzień, niemal od świtu panował ożywiony ruch i gwar. W tłumie przechodniów odzianych w długie, białe i pasiaste galabije, turbany i fezy spotykało się ubranych po europejsku mężczyzn, którzy pracowali w urzędach i przedsiębiorstwach. Nieliczne na ulicach kobiety nosiły przeważnie czarne, długie suknie i osłaniające twarz szale. Przed sklepami, często w ogóle pozbawionymi frontowych ścian i wystaw, otwartymi wprost na ulicę, kupcy głośno zachwalali wystawione na sprzedaż orientalne i zachodnie towary. Niektórzy rozkładali je na chodniku bądź rozwieszali na ścianach domów. Fryzjerzy, krawcy, szewcy i czyściciele butów, w ogóle rzemieślnicy, pracowali na ulicy, po prostu na chodnikach przed domami. Na przenośnych straganach piętrzyły się owoce cytrusowe i warzywa, opiekano na rożnach kawałki baraniny, smażono ryby. W powietrzu unosił się zapach oliwy i czosnku.

Nie mniejszy rozgardiasz panował na jezdni. Ulicą jeździł już szynowy tramwaj elektryczny, kursujący z placu Tahrir aż do Starego Kairu. Egipcjanie polubili ten środek komunikacji, dogodniejszy od tramwajów ko

Nocny chłód ustępował, robiło się coraz upalniej. Dorożkarz, stary Arab, zdjął abajas [21] i został w tradycyjnej galabii. Od początku nieufnym, świdrującym wzrokiem mierzył ubranych w arabskie stroje Europejczyków, którym towarzyszyła kobieta z odsłoniętą twarzą. Nie dziwił się, bo w swoim dorożkarskim życiu widział już niejedno, ale jego niechęć do pasażerów wzrosła, gdy odrzucili propozycję zobaczenia nilometru. Spróbował zatem inaczej:

– Czy jesteście chrześcijanami? – spytał.

A gdy Nowicki potwierdził, zaproponował:

– Tutaj niedaleko jest domek, gdzie mieszkał Jezus [22] z rodziną. W dzielnicy koptyjskiej…

– I

Arab wzruszył ramionami i zamruczał coś pod nosem. Zawiedziony nie na żarty pomyślał, że to jacyś dziwni cudzoziemcy, skoro udają Arabów, włóczą się po nocy i na dodatek spieszą wcale nie jak turyści! Może to oznaka nieczystego sumienia i może nie zapłacą za przejazd? Nigdy wprawdzie nie spotkało go coś takiego, ale tego dnia stary Arab był w wyjątkowo złym humorze.

Zaledwie straszne podejrzenie ugruntowało się w jego głowie, niespodziewanie ściągnął lejce chudej szkapy. Nie przygotowanych na to podróżnych wcisnęło w siedzenia, a potem rzuciło do przodu. Sally, gdyby Tomek nie zdołał jej złapać, jak nic wylądowałaby pod kołami pojazdu.

– Do diabła! – zaklął po polsku -Nowicki. – Co wyrabiasz? Arab zerwał się z kozła i zaczął coś wykrzykiwać, żywo przy tym gestykulując. W jego bełkotliwej mowie najbardziej znajomo brzmiało słowo bakszysz.

– Czego chcesz? Co się stało? – pytał gorączkowo Tomek. Wokół dorożki gęstniał tymczasem wrzeszczący tłum. Arabowie, Egipcjanie, Turcy wygrażali pięściami i wykrzykiwali coraz głośniej. Sally zauważyła, że niczym refren przewija się okrzyk Danszawoj.

– Tommy! Tommy! – zawołała do męża, który pospiesznie płacił staremu. Ten gdy otrzymał pieniądze, sam zaczął uspokajać współziomków.

– Tommy! Powiedz im, że nie jesteśmy Anglikami, tylko Polakami!

Tomek zorientował się, o co jej chodzi:

– No English! Polak! Polska! Bolanda! Bolaaanda!!! [23]

Nie wiadomo, co zrozumiał rozwrzeszczany tłum. W każdym razie tak samo niespodziewanie jak powstało całe zamieszanie, nagle wszystko wróciło do poprzedniego stanu…

Nowicki, który cały czas trzymał rękę na kolbie rewolweru, teraz wyjął ją z kieszeni i otarł pot z czoła.

– Wszystko przez tego starego draba – powiedział cicho do Tomka. – Trzeba mu przemówić do rozsądku.

– Daj spokój, Tadku! Samiśmy sobie wi

– Zachowali się wrogo, bo wzięli nas za Anglików – nerwowo wyjaśniała Sally. – Wiem stąd, że wykrzykiwali nazwę miejscowości w delcie Nilu, gdzie pięć lat temu angielski oficer w czasie polowania postrzelił egipską wieśniaczkę. Pisano o tym w gazetach, gdyż doszło do walki, w której zostało ra

[20] Feluka – niewielki, wąski i szybki żaglowiosłowiec.

[21] Abajas – rodzaj męskiego, ciepłego, wełnianego płaszcza bez kołnierza, z szerokimi rękawami; najczęściej gładki lub w pasy.

[22] Jezus czczony jest przez wyznawców Mahometa jako jeden z proroków.

[23] Bolanda (arab.) – Polska.

[24] Fellach – egipski chłop, wieśniak, rolnik.