Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 23 из 36

9.

Czy już wspomniałem, że cztery małe wysepki, przedzielone zzieleniałymi od rzęsy kanałami, stanowiły przedłużenie stawu? Mostki przerzucono przez kanały. Alejka u samego krańca ogrodu, wijąca się w zaroślach leszczyny, jaśminów i tuj, pozwalała obejść lądem ten archipelag rozmokły stojącymi wodami. Idąc tamtędy przywidziało mi się, że jedna z wysepek nie jest jak i

wrażenie przelotne, ale ogród zanadto już był wciągnięty do gry abym mógł je pominąć. Jednakże… nic. Gąszcz tej wysepki z pióropuszami drzew – zamarły. Był dzień upalny i pora podwieczorkowa, kanał wysechł prawie i szklił się skorupą szlamu z zielonymi oczami wody – trzciny zarastały brzegi. Wszelką niesamowitość należało w naszych warunkach poddać niezwłocznej inspekcji, przedostałem się zatem na drugi brzeg. Wysepka oddychała upałem, trawa panoszyła się tutaj gęsta i wysoka, obfita w mrówki, i, w górze, korony drzew o własnym, zamkniętym istnieniu. Przelazłem przez zarośla i… Zaraz. Zarazi Niespodzianka!

Tam była ławka. Na ławce, siedząca, ona, ale z niesłychanymi nogami – bo jedną nogę miała obutą i w pończosze a druga obnażona aż poza kolano… i nie byłoby to takie nieprawdopodobne, gdyby on, leżący, leżący przed nią, na trawie, również nie miał jednej nogi obnażonej z nogawką podciągniętą powyżej kolana.

Nie opodal jego bucik, w nim skarpetka. Ona twarz i oczy miała skierowane w bok.

On nie patrzył na nią, głowę na trawie otoczył ramieniem. Nie, nie, to wszystko nie byłoby może skandaliczne, gdyby nie było tak niezgodne z ich naturalnym rytmem, zastygłe, dziwnie znieruchomiałe, jakby nie z nich… i te nogi tak niesamowicie obnażone, po jednej tylko z każdej pary, i świecące swoją cielesnością w dusznej, gorącej wilgoci, przerywanej pluskiem żabim! On z gołą nogą i ona z gołą nogą. Może brodzili w wodzie… nie, w tym było coś więcej, to nie dawało się wytłumaczyć… on z gołą nogą i ona z gołą nogą. Noga jej poruszyła się z lekka, wyciągnęła. Stopę oparła na jego stopie. Nic więcej. Patrzyłem. Ukazała mi się naraz cała głupota moja. Ach, ach! Jakże mogłem być tak naiwny – z Fryderykiem – aby mniemać, że między nimi „nic nie ma"… dać się uwieść pozorom! Oto miałem przed sobą jak obuchem bijące zaprzeczenie. A więc tutaj spotykali się, na wyspie… Olbrzymi, wyzwalający krzyk nasycający bił niemo z tego miejsca – a ich zetknięcie trwało bez ruchu, bez głosu, bez wzroku nawet (bo nie patrzyli na siebie). On z gołą nogą i ona z gołą nogą.

Dobrze… Ale… To nie mogło tak być. W tym była sztuczność jakaś, coś niepojętego, coś perwersyjnego… skąd ta martwota, jak zaklęta? Skąd ten chłód w ich rozpaleniu? Przez ułamek sekundy nawiedziła mnie myśl zupełnie szalona, że to tak być powi

przedarłem się przez krzaki, już nie bacząc na nic. A wtedy uzupełnił się obraz.

Fryderyk siedział na kupie igliwia pod sosną. To było – dla niego!

Zatrzymałem się… On, ujrzawszy mnie, powiedział do nich:

– Trzeba będzie jeszcze raz powtórzyć.

A wtedy, choć jeszcze nic nie rozumiałem, powiało od nich chłodem młodego wyuzdania. Zepsucie. Nie ruszali się – świeżość ich młoda była okropnie zimna.

Fryderyk podszedł do mnie, szarmancki. – A! Jak się pan ma, kochany panie Witoldzie! (To powitanie było niepotrzebne, rozstaliśmy się przed godziną). Cóż Pan powie na tę pantominę? (wskazał w ich stronę okrągłym ruchem). Nieźle grają, co, ha, ha, ha! (ten, śmiech był też niepotrzebny- ale głośny). Na bezrybiu i rak ryba! Nie wiem, czy znany Panu mój feblik reżyserski? Ja też byłem jakiś czas aktorem, 92 nie wiem czy znany panu ten szczegół mojej biografii?

Ujął mnie pod ramię i wiódł wkoło po trawniku z gestykulacją jak najbardziej teatralną. Tamci przyglądali się nam bez słowa. – Mam pewien pomysł…

scenariusza… scenariusza filmowego… ale niektóre sceny są trochę ryzykowne, wymagają opracowania, trzeba eksperymentować z żywym materiałem.

– Dość na dzisiaj. Możecie się ubrać.

Nie oglądając się na nich, uprowadził mnie przez mosty, opowiadając głośno, z ożywieniem, rozmaite swoje pomysły. Jego zdaniem, dotychczasowa metoda pisania sztuk lub scenariuszów „w oderwaniu od aktora" była najzupełniej przestarzała.

Należało zacząć od aktorów „zestawiając ich" w jakikolwiek sposób i tymi zestawieniami budować wątek sztuki. Sztuka bowiem „powi

mówił ze śmiechem – osiągnąć coś takiego z tymi dzieciakami, obiecałem im za to prezencik, bo to przecież praca! Ha, cóż, człowiek nudzi się na tej wsi zabitej, trzeba się czymś zająć dla zdrowia chociażby,' panie Witoldzie, dla zdrowia!

Wolę naturalnie nie afiszować się z tym, bo – czy ja wiem – może to trochę za śmiałe dla poczciwego Hipa i jego Hipowej, nie chciałbym narazić się na komeraże!… Tak mówił, głośno, żeby się rozlegało, a ja idąc przy nim i patrząc w ziemię i mając w głowie rozpalony ćwiek tego odkrycia zaledwie słuchałem.

Spryciarz! Kombinator! Lis! Takie cuda z nimi wyrabiał – taką wykalkulował zabawę!… I wszystko spadało w dół, strącone w cynizm i w perwersję, a ogień tej deprawacji mnie pożerał, i, po prostu, wiłem się w mękach zazdrości! I łuny rozżarzone wyobraźni oświetlały mi to chłodne ich rozpasanie, niewi

– Zapewne, ciekawy eksperyment teatralny, naturalnie – odpowiadałem – tak, tak, ciekawy eksperyment! I co prędzej opuściłem go aby dalej móc to rozważać – bo przecież wyuzdanie nie było tylko po ich stronie i, jak się okazywało, Fryderyk działał bardziej skutecznie, niż myślałem – i nawet zdołał dobrać się do nich aż tak bezpośrednio! Robił swoje, bez przerwy. I za mymi plecami, na własny rachunek! Nie przeszkadzała mu w tym patetyczna retoryka, rozwinięta z Wacławem wskutek śmierci pani Amelii – on działał – i pytanie, jak daleko zaszedł na tej drodze? I dokąd mógł jeszcze zajść? Gdy o niego chodziło, ten problem granicy stawał się palący – zwłaszcza że i mnie za sobą ciągnął. Zląkłem się. Znów wieczór – i to zaledwie dostrzegalne ulatnianie się światła, pogłębianie się i nasycanie barw ciemniejszych oraz wzmaganie się dziur i zakamarków, które wypełniał sos nocy.

Słońce już za drzewami. Przypomniałem sobie, że na ganku zostawiłem książkę, więc poszedłem po nią… i w książce znalazłem kopertę bez adresu, w niej papier niewyraźnie ołówkiem zabazgrany:

„Piszę żeby się porozumieć. Nie chcę być w tym moim zupełnie sam, samopas, samograj.

Kiedy jest się samemu, nie można mieć pewności, że np. się nie zwariowało. We dwóch – co i

Nie obawiam się tego. Bo wiem, że nie mógłbym zwariować. Choćbym chciał. To u mnie wykluczone, jestem antywariat. Chcę zabezpieczyć się przed i

Będę pisywał, informując. Ścisłe konfidencjonalne – nieoficjalne – w tajemnicy także przed nami tj. spalić papier i z nikim nie omawiać, nawet ze mną. Jakby nigdy nic. Po co 94 drażnić – kogo, czy siebie? Najlepiej bez ostentacji.

Nawet dobrze, że pan zobaczył to na wyspie. Co dwóch widzi to nie jeden. Ale do diabla cala robota, zamiast żeby to ich podekscytowało i spiknęlo, oni na zimno jak aktorzy… dla mnie tylko, na moje żądanie, i jeśli kim się podniecają to mną, nie sobą! Co za pech! Co za pech! Pan wie jak jest, bo pan widział. Ale to nic. My ich w końcu rozpalimy.

Pan widział, ale teraz trzeba by żeby pan Wacława na to zwabił. Niech on zobaczy! Proszę mu powiedzieć tak: 1) Pan spacerując, przypadkowo dojrzał ich rendez-vous na wyspie; 2) uważa pan za swój obowiązek donieść mu; 3) oni nie wiedzą, że pan ich widział. I jutro niech pan go zaprowadzi na spektakl, o to chodzi żeby on ich widział mnie nie widząc, szczegółowo wszystko obmyślę i napiszę, otrzyma pan instrukcje. Koniecznie! To ważne! Zaraz jutro! Musi wiedzieć, musi zobaczyć!

Pyta pan, jaki mam plan? Żadnego planu. Idę po linii napięć, rozumie pan? Idę po linii podnieceń. Mnie teraz zależy, żeby on zobaczył, a także niech oni wiedzą, że zostali zobaczeni. Trzeba zafiksować ich w zdradzie! Potem zobaczymy co dalej.

Proszę załatwić. Proszę nie odpisywać. Listy będę zostawiał na murze, koło bramy, pod cegłą. Proszę palić listy.

A ten drugi, ten Nr 2, ten Józiek, co z nim, jak, w jakiej kombinacji jego z nimi skombinować żeby to wszystko zagrało, zagrało, on przecież nadaje się jak ulał, w głowę zachodzę, nic nie wiem, ale powoli jakoś zadzierzgnie się, splecie, tylko naprzód, tylko dalej! Proszę ściśle wszystko wykonać".

Ten list mnie sparzył! Zacząłem chodzić po pokoju i wreszcie wyszedłem z nim na pole – gdzie powitała mnie se