Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 2 из 15

I

Słońce przecisnęło swe ogniste macki przez szpary w okie

Wstał, otworzył okie

Ye

– Piękny dzień, Yen.

– Eee? Co?

– Piękny dzień. Wyjątkowo piękny dzień.

Zaskoczyła go. Zamiast zakląć i nakryć głowę poduszką, czarodziejka usiadła, przeczesała włosy palcami

i zaczęła szukać wśród pościeli nocnej koszuli. Geralt wiedział, że nocna koszula leży za wezgłowiem łóżka, tam,

gdzie Ye

Czarodziejka zaklęła z cicha, kopnęła pierzynę,

uniosła dłoń i strzeliła palcami. Nocna koszula wyfrunęła zza wezgłowia, powiewając falbankami niby pokutujący duch, spłynęła wprost do oczekującej dłoni. Geralt westchnął.

Ye

– Chciałeś coś powiedzieć? – spytała czarodziejka, mrużąc oczy.

– Nie.

– Dobrze. Wiesz co? Dzień rzeczywiście jest piękny. Dobra robota.

– Robota? Co masz na myśli?

Zanim Ye

– Skręci kiedyś kark – mruknęła Ye

Geralt odwrócił głowę, nie mówiąc ani słowa spojrzał wprost we fiołkowe oczy czarodziejki.

– No, dobrze – uśmiechnęła się Ye

Objęła go ponownie, przytulając się mocno, powtórnie pocałowała i znowu ugryzła. Geralt dotknął ustami jej włosów i ostrożnie zsunął koszulę z ramion czarodziejki.

A potem znaleźli się ponownie w łóżku, w rozburzonej pościeli, jeszcze ciepłej i pachnącej snem. I zaczęli się nawzajem poszukiwać, i poszukiwali się długo i bardzo cierpliwie, a pewność, że przecież się odnajdą, napełniała ich radością i szczęściem, i radość i szczęście były we wszystkim, co robili. I chociaż tak bardzo się różnili, rozumieli, jak zawsze, że nie są to różnice z tych, które dzielą, ale z tych, które łączą i wiążą, wiążą twardo i mocno, jak wysieczony siekierą zacios krokwi i kalenicy, zacios, z którego rodzi się dom. I było tak, jak za pierwszym razem, gdy jego zachwyciła jej olśniewająca nagość i gwałtowne pożądanie, a ją zachwyciła jego delikatność i czułość. I tak, jak za pierwszym razem, ona chciała mu o tym powiedzieć, ale on przerwał jej pocałunkiem i pieszczotami, i odebrał jej słowom wszelki sens. A później, gdy on chciał jej o tym powiedzieć, nie mógł wydobyć głosu, a później szczęście i rozkosz spadły na nich z siłą walącej się skały i było coś, co było bezgłośnym krzykiem, i świat przestał istnieć, coś się skończyło i coś się zaczęło, i coś trwało, i była cisza, cisza i spokój.

I zachwycenie.

Świat powolutku wracał do siebie i znowu była pościel pachnąca snem i zalana słońcem komnata i dzień. Dzień…

– Yen?

– Mhm?

– Gdy mówiłaś, że dzień jest piękny, dodałaś "dobra robota". Czy to miało oznaczać…

– Miało – potwierdziła i przeciągnęła się, wyprężając ramiona i łapiąc za rogi poduszki, a jej piersi nabrały wówczas kształtu, który odezwał się wiedźminowi dreszczem w dole pleców. – Widzisz, Geralt, myśmy tę pogodę zrobili. Wczoraj wieczorem. Ja, Ne

Urwała, trąciła go kolanem w biodro.

– Bo to przecież najważniejszy dzień w twoim życiu, głupku.