Страница 41 из 62
Jedna z tych opowiastek była tak wspaniała, że nie oprę się pokusie zacytowania. Owoż Wielki Wódz odwiedził pewnego razu instytut, w którym opracowywano pasze – między i
(Skoro się nie powstrzymałem przed zacytowaniem tej opowieści, to zadedykuję ją tu niniejszym wszystkim niestrudzonym poszukiwaczom „nieliberalnej alternatywy”, którzy z determinacją godną koreańskich specjalistów od pasz usiłują wbrew wszelkim historycznym doświadczeniom dowieść, że socjalizm może funkcjonować… z pewną domieszką wolnego rynku.)
W Polsce nie było aż tak, ale nie było inaczej. Pamiętam z dzieciństwa, jak Gierek na jakimś transmitowanym przez telewizję spotkaniu czy naradzie z aktywem wyjaśnił, że przejściowe braki na rynku przetworów żywnościowych wynikają nie z braku tychże przetworów, tylko z niedociągnięć w zabezpieczeniu pełnego pokrycia potrzeb… no, mówiąc po ludzku, że nie ma chłodni i linii do robienia konserw, i nie można ich na razie zbudować z braku ce
Ciekawe, nawiasem mówiąc, że w tej akurat scenie, która tak mi się wryła w pamięć, Gierek zachowywał się dokładnie, jak Gomułka, plotący z zamiłowaniem o kiszonkach i makuchach (ale tego już z własnego doświadczenia nie pamiętam, musicie spytać kogoś starszego). Pewnie dlatego, że wyniesiona z domu wiedza, jak się kisi ogórki, należała do nielicznych rzeczy, jakie ci ludzie naprawdę wiedzieli. Poza tym cała ich edukacja sprowadzała się do wkutych na pamięć grubych tomów bełkotu różnych mełamedów od marksizmu-leninizmu.
Piszę o tym wszystkim dlatego, żeby wyjaśnić Czytelnikowi, iż, dokładnie odwrotnie od propagandowej tezy ukutej dla politycznych potrzeb michnikowszczyzny, Jaruzelski, zostawiając już na boku jego rzekomy patriotyzm (gdy w istocie zachowywał lojalność nie wobec swego narodu, ale wobec komunistycznej ideologii i Kremla), nie był żadnym mądrym, przewidującym mężem stanu. Przeciwnie, był jeszcze jednym ograniczonym partyjniakiem i wyhodowaną przez negatywną selekcję partyjnego aparatu miernotą, tak jak jego poprzednicy. I że wcale nie był tak przewidujący ani mądry, by zdawać sobie sprawę, że wprowadzając stan woje
I chyba do ostatniej chwili nie zauważył, że ze swoją grupką partyjnych dziadków i sztabem trepów z WRON-y, został w wierze w przodujący ustrój sam. Jaruzel, jak już wspominałem, postanowił się od gierkowskiej ekipy odciąć całkowicie i demonstracyjnie. Musiał to zresztą zrobić, z dwóch co najmniej względów. Po pierwsze, była skrajnie niekompetentna – a towarzysz generał, wierząc w socjalizm, nie rozumiał, iż jest to skutek wieloletniego działania systemu, i przypisywał tę niekompetencję błędom gierkowskiej polityki personalnej. Po drugie, była odpowiedzialna za liczne nadużycia, korupcję i tworzenie lokalnych sitw. Przez pewien czas nawet rozważano urządzenie propagandowych igrzysk i publiczne rozliczanie z nadużyć, z pomysłu tego ekipa Jaruzelskiego ostatecznie zrezygnowała, bojąc się, że takie pranie brudów zanadto by partię skompromitowało, niemniej w ramach przygotowań specsłużby opracowały dość szczegółowy raport, który potem wyciekł jakoś na Zachód i zamieszczony został w jednym z „Zeszytów historycznych” paryskiej „Kultury”. Z perspektywy dzisiejszych afer czyta się go z pewnym pobłażaniem, bo po prostu możliwości przekrętu były za Gierka znacznie mniejsze niż dziś – wtedy partyjny kacyk mógł ukraść willę, teraz, w zamęcie ustrojowej transformacji, tym z najlepszymi układami zdarzało się „prywatyzować” na swoją korzyść całe branże. Niemniej, jest to materiał bardzo ciekawy, a czegoś mało po roku 1989 rozpowszechniony. Pewnie dlatego, że już tam pojawiają się nazwiska osób, które w III RP bywały bardzo czy
Ludziom, którym los oszczędził styczności z komuną, trudno jest zrozumieć zjawisko, które Orwell nazwał dwójmyśleniem. To był wyższy stopień hipokryzji. Zwykła hipokryzja polega na udawaniu, natomiast komunistyczne dwójmyślenie zasadzało się na umiejętności wzbudzania w sobie wiary w to, w co akurat należało wierzyć. Kiedy na przykład generał Kiszczak – niedawno ujawniono stosowne dokumenty – przyznawał nagrody funkcjonariuszom, którzy różnymi podłymi sposobami „wrobili” w zamordowanie Grzegorza Przemyka lekarkę i sanitariuszy pogotowia ratunkowego, aby wybielić w ten sposób rzeczywistych morderców z MO, nie napisał, że nagradza ich za sfałszowanie aktów oskarżenia, zeznań świadków etc. i doprowadzenie do skazania niewi
Nie, obawiam się, że młody Czytelnik, który miał szczęście nie zmarnować młodości w tej beczce z czerwonym łajnem, jaką był peerel, nic z tego nie rozumie. Odpuszczam. Nie wyjaśnię mu tego. Bo to jest, tak naprawdę, nie do wyjaśnienia i nie do zrozumienia dla człowieka normalnego. Proszę, po prostu przyjmijcie na wiarę – tak właśnie dziwnie i pokrętnie funkcjonował homo aparatus, i na tym, że zdołali sobie wyhodować takich mutantów, polegała wyższość sowieckich komunistów nad ich niemieckimi braćmi w socjalizmie spod znaku swastyki. Kiedy hitlerowcy mordowali Żydów, to pisali w raportach: tego a tego dnia zagazowano i spalono tylu a tylu Żydów. Potem wystarczyło wziąć te raporty do ręki i wydać wyrok. Sowieci potrafili mordować i głęboko wierzyć, że wymordowani wymordowali się sami, albo że w ogóle nigdy ich nie było. Życie stało się lepsze, towarzysze, życie stało się weselsze, jak mówił towarzysz Stalin. Rozumiecie to? Obawiam się, że nie. Powiem szczerze, im dalej, tym mniej sam to rozumiem. A przecież to istniało, choć nie chce się wierzyć.
W każdym razie, właśnie dzięki takiemu wyćwiczeniu umysłów w dwójmysleniu rozmaici młodzi karierowicze z socjalistycznych związków socjalistycznej młodzieży potrafili zarazem być i nie być komunistami. Z jednej strony, gorliwie wierzyć, że socjalizm jest słuszny, zdając sobie sprawę, że od stopnia tej wiary zależą ich partyjne kariery – i z drugiej strony, równie głęboko wierzyć, że socjalizm uratować mogą tylko reformy. A jedyną możliwą reformę socjalizmu stanowiło, tak jak w północnokoreańskiej paszy dla kur, dodawanie do niego domieszki kapitalizmu.