Страница 55 из 86
U wrót południa
Smuga, Nowicki, Wilmowski i Sally z kurczowo trzymającym się jej dłoni Patrykiem wsiedli do pociągu w Luksorze. Żegnali Dolinę Królów z żalem i ściśniętym sercem. Nie tak dawno fascynowała ich, kusiła obietnicą przygody. Teraz ciążyła przypomnieniem nieodwracalnej tragedii.
Do Asuanu wyruszył z nimi także Abeer. Nie wiedział, w jakim stopniu mógłby im być jeszcze pomocny, ale nie potrafiłby ich opuścić w tak trudnej dla nich chwili. Bardzo chcieli być razem w czasie tej podróży. Razem, a także blisko siebie. W pierwszej klasie nie było jednak tylu wolnych miejsc, więc prawie bez wahania wybrali drugą, nie bacząc na to, że zwyczajowo nie jest ona przeznaczona dla Europejczyków.
Zaledwie wyruszyli, przyszło im pożałować tej decyzji.
W wagonie panowała niesłychana duchota. Niektórzy z siedzących na ławkach mężczyzn jedli cebulę, i
Okno tym razem otworzył, niczego nie świadom, Nowicki. Natychmiast jeden ze współpasażerów, potężnie zbudowany mężczyzna, zatrzasnął je z powrotem. Coś przy tym mówił, gwałtownie gestykulując. Wilmowski, nie mogąc znieść grzmiącego mu nad głową głosu, westchnął:
– Niechże on wreszcie przestanie! Zrób coś, Abeer! A ty, Tadku nigdy nie narażaj się, otwierając okna w egipskim pociągu.
Nowicki mruknął coś do siebie, a mężczyzna długo jeszcze perorował, chociaż na szczęście przeniósł się w drugi koniec wagonu.
Mijali szare od pyłu miasteczka z niewielkimi meczetami oraz wioski fellachów, smutne jak w całym Egipcie. Minęli miejscowość Isna i dojeżdżali do Edfu. Abeer, by jakoś rozładować ciężką atmosferę i choć trochę zmienić nastrój, zaczął opowiadać:
– W Edfu [139] znajdowała się w starożytności stolica nomu, czyli powiatu, na czele z nomarchą. Do dziś zachowały się tu ruiny świątyni Horusa.
– Horus to bóstwo przedstawiane pod postacią sokoła? – Smuga podtrzymał rozmowę, rozumiejąc intencję przyjaciela.
– Tak. Był on bogiem niebios, z którym identyfikowano faraona za jego życia – kontynuował Abeer.
– A po śmierci, dostojny umarlak zmieniał się w Ozyrysa – włączył się Nowicki, zerkając na Sally.
Marynarz odzyskał już siły po saharyjskiej przygodzie. Tylko zaczerwienione mocno powieki świadczyły o tym, że przebył chorobę oczu. Głęboko rozpaczał po stracie Tomka i gorąco pragnął wyrwać Sally z przygnębienia. Sally nie dała się jednak wciągnąć do rozmowy. Abeer monoto
– Egipskie świątynie budowano według pewnego stałego wzoru. Na ogół w linii północ-południe i zawsze na żyznej ziemi. Tak właśnie wzniesiono w okresie ptolomejskim świątynię w Edfu. Pylony prowadzą na ogromny dziedziniec, zakończony wejściem do przedsionka, stanowiącego początek właściwej świątyni. Z przedsionka wchodzi się do sali hypostylowej, z niej do komnaty ofiar, skąd z kolei jest wejście do kaplicy. Od sali hypostylowej aż po kaplicę otacza świątynię wewnętrzny, okrężny korytarz. Całość osadzona jest na planie prostokąta.
Pociąg minął Edfu i zmierzał dokładnie na południe, kiedy doszło do kolejnego konfliktu. Tym razem z powodu psa. Ten sam potężny, gadatliwy Arab dość brutalnie odepchnął Dinga, który podniósł łeb i warknął. Potoczyła się lawina słów wypowiadanych denerwującym, piskliwym głosem.
– Co on znów trajkocze? – spytał zdenerwowany Nowicki.
– Klnie na psa, że to parszywe stworzenie – odpowiedział Abeer.
– Czemu Arabowie tak nie lubią psów?
– To proste – cierpliwie wyjaśniał Abeer. – My muzułmanie nie lubimy psów, bo jeden z nich, jak mówi Święta Księga, ugryzł Mahometa w nogę.
Widok za oknem stawał się coraz bardziej ponury, brzeg Nilu jałowy, a osiedla coraz nędzniejsze. Na stokach skalistych gór, które chyliły się coraz bardziej ku rzece, stały kamie
– Egipcjanie nazywają Asuan [140] wrotami południa, zaś sudańscy kupcy bramą północy. Nie dzieje się tak bez przyczyny. Miasto stanowi bowiem naturalną granicę między północą a Czarną Afryką. Tutaj kończyły się najczęściej wycieczki Europejczyków. Tu w poszukiwaniu źródeł Nilu zatrzymał się Herodot; tu w swym marszu na południe dotarł Aleksander Wielki, tu także stacjonowały rzymskie legiony w najdalej na południe wysuniętej placówce. Dotąd jedynie doszli w pogoni za Mamelukami żołnierze Napoleona.
– W Asuanie kończyli również swe rejsy Polacy odwiedzający Egipt, jak choćby Maurycy Ma
– No, nie wiedziałem, że aż tylu waszych rodaków gościło w moim kraju – żartobliwie wtrącił Abeer, a Wilmowski tłumiąc nagły smutek podjął urwany wątek:
– Największym chyba wśród nich oryginałem był ów Wężyk. Po powrocie z Egiptu wydrukował wizytówki, na których przypisał sobie tytuł beja, co złośliwi skomentowali wierszykiem: “Wężyku – beju, więcej oleju”.
Anegdota była dowcipna, ale ani Smudze, ani Nowickiemu nie przyszło do głowy, żeby się roześmiać. Wilmowski przetłumaczył jeszcze wierszyk Sally i Abeerowi. Sally jakby nie usłyszała, a Abeer ledwie się uśmiechnął i wrócił do swej opowieści o Asuanie:
– Asuan graniczy z Nubią. Od starożytności kwitł tu handel wymie
– Była także wielka stacja karawan – dodał Smuga.
– Czy jest szansa, by się czegoś dowiedzieć w Asuanie? – zapytał Wilmowski.
– Tak czy inaczej musimy płynąć dalej, aż do Jeziora Alberta – odparł Smuga, a Nowicki zacisnął dłonie.
Sally nadal milczała. Drzemiący na jej kolanach Patryk obudził się i przetarł oczy.
– Wujku, czy dojeżdżamy? – spytał Nowickiego, a ten postarał się odezwać jak zawsze jowialnie, choć bez zwykłego animuszu.
– Masz nosa, chłopcze, jak ten “cheopsiak” w Gizie. Dobrze wyniuchałeś, że czas wstawać. Pociąg zawija do portu… To jest, chciałem powiedzieć, na dworzec.
Miasto ciągnęło się jednak przez wiele kilometrów po wschodniej, górzystej stronie Nilu. Minęli ulice, domy, jakiś lasek palmowy i kilka stara
Ledwie się przedarli przez ten tłum nastąpił nowy atak. Tym razem poganiaczy zwierząt i dorożkarzy, którzy donośnie i rozkazująco oferowali swe usługi:
– Weź mnie! Wynajmij!
Najbardziej oryginalny okazał się pewien młody Nubijczyk, który kazał tańczyć swemu koniowi, a ten rzeczywiście zaczął przebierać nogami w wyuczonych drygach. Wszyscy wyciągali przy tym ręce po bakszysz. Konie, wielbłądy i osły parskały, ryczały i rżały…
Z trudem dotarli do dwóch małych dorożek karo, zaprzężonych w osły. Szeroką promenadą wzdłuż Nilu dojechali do hotelu “Cataracte”. Wynajęli pokoje na piętrze z oknami wychodzącymi na porośniętą palmami wyspę, dzielącą Nil na dwie, prawie równe, odnogi.
– To Dżeziret el-Zahar, czyli Wyspa Słonia – powiedział Abeer do Patryka.
– Mówiąc z francuska, Elefantyna. Taka nazwa przyjęła się w geografii – uzupełnił Wilmowski.
– To… ona “słoniowa” dlatego, że taka duża? – spytał Patryk.
– Nie – uśmiechnął się Abeer. – Dlatego, że kiedyś docierał tu słoń afrykański.
– Bardzo tam wiele ogrodów…
– Owszem, ale Elefantyna znana jest przede wszystkim z nilometru, który odrestaurował w 1870 roku kedyw Izmail, i z wielu świątyń…
– Tylko nic już nie mówcie o świątyniach – westchnął Nowicki. – Przygnębiają mnie. Świątynia powi
Umilkli. Stali na balkonie, obserwując zachodzące słońce. Przed nimi, na skalnych szczytach, trwała przedziwna gra barw. Róż przechodził w fiolet, by w końcu przegrać z granatem. Żółty początkowo horyzont przybrał kolor popielaty, potem szary, aż wreszcie pojawił się księżyc i rozświetlił zapadającą ciemność.
[139] Edfu (Idfu) – w latach 1936-1939 prowadziła tu prace wykopaliskowe polsko-francuska ekspedycja, z Kazimierzem Michalowskim na czele.
[140] Asuan, także As-suuan lub Assuan, antyczne Sy-e’ne (Suan), miasto na prawym brzegu Nilu, położone poniżej pierwszej katarakty. Popularne uzdrowisko, zwłaszcza w zimie, z nowoczesnymi hotelami.
[141] Ma
[142] Sękowski Józef (1800-1858), polski orientalista, profesor Uniwersytetu w Petersburgu. Podróżował po Syrii (spędził tam kilka miesięcy w klasztorze maronickim) i Egipcie (1820 r.) oraz Etiopii i Nubii (1821 r.). Wpłynął na zainteresowania Adama Mickiewicza Wschodem.
[143] Wężyk Władysław (1816-1848) – przyjaciel Cypriana K. Norwida, poeta, działacz kulturalny. Podróżował w latach 1839-1841 po Bliskim Wschodzie. Autor literackiej relacji z tej podróży, wykorzystanej zresztą w jednym z rozdziałów niniejszej powieści. Wężyk zmarł, niosąc pomoc ludności, w czasie zarazy na Górnym Śląsku.