Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 29 из 34

ROZDZIAŁ VII OZORKÓW: TRUDNA DECYZJA – DLACZEGO ODSZEDŁEM?

Zanim rozpocznę swoją kolejną historię na kolejnej parafii, chciałbym przybliżyć nieco stan ducha, w jakim znajdowałem się w tamtym czasie. Miałem już za sobą doświadczenie sześciu lat pobytu w dwóch seminariach duchownych (z roczną przerwą) oraz dwuletni staż pracy na dwóch różnych parafiach. Znałem od podszewki struktury i metody działania Kościoła w Polsce, a przynajmniej w dwóch diecezjach: łódzkiej i włocławskiej. Gdzie indziej było oczywiście tak samo albo bardzo podobnie. Przede wszystkim w całym Kościele Rzymsko-Katolickim, kierowanym przez papieża, był ten sam system, te same metody.

Właśnie tym wadliwym systemem, który wypaczał ludzkie charaktery i sumienia, deprawował sługi Kościoła – byłem zrażony. Owoce tego systemu były wstrząsające, jak na Owczarnię Jezusa Chrystusa. Pasterze Jego owiec dopuszczali się nagmi

Powszechne było okradanie przez proboszczów całych parafii, często na wielkie kwoty, poprzez wyprzedawanie dzieł sztuki sakralnej lub składanie obietnic bez pokrycia typu: założę nowy dach na Kościele jak zbierzecie dość pieniędzy. Ludzie przynoszą duże i małe sumy czasem przez kilka lat – bo ciągle brakuje. Kiedy uzbiera się z tego mała fortuna, duszpasterz prosi biskupa o zmianę parafii i…przekręt jest gotowy. Pieniądze zniknęły, a złodzieja nie ma bo nie ma paragrafu który by go ścigał.

Prawidłowością wśród proboszczów jest to, iż w czasie trwania probostwa (zazwyczaj już pierwszego) budują oni własne, często przepiękne domy – oczywiście na koszt parafian, np. zamiast remontu Kościoła, na który zebrali kasę lub też kosztem wieloletniego opóźnienia prac nad budową świątyni. W tych księżowskich domach najczęściej mieszkają ich utrzymanki i dzieci, które widzą tatusia przy okazji, gdy uda mu się „urwać” z pracy i dojechać często pareset kilometrów do domu. Nieliczni samotni fundują takie domy swoim bliskim – bratu, siostrze lub ich dzieciom – w zamian za opiekę na starsze lata. Starsi księża, przed pójściem na emeryturę, bywają często chorobliwie chytrzy i zdzierscy, chcąc zapewnić sobie spokojną starość.

Mając to wszystko na uwadze – czy dziwić się ludziom, że krytykują, a czasem nawet ubliżają księżom (najczęściej za ich plecami)?

Z perspektywy tego, co sam widziałem i o czym słyszałem z tzw. pierwszej ręki, najczęściej od naocznych świadków – oświadczam, iż tak jak dawniej (przed wstąpieniem do seminarium) dziwiło mnie i gorszyło, że nie wszyscy ludzie traktują księży z należytym szacunkiem; tak obecnie dziwi mnie i gorszy całowanie kapłanów po rękach i w ogóle wyróżnianie ich spośród i

Dwa lata kapłaństwa przekonały mnie również o mojej bezsilności wobec wszelkiego zła, które napotykałem na drodze powołania. Byłem i przez długie lata miałem być ciągle na najniższych szczeblach drabiny hierarchicznej Kościoła. Na tym poziomie należało tylko słuchać, wypełniać rozkazy i cieszyć się wygodnym, dostatnim życiem; które zapewnia praca na „niwie Pańskiej”. Prawdopodobieństwo, że zostanę biskupem lub papieżem aby cokolwiek zmienić było niewielkie. Po raz pierwszy pomyślałem o odejściu, ale tylko po to, aby z i

Pytam się w związku z tym – czy Duch Święty przemawiał także przez księdza Jana Dupczyckiego z Ruśca, kiedy wbrew mojej woli nakłaniał mnie do współżycia? A może to ksiądz prałat Bogacki, dziekan aleksandrowski jest przekaźnikiem Trzeciej Osoby Trójcy Świętej – szantażując ludzi, że nie pochowa zwłok jeśli nie dostanie wyznaczonej opłaty (1995r – 5 min st. zł). Nie mam najmniejszych wątpliwości, iż Duch Święty działa w Kościele, ale tylko przez ludzi, którzy się boją Boga, a takich – wg słów Jezusa – więcej jest wśród „cudzołożnic i celników” aniżeli w gronie faryzeuszów (ówczesnych kapłanów), których śmiało można przyrównać do dzisiejszych hierarchów Kościoła. To nie Bóg działa przez ludzi popełniających grzechy ciężkie, lecz szatan. To nie Duch Święty kierował poczynaniami świętej inkwizycji – skazującej na tortury i śmierć tysiące niewi

Po raz pierwszy w życiu byłem w tak wielkiej rozterce. Z jednej strony wiedziałem o tym, że nie wolno mi pogodzić się z wypaczonym, zakłamanym systemem machiny, której byłem małym trybikiem. Pogodzenie się z zastaną rzeczywistością oznaczało stopniowe równanie w dół. Oczywiste było dla mnie i to, iż aby być znakiem sprzeciwu – musiałem odejść z kapłaństwa. Tylko wtedy mój głos dotarłby do ludzi jako prawdziwe świadectwo człowieka; który mógł zostać, ale odszedł żeby dać świadectwo prawdzie i aby ta prawda dotarła omijając kościelną cenzurę. Wielu było w historii Kościoła reformatorów zatroskanych o jego dobro i autentyczność. Większość z nich zamęczyła inkwizycja, a współczesnych uznaje się za chorych psychicznie, oczernia i wyklucza z Kościoła. Pierwszemu Lutrowi udało się uniknąć śmierci. Jego zamiarem było zreformowanie, już wówczas anachronicznych struktur kościelnych, a gdy to okazało się niemożliwe – założył własny Kościół. Tak więc już historia uczy, że Kościół Rzymsko-Katolicki jest niereformowalny wewnątrz własnej struktury, a naprawić go można tylko poza nim samym.

Takie i i

Tymczasem jednak osiadłem w Ozorkowie, jako drugi wikariusz Parafii Matki Boskiej Królowej Polski. Proboszczem był ks. Józef Gryzik – kapłan ok. 50-tki, słusznej postury, z gęstą czupryną szpakowatych włosów. Od samego początku zrobił na mnie miłe wrażenie. Był to typ gawędziarza, przerośniętego chłopaka wychowanego na opowieściach Marka Twaina i książkach Szklarskiego. Największą radością i szczęściem był dla niego kontakt z przyrodą. Mógł być równie dobrze leśniczym czy gajowym, jak księdzem. Potrafił godzinami opowiadać o swoich wyprawach wędkarskich i łowieckich. Był to zresztą główny temat jego… kazań. Niemal codzie