Страница 96 из 127
94.
Jaspers chodził po sali przepisowym, elastycznym krokiem, który zdążył mu wejść w nawyk. Stukał pałką w dłoń skrytą w czarnej rękawiczce. Lubił lekko akcentować swoją obecność. Kto chciał, ten pomimo hałasu maszyn słyszał rytmiczne stuknięcia. Zauważył, że od pewnego czasu pracownicy, widząc go, jakby mniej wysiłku wkładali w swoje powi
Szczególnie jeden z nich, młody i szczupły o badawczym spojrzeniu, które jakby demaskowało Jaspersa, obnażając siatkową maskę z wszytym mikrofonem i atrapy muskułów z pianki poliuretanowej. Nie lubił tego człowieka. Teraz tamten siedział przy taśmie tyłem do Jaspersa i dokręcał słoiki, zupełnie jakby miał nie ręce, lecz dwie kłody drewna. Jaspers nie miał wątpliwości, że on obija się, gdyż lekceważy dyscyplinę pracy, nie czuje należnego respektu, a teraz prawdopodobnie uważa, że strażnika nie ma w pobliżu.
W jednej chwili był przy nim. I
Jaspers nie stracił zimnej krwi. Spokojnie, przez przylepiony do maski mikrofon, wezwał pomoc medyczną do przypadkowo poszkodowanego pracownika.
Ponieważ szemrania nie cichły, stanął w przepisowym rozkroku i nabrał głęboko powietrza.
– Baczność! – wydał przepisowy ryk.
Pracownicy zerwali się ze swoich miejsc. Sytuacja została opanowana.
– Siadać! Do pracy! – kolejne komendy przypieczętowały zwycięstwo.
– Niech pan siada, Jaspers – Hullic był miły i nieoczekiwanie bezpośredni. – Pali pan?
Jaspers zaprzeczył. Szybko w pamięci przelatywał ostatnie wydarzenia – jedyne co się nasuwało, to wypadek, kiedy na hali zbyt mocno przyłożył pracownikowi i tamtego trwale sparaliżowało. Po raz pierwszy uderzył pracownika i od razu zbyt silnie. Odtąd już nikogo tak mocno nie uderzył. Sumie
– Jak pan wie, przenoszę się do Lauhl – zagaił Hullic.
Szkoda, mimo swoich wad, to był sensowny szef – pomyślał Jaspers.
– Powinienem wybrać swojego następcę – ciągnął Hullic – i jestem w poważnym kłopocie…
To prawda – myślał Jaspers. – Najlepszy byłby Lasaille, ale wkrótce się przenosi. To nie mój problem, tylko starego… – Niemniej pochlebiał fakt, że komendant poprosi go o radę.
– …otóż wszyscy kandydaci, których mógłbym brać pod uwagę, również wkrótce opuszczą Taayh.
Nie ma sensu wybierać kogoś na kilka miesięcy.
Jaspers przełknął ślinę.
– Doszedłem do wniosku, że najrozsądniej będzie wybrać pana. Znakomite oceny, inteligencja, będzie pan w Taayh jeszcze dwa i pół roku. Co pan o tym myśli?
– Po pierwsze, jestem zbyt młody – Jaspers zdążył już ochłonąć. Nie paliło mu się do szybkiego awansu. Nie chciał zadrażnień z kolegami.
– Po drugie, wie pan przecież o tym wypadku na hali… Niechcący okaleczyłem pracownika. Leży w szpitalu przeze mnie.
Hullic machnął ręką.
– Cedar? – zapytał. – Dowiadywałem się o niego. Obecnie rusza rękami. Będzie mógł wykonywać pracę na siedząco. To był przypadek. A wiek? Nie jest ważny w pana przypadku. Zgadza się pan objąć po mnie funkcję komendanta?
– Tak – Jaspers odpowiedział bez wahania, ale w głębi serca wątpił, czy słusznie postępuje.