Страница 82 из 86
Wirus
Pierwszą ofiarą epidemii był w czwartek Janusz T., maturzysta z niewielkiego nadmorskiego miasteczka. Drugi wypadek odnotowano nazajutrz w stolicy – piękna sekretarka dyrektora poważnej spółki. W wypadku trzeciego i czwartego denata trudno mówić o kolejności, symptomy bowiem pojawiły się prawie równocześnie w powiatowym C. (na skraju gór) i wojewódzkim B. we wschodniej części kraju. Do poniedziałku odnotowano dwadzieścia jeden przypadków, do wtorku sześćdziesiąt trzy.
– Mamy epidemię! – powiedział Naczelny Lekarz Kraju. Władza, jak to władza, natychmiast utajniła tę informację.
– Panika tylko może zaszkodzić sprawie – stwierdził wicepremier powołany na szefa sztabu kryzysowego, obradującego permanentnie metodą telekonferencji.
– Chwalić Boga, choroba nie kończy się śmiercią! – rzekł Minister Wyznań.
– Na razie! – lakonicznie uzupełnił Minister Zdrowia.
– Ale może nas zdrowo kosztować – dodał Minister Finansów.
– Zwłaszcza, gdy dowie się o tym świat – westchnął Minister Spraw Zagranicznych.
– A czy musi? – zapytał Premier.
Choroba miała przebieg gwałtowny, a równocześnie dziwny – zrazu objawiała się wysypką na twarzy, potem wysoką gorączką, wreszcie wywoływała stany euforyczne, prowadzące niekiedy do zakłócania porządku publicznego, przechodząc po trzech dniach w głęboką apatię. Podobne reakcje wywoływał dotąd tylko alkohol wespół z narkotykami. Żaden jednak z chorych nie znajdował się pod wpływem wspomnianych używek. Niektórzy nawet mieli opinię abstynentów. Najdziwniejsze było jednak, że żaden z chorych nie kontaktował się przedtem z i
Szybko wykluczono możliwość zatrucia pokarmowego, kropelkowego, choroby nie mogły roznieść insekty ani gryzonie. Nie przenosiła się metodą płciową (wśród zarażonych był jeden pop i jedna zako
Niestety, po przeanalizowaniu stu podstawowych cech – okazało się, że nie ma żadnej prawidłowości, wśród chorych reprezentowani byli przedstawiciele wszystkich grup krwi, kolorów włosów i skóry (zachorował jeden Murzyn), ras (wśród chorych nie zabrakło Cygana ani Żyda). Chorowali mężczyźni i kobiety, młodzież i emeryci, humaniści i technicy, urzędnicy i artyści. Chociaż, co skwapliwie odnotowano, przewagę mieli ludzie z wyższym wykształceniem.
– I to jest jakaś wskazówka! – zauważył Minister Oświaty.
– Może należy gruntownie zbadać ich hobby? – podpowiedział Minister Kultury.
– Sprawdziliśmy – ripostował Minister Spraw Wewnętrznych. – Są tam reprezentowani zarówno filateliści, numizmatycy, bibliofile, wędkarze, myśliwi, krzyżówkowicze jak i działkowicze.
– A komputerowcy? – zapytał z głupia frant Minister Łączności.
– O kurczę – zawołał Premier, podrywając się znad klawiatury. – O tym nie pomyśleliśmy, wszyscy zarażeni mieli komputery podłączone do sieci.
W tym momencie na ekranie domowego monitora każdego z członków gabinetu uczestniczących w telekonferencji pojawiła się pulsująca ikonka: „Masz wiadomość”.
– Nie otwierać – wrzasnął szef Urzędu Ochrony Państwa.
– To od hakera!
Ale było za późno.
W następnych dniach doszło do wielu zaskakujących zdarzeń.
– Minister Spraw Wewnętrznych uciekał przed kontrolą drogową, Minister Spraw Zagranicznych poprosił o azyl na Białorusi, Minister Finansów goły jak święty turecki stanął żebrać pod kościołem, zaś Minister Kultury wtargnął z szablą do Muzeum Narodowego i porąbał dwa Picassy. Wkrótce jednak euforia minęła i cały gabinet pogrążył się w apatii, aż do przedterminowych wyborów. Hakera nigdy nie znaleziono. Ciekawe jednak, dlaczego prominenci czołowej partii opozycyjnej jeszcze przed wybuchem epidemii wyposażyli swe komputery w nowe programy antywirusowe?