Страница 30 из 55
28. MEŁAMEDZI I NAUCZYCIELE
Mełamed reb Aron. Cała plejada mełamedów. Uczniowie chederu grają w karty
Wakacje jeszcze nie minęły, święta były jeszcze przed nami, a Nachum Rabinowicz prowadził już pertraktacje w sprawie zaangażowania mełameda dla swoich dzieci.
Było kilku mełamedów. Wspomniany już Garmizo, który tak pięknie czytał Torą.
Następnie reb Aron Chodorower, bardzo dobry mełamed, ale dziwny jakiś.
„Przesadysta”. Lubi opowiadać bajki, opowieści przesadnie udziwnione, osadzone w dawnych czasach. Opowiadał na przykład o swoim dziadku, chłopie na schwał, prawdziwym siłaczu, który nie bał się nikogo.
Pewnego razu w noc zimową dziadek reb Arona jechał drogą koło lasu. Nagle z gęstwiny wypadła sfora wilków, dwanaście sztuk. Wilki rzuciły się na sanie dziadka. A dziadek jak nie zeskoczy z sań i dawaj na wilki. Złapał je za łby i wpakowawszy rękę w ich paszcze przenicował zwierzaki na wewnętrzną stronę.
I jeszcze jedna opowieść o dziadku. Pewnego razu całe miasto uchronił przed nieszczęściem. Którejś niedzieli zebrali się goje na targowisku i po pijanemu zaczęli bić Żydów. Wtedy dziadek reb Arona, który akurat modlił się w najlepsze, nie namyślał się długo, zrzucił z siebie tefilin oraz tałes i dopadłszy gojów wybrał spośród nich największego wzrostem Iwana Poperyłę. Schwyciwszy go za nogi zaczął nim walić tłum po łbach. Goje padali jak muchy. Rozłożył wszystkich, wypuścił Iwana i tak mu powiedział: – Teraz możesz iść do domu, a ja sobie pójdę dokończyć modlitwę.
Dziadek ten był nie tylko siłaczem. Był poza tym osobą tak roztargnioną, że strach brał. – Gdy wpadł w zadumę – tak opowiadał reb Aron Chodorower – lęk ogarniał wszystkich. Pewnego razu zamyślony krążył po pokoju. Krążył, krążył i krążył. Spojrzał – i już jest na stole!
Taki to był mełamed reb Aron Chodorower. Po nim następowała cała masa i
Noach Bocian to dobry nauczyciel, szkopuł jednak w tym, że jest zięciem bałaguły. Pisarz Ice zaś układa wprawdzie listy, ma złotą rączkę, ale z językiem u niego nietęgo. Pisarz Abraham, brat Icy, ma rączkę nie najlepszą, a z językiem u niego także krucho. Co robić? Pozostał więc Monisz. Ma wszystkie zalety. Zna świetnie Tanach, gramatykę ma w jednym palcu. Gemara nie jest mu obca i po rosyjsku pisze tak, że mucha nie siada. Prawda, nie wie, co pisze. Dzieci są jeszcze zbyt małe, aby znać się na gramatyce. Niech przedtem nauczą się gramatyki hebrajskiej. To jest ważniejsze. A że rebe Monisz bije, to nic. Będą pilnie się uczyły, to nie będzie bił.
Czyż może być, żeby rebe bił za nic? Fakt, że dzieci przekonały się o tym na własnej skórze.
Monisz nie lubił, wzorem i
Ten z kolei był znawcą gramatyki pełną gębą. Znał reguły na pamięć. Miał jednak i
Ponadto starsi chłopcy mieli taki zwyczaj, że zagarnąwszy wygraną od młodszych kolegów lubili sobie z nich pokpiwać. Prawdziwi karciarze tak nie postępują. Ale nie należy sądzić, że wszystko przychodziło im łatwo. Sami mieli moc kłopotów. Po pierwsze, trzeba było przekupić żonę rebego, żeby mu nie opowiedziała o grach karcianych. Po drugie, był jeszcze syn rebego Fajwł, zwany Warga. Przezwisko to nadano mu z powodu wydatnej grubej wargi. Temu to Fajwłowi Wardze trzeba było podlizywać się i przekupywać go: to śniadaniami, to znów orzeszkami. Strasznie przepadał za orzeszkami. Rzygać się chciało, gdy zajadle rozłupywał zębami orzechy. W dodatku za cudze pieniądze. Ale co można zrobić? Nie dać mu, to poskarży rebemu. Będzie wtedy lepiej?
Mało miał Nachum Rabinowicz satysfakcji z tych mełamedów i ich nauk. W każdą sobotę egzaminował swoje dzieci i wzdychając kiwał głową. Najbardziej zależało mu na średnim, na mistrzu Tanachu. Spodziewał się po nim znacznie więcej. Co dalej? Jaki będzie końcowy rezultat?
– Nim obejrzysz się stuknie ci bar miewa, a ty dwóch zdań nie będziesz w stanie ułożyć! – Zaczął więc ojciec Szołema gorączkowo poszukiwać nauczyciela od Gemary, takiego z prawdziwego zdarzenia. Znalazł go.