Страница 91 из 127
88.
Znów były na nie kończącym się szlaku wędrówki. Wóz podskakiwał na wybojach, aż połatane fotele drżały z jękiem. Ozza prowadziła, a obok siedziała Hobeth. Dziś były w dobrych humorach. Dzień był słoneczny, bezchmurny.
Hobeth trzymała na kolanach nowy nabytek, który grzał jej pomarszczone dłonie. Miał długie, puszyste, ciemnofioletowe futro; brakowało mu kiści lewej, przedniej łapy – świadectwo minionego dramatu. Potem nabytek lekko, ale stanowczo wysunął się z jej rąk i, utykając, zaczął łazić po desce rozdzielczej samochodu. Mruczał przy tym cicho i wyprężał elastyczny grzbiet. Ozza popatrzyła na niego z niepokojem.
– Żeby się nie zesikał, bo zaleje stacyjkę.
Oprócz tej dziwnej obawy, nowy nabytek wzbudzał jej ogromny zachwyt. Nieusta
– Myślisz, że będzie chciał z nami zostać? Koty są zwierzętami terytorialnymi – powiedziała Hobeth.
– Tu może być jego terytorium.
– Ale ma głupie brwi – uśmiechnęła się Hobeth. – Po siedem włosów w każdej… i do tego całkiem siwe…
– Dzieci
– Jak go nazwiemy? – Nic nie mogło popsuć humoru Hobeth.
Na chwilę zapanowało milczenie.
– Roan – powiedziała Ozza.
– Fajnie, znowu Roan jest żywy. Chyba nie będziesz miał nam tego za złe? – dodała, spoglądając na fotografię zatkniętą za blachę karoserii.
– Nawet jest podobny. – uśmiechnęła się Ozza. – Poszedł spać, a my mamy przygotować jedzenie.
– Od wczoraj nie zaglądałaś do Gniazda światów – zauważyła Hobeth.
– Linda uciekła z Zekhem, zanim Jack zrealizował swój plan – Ozza wzruszyła ramionami.
– Jak to uciekła? Zabił ich oboje.
– Jack przegapił zdjęcia Lindy, przeglądając film pierwszy raz, a oni zorientowali się, czym grozi sytuacja i odjechali, zanim film wysechł. Gail może im sprowadzić Jacka na głowę. Przecież muszą dać się zewidencjonować w nowym miejscu. Nie zaglądam do książki, żeby Zekhe zdążył coś wymyślić.
– Zekhe dostał za swoje. Linda nie przestanie uwodzić obcych facetów.
– Myślisz? Polubiłam ją.