Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 28 из 86

*

Niemal w tym samym czasie to samo wspomnienie ciążyło i

Po wydarzeniu, które rozdzieliło ich skuteczniej niż lata, miał teraz spojrzeć w twarz przyjaźni, odrzuconej niegdyś w geście rozpaczy i pogardy. Czekał na to w rozterce i, podobnie jak Smuga, ponownie ważył wszelkie racje.

Jusuf Medhat el Hadż nie wiedział, jak przyjąć w swym domu dawnego przyjaciela. Myślał już tylko, że słońce świeciło wtedy tak jak i dzisiaj…

Abeer, Smuga i Wilmowski zatrzymali się w Al-Fajjum w znanym Abeerowi hotelu. Nazajutrz wyruszyli do wioski. Dotarli tam tuż przed porą sjesty. Powoli przejechali przez plac, minęli kobietę pędzącą obładowanego osła, chłopca spieszącego gdzieś na wielbłądzie… Zatrzymali się u progu okazałego, bardziej może od i

– Witaj… – zwrócił się do Smugi i z lekką ironią dodał – effendi [95] Witajcie, panowie! – swobodnie szerokim gestem zaprosił ich do środka.

Rozmowa, mimo wysiłków Abeera, nie kleiła się. I Smuga i Jusuf omijali drażliwy temat, jakby lękali się go poruszyć. Zaczął wreszcie Smuga:

– Minęło kilka lat, odkąd opuściłem ten kraj.

– Pamiętam – odrzekł Jusuf.

– Wezwał mnie brat. Umierał – wyjaśnił Smuga.

– Wiem, co to znaczy, gdy umiera ktoś bliski. I niespodziewanie.

– Wiemy więc obaj. Przyłączył się do nich Abeer.

– Wasze serca drżą – powiedział uroczyście. – Niech rozmowa złagodzi ich drżenie i będzie kojącym balsamem na rany. Zostawimy was samych.

Spacerowali z Wilmowskim wzdłuż kanału nawadniającego pola konopi i lnu.

– Przedtem uprawiano konopie tylko jako środek odurzający – wyjaśnił Abeer. – Muhammad Ali nakazał powszechną ich uprawę, bo brakowało żagli dla floty. A ponieważ nie było także drewna na okręty, kazał sadzić akacje. Przemieszane są tutaj z palmami i drzewami oliwnymi. W samym tylko Al-Fajjum zasadzono trzydzieści tysięcy oliwek.

Kiedy wrócili, Smuga przekazywał w ręce Jusufa uzdę swojego wielbłąda. W Al-Fajjum kupili dla niego nową kosztowną uprząż i siodło. Zwierzę było młode i wyglądało pięknie.

– Niech ten dar przypomina życzliwość i siłę przyjaźni – mówił właśnie Smuga.

– Stara mądrość powiada, że “wielbłąd nigdy nie zapomina krzywdy” – uśmiechnął się Jusuf. – Dobrze, że człowiek nie jest wielbłądem… Dziś zyskałem wielbłąda i odzyskałem przyjaciela.

Posadził zwierzę na ziemi i dosiadł go. Objechał wolno, majestatycznie podwórze.

– Świetny, młody dromader. Będzie wiele lat służył w moim domu. Teraz dopiero rozluźniła się atmosfera. Rozmawiali swobodnie, żartując. O polityce, rodzinie, o starych czasach…

– Co porabiają twoi synowie? – spytał Smuga. Jusuf uśmiechnął się.

– Porzekadło głosi, że wielbłąd ma swoje sprawy, a poganiacz swoje… Mają swoje sprawy. Obaj są razem, ale daleko. Wybrali trudne życie. Mieszkają w Asuanie i prowadzą karawany w górę Nilu. Do Sudanu i dalej… Serce ojca jest czasem bardzo niespokojne…

– Może Allach skieruje nasze kroki w tamte strony – powiedział Abeer.

– Wybieracie się aż tak daleko?

– Może tak, może nie… Do Luksoru na pewno. Szukamy złodziei okradających grobowce – wyjaśnił Smuga.

– Hm… To trudne… ale mądrzy ludzie w Egipcie powiadają, że kto ma głowę na karku, ten i czapkę zdobędzie.

– Ale fez zdobi tylko twoją szlachetną głowę… – zaśmiał się Smuga. – Niewiele jeszcze wiemy, choć to i owo słyszeliśmy.

– Jak mówią mędrcy, zanim zdecydujesz się na jakiś krok, sprawdź, czy masz nogi… Co już wiecie?

Opowiedzieli mu wszystko. Długo milczał, zanim odpowiedział.

– Al-Habiszi, aleksandryjski kupiec, to uczciwy człowiek. Jeśli kazał szukać w Kairze, to ce

– A “faraon”? – spytał Abeer.

– Chyba nikt ważny, chociaż może dużo wiedzieć – odrzekł Jusuf. I po chwili milczenia dorzucił:

– Według mnie to pośrednik. Zamyślili się.

– Dziwię się – podjął rozmowę Jusuf – że Ahmad al-Said, człowiek bardzo bliski kedywowi, o niczym nie wie. Nie ufałbym mu.

– Dlaczego? – rzeczowo zapytał Smuga.

– Cóż, może to tylko złe przeczucie. Ale mówią o nim, że dla interesu gotów jest osła w ogon całować!

Ostatnie słowa Jusufa, zaniepokoiły ich bardzo. Postanowili jak najszybciej wracać do Al-Fajjum. Smuga starał się przypomnieć sobie szczegóły rozmowy z urzędnikiem kedywa. Czy Ahmad ukrył coś przed nimi? Z czym mogli się przed nim zdradzić? Od odpowiedzi zależało wiele. Tomek i Sally mogli być w niebezpieczeństwie!

[95] Effendi (ar.) – zwrot grzecznościowy.