Страница 26 из 86
Dramat w blasku słońca
Abeer, Smuga i Wilmowski z kupiecką karawaną opuszczali żyzną, poprzecinaną kanałami dolinę Nilu. Niewielka, złożona z dziesięciu wielbłądów karawana, równomiernie przemierzała pusty
Jechali wzdłuż ciągnących się w nieskończoność pól i osad fellachów. Mijali szare, wzniesione z suszonej cegły z nilowego mułu, lepianki z płaskimi dachami i maleńkimi okie
Na jednym z postojów Abeer opowiedział Wilmowskiemu, jak ważna dla Egipcjan i jak trudna jest uprawa bawełny.
– W ciągu lata mężczyźni będą wiele razy nawadniać te krzewy o żółtym kwieciu – wyjaśniał Abeer. – Żniwa rozpoczyna się wtedy, gdy zaczynają pękać brązowo-czarne torebki. Ścina się łodygi, potem zaś kobiety oddzielają białe puszyste torebki od brązowych, a dzieci zbierają do koszy odpadki. Oczyszczona bawełna czeka na handlarza z Kairu lub Aleksandrii. Następuje długi targ, im dłuższy, tym według fellachów lepszy. Wieśniak, w czerwonym fezie i niebieskiej koszuli stara się udowodnić, że jego bawełna jest najlepsza, handlarz co raz wynajduje jakieś gorsze kłaczki waty, która powi
– Bawełna jest największym skarbem Egiptu? – Wilmowski starał się podtrzymać tę interesującą go rozmowę.
– Tak! Zdecydowanie. Zwłaszcza od czasów Muhammada Alego i wojny domowej w Ameryce. Dla bawełny wzniesiono tamę w Asuanie, by można było w ciągu roku wielokrotnie nawodnić pola. Stary, basenowy system, znany od prawieków, przestał wystarczać.
– Na czym polegał ten system?
– Dolina Nilu podzielona była poprzecznymi kanałami na mniejsze lub większe prostokąty pól. Od pustyni oddzielał ją ochro
– Ciekawe, kiedy zaczynał się wylew rzeki?
– Hm… Właśnie latem nazywanym nili, czyli okresem wylewu. Tu rozpoczynał się w lipcu, a na południu kraju około pięćdziesięciu dni wcześniej. W wielu miastach hucznie i radośnie obchodzono święto wylewu, coś na kształt europejskiego karnawału w Wenecji. Woda osiągała najwyższy poziom we wrześniu, po czym systematycznie opadała. Cały wylew trwał około stu dni.
– To znaczy, że teraz Nil byłby najpłytszy? – spytał Wilmowski.
– Tak! Właśnie od marca do czerwca poziom wody w rzece był najniższy – odparł tamten.
– A jeśli w jakimś roku przybór Nilu był w ogóle słaby?
– Z takim niskim stanem wód mamy do czynienia w ostatnich dwunastu latach. Kiedyś oznaczałoby to głód. Od wieków mieszkańcy modlili się tutaj o 16 łokci wskaźnika poziomu wody na nilometrach, ponieważ oznaczał dostatek. Przy 15 i 14 w domach panowały spokój i radość. Gdy przyrząd wskazywał 13 łokci, zbiory były dostateczne, ale gdy było 12 łokci, oznaczało to głód. Może właśnie dlatego pomnik Nilu przedstawia mężczyznę z szesnaściorgiem dzieci [90] . Ludzie próbowali sobie pomóc w rozmaity sposób. Do dziś znane są różnego rodzaju urządzenia nawadniające: szadufy, tambury, czyli śruby Archimedesa, sakije…
– Ale dlaczego stary system basenowy przestał wystarczać? – powrócił do tematu Wilmowski.
– Muhammad Ali sprowadził do kraju bawełnę i trzcinę cukrową, a te wymagały i
– Rozumiem teraz. Stąd nowy, sztuczny system związany z zaporą w Asuanie. Sporo tu Egipt zawdzięcza Anglikom.
– Można by nazwać ten nowy system zaporowym. Zbudowano nie tylko tę sławną tamę w Asuanie, ale i i
– Ale w ten sposób traci się niesiony przez Nil żyzny muł…
– Tak – zgodził się Abeer. – System zapór pozwolił jednak powiększyć teren upraw i wydrzeć pustyni wiele ziemi…
Smuga, zajęty obserwacją odpoczywających dromaderów, dotąd niezbyt dokładnie słuchał rozmowy. Teraz jego uwagę zwrócił szereg szadufów. Wszystkie wyglądały podobnie. Na końcu długiej żerdzi wisiała lina z wiadrem albo koszem z łyka. Drugi koniec tyki trzymał mężczyzna, który cierpliwie nabierał wodę z niżej położonego pola i przelewał wyżej, gdzie czekał, przy następnym szadufie, drugi fellach.
– Wyglądają jak stado żurawi – rzucił Wilmowski.
– Podobne studnie w Polsce tak właśnie nazywamy – odrzekł Smuga.
– To najprostszy, ręczny sposób nawadniania. Widocznie wioska jest bardzo biedna – tłumaczył Abeer. – Fellachowie potrafią w ten sposób zalać wodą półtora feddana [91] na dobę.
– A tam widzisz? – spytał Wilmowskiego Smuga, wskazując ręką. – To sakija!
– Rzeczywiście – uśmiechnął się Wilmowski. – Krowa chodzi w kółko!
– Nie krowa, lecz bawół – tym razem roześmiał się Smuga.
– Chodzi w koło i ma zawiązane oczy, by nie zwariować od tego monoto
– Podejdźmy! – odrzekł Smuga. – Tyle tu dzieci. Rzeczywiście, przy sakiji kręciła się ich spora gromadka. Niektóre popędzały zwierzę, by nie stanęło. Uwiązany do dyszla bawół cierpliwie przemierzał krok za krokiem, poruszając ogromne drewniane koło, z przyczepionymi do obręczy glinianymi lub skórzanymi kubłami, które czerpały wodę z kanału, wlewając ją do rynien, rozprowadzających życiodajny płyn po całym polu. Monoto
– Czy wiecie, co śpiewają? – spytał Abeer.
– Pewnie o trudnym i nudnym życiu na wsi – powiedział markotny nagle Wilmowski, któremu przypomniały się ubogie polskie wioski.
– Właśnie, że nie! Śpiewają o pięknie życia, o radości pracy. Chociaż w refrenie powtarzają się przyziemne słowa:
Przyjdź, moja owieczko, I napełnij moją sakiewkę…
– Tak. To bardzo ważne, gdy ktoś cieszy się z tego, kim jest i co robi – powiedział Smuga.
– To, co tu widzicie, to najpopularniejszy przyrząd do nawadniania. W całym Egipcie jest wzdłuż Nilu ponad pięćdziesiąt tysięcy sakiji, albo podobnych do nich śrub Archimedesa.
Wkrótce postój się skończył. Minęli, wyrastające nagle wśród pól gospodarstwo rolne, zwane tutaj ezba. Przejechali przez prześliczny lasek palmowy, wśród alei drzew akacjowych i sykomor. W dali zostawała wstęga Nilu i coraz mniejsze wydawały się, liliowe w blasku słońca, zakończone u szczytu bukietami liści, palmy.
Droga wiła się wśród kamie
Spod nóg smyrgnęła jaszczurka. W tej samej chwili z piasku wyprysnęła błyskawicznie czerwonobrunatna smuga, przechwyciła zwierzątko w locie i zniknęła w chmurze wznieconego między kamieniami tumanu.
– Sahban [92] – wrzasnął przeraźliwie młody Arab i krzyczał dalej rozdzierająco, przenikliwie, strasznie… Smuga dostrzegł drugi cętkowany cień i wystrzelił. Trafił w środek cielska i dobił żmiję, zgniatając jej łeb obcasem. Odwrócił się w stronę ukąszonego chłopca, który siedział oparty plecami o skałę i łkał.
– Abeer! – powiedział łowca zimno i spokojnie. – Biegnij natychmiast po przewodnika i Andrzeja. Chłopca ukąsiła żmija rogata. Biegnij!!!
Abeera jakby wywiało. Pędził w dół na złamanie karku, głośno krzycząc. Smuga tymczasem pochylił się nad młodym Arabem. Mieszając słowa arabskie z prostymi angielskimi, tłumaczył:
– Muszę wyssać ranę. Uspokój się. Będzie dobrze! Bądź dzielny! Cały czas mówiąc do ra
[90] Pomnik Nilu przedstawia leżącego mężczyznę otoczonego gromadą szesnaściorga dzieci (obecnie w Watykanie).
[91] Feddan – 0,42 ha.
[92] Żmija rogata (Cerastes cerastes) – gatunek z rodziny żmijowatych. Ma grzbiet szary albo żółtobrązowy z dużymi, ciemnobrązowymi plamami. Zamieszkuje piaszczysto-kamie