Страница 22 из 34
Proboszcz oczywiście obarczał mnie winą za wypadek, a na sprawie sądowej nie wstawił się za mną ani jednym słowem. Kierowca „malucha” i jedyny świadek, jadący i
Kiedy człowiekowi wydaje się, że pokarał go los i sprzysięgły się przeciwko niemu wszystkie siły na ziemi, a niebo pozostaje głuche na jego wołanie – warto czasami spojrzeć na prawdziwe cierpienia i
Niedługo po tych wszystkich wydarzeniach, kiedy wróciłem już do normalnych zajęć, byłem świadkiem tak wielkich cierpień ludzkich, że zawstydziłem się na myśl o tym, jak bardzo przeżywałem swoje własne kłopoty. Były to dwa pogrzeby, które wstrząsnęły całą parafią.
Pierwszą tragedią była śmierć młodej kobiety, matki dwójki małych dzieci. Dziewczyna zmarła po paru latach chorowania na białaczkę. Była jedną z najbardziej lubianych istot w całej okolicy – bardzo serdeczna i wesoła. Niedługo przed śmiercią, jej mąż ukończył budowę ich nowego domu. Była szansa aby ją uratować. Potrzebne było bardzo drogie lekarstwo, na które nie było stać jej, i tak już zadłużonej, rodziny. Zwrócono się o pożyczkę do proboszcza, który jednak odmówił. Nigdy wcześniej, na żadnym pogrzebie nie widziałem tak wielkiego żalu i rozpaczy. Stojąc nad grobem, obok małych sierot i klęczącego na ziemi ich samotnego ojca – nie wytrzymałem i sam zaniosłem się płaczem. Po raz pierwszy w życiu płakałem na pogrzebie, choć żegnałem już wcześniej swoich dziadków.
Następnym, wyjątkowo tragicznym wydarzeniem była śmierć 30-letniego mężczyzny – męża i ojca dwóch kilkuletnich chłopców. Był on jedynym synem najbardziej zamożnego człowieka we wsi. Parę m-cy przed śmiercią, ojciec przekazał mu cały majątek – cegielnię, szwalnię i tartak, obok którego młode małżeństwo zamieszkało w pięknym, nowym domu. Krytycznego dnia rano, ojciec odnalazł ciało syna w tartaku, przygniecione małym ciągnikiem do betonowego filaru. Chłopak, ze zmiażdżoną klatką piersiową, skonał ojcu na rękach. Zagadka tej dziwnej śmierci do dzisiaj jest nierozwikłana. Najbliżsi zmarłego wpadli w obłęd rozpaczy. Jego matka dostała pomieszania zmysłów – wchodziła do otwartej trumny syna, lizała go po twarzy i rękach prosząc aby wstał.
Wspomniałem już wcześniej, jak bardzo doskwierało mi ciągłe kontrolowanie każdego mojego kroku. Miało to miejsce jeszcze w rodzi
Po srogiej zimie zawitała do Ruśca gorąca wiosna – z bujną zielenią lasów, łąk i ogromnych przykościelnych lip. Bardzo lubiłem wiose
Obok potrzeb cielesnych każdy człowiek ma potrzeby duchowe, które częściowo (na płaszczyźnie transcendentalnej) zaspokaja poprzez ciągły kontakt z Bogiem. Istnieje jednak w każdym z nas pragnienie oddania się, z całym zaufaniem, i
W miarę jak zbliżało się lato, coraz częściej myślałem o zmianie parafii. Nie miałem najmniejszych wątpliwości, że to nastąpi Byłem pewien, że proboszcz wystąpi do arcybiskupa o moje przeniesienie i będzie czekał z nadzieją na nowego „chłopca”. Ja również zawczasu, dla pewności, zgłosiłem chęć zmiany u ks. dziekana w Szczercowie. Przyjął moją rezygnację ze zrozumieniem. Przez pięć lat, co roku na wiosnę przyjeżdżali do niego wikariusze rusieccy w tej samej sprawie. Od kiedy nie miałem samochodu – ks. Jan uznał, iż nie jestem mu już przydatny. Doczepiał się do mnie przy byle okazji.
Kiedyś spóźniłem się pięć minut na Mszę św. w niedzielę, której miałem przewodniczyć. Stało się to po raz pierwszy i tylko częściowo z mojej winy. Wszedłem do Kościoła gdy proboszcz akurat podchodził do ołtarza. Widząc mnie, nie rozpoczął Mszy tylko odwrócił się na pięcie i wraz z ministrantami pomaszerował z powrotem do zakrystii Kiedy wszedłem za nimi proboszcz, czerwony na twarzy i z pianą na ustach, nie zdejmując ornatu, rzucił się na mnie całym cielskiem. Zaczął mnie szarpać wyrywając guziki od suta
Od tamtego wydarzenia moje oziębłe kontakty z proboszczem stały się lodowate. Dla nas obydwu było już jasne, że dłużej ze sobą nie wytrzymamy, wielokrotnie starałem się do niego przełamać – niestety, bez wzajemności. Odkryłem, że od czasu do czasu przyjeżdżało do niego paru księży. Jednego z nich rozpoznałem jako powszechnie znanego wśród księży pederarastę. Po takich „cichych” wizytach swoich kolegów, ks. Jan bywał przez jakiś czas spokojniejszy, a czasami nawet miły.