Страница 9 из 71
Postanowił czekać.
Maja dopiero po jakiejś minucie zdołała przyjąć do wiadomości to niesłychane, nieprawdopodobne wrażenie, że nie jest sama w szafie. Było tu zupełnie ciemno.
Stała tak blisko Walczaka, że dotykała wierzchem dłoni jego ręki. Odruchowo sięgnęła i dotknęła czyichś palców.
Kto to był?!
Odchyliła się w drugą stronę, skurczyła się cała. Nie była pewna, czy nie oszalała. Oboje zamarli w bezruchu, zatrzymali oddech.
Walczak był przekonany, że zaraz zacznie krzyczeć, a wtedy Cholawicki dopadnie szafy i zrobi się skandal na cały dom.
Ale pa
Złodziej?
A może nikogo nie było. Może jej się zdawało?
Bala się dotknąć go powtórnie. Ale czuła ciepło i nieomal usłyszała gwałtowne bicie serca, tuż obok. Zresztą jej własne serce biło tak mocno, iż zdawało się że rozsadzi szafę. I znowu zaczęła gorączkowo myśleć – kto by to mógł być. Ciemność panowała absolutna.
Przypomniała sobie o pieniądzach w szufladzie. Ach tak! Więc złodziej!
Cholawicki wziął jakąś gazetę ze stolika i przeglądał. Potem, widząc, że nieobecność Maji się przedłuża i parokrotnie spojrzawszy na zegarek.postanowił napisać do niej list. Wyciągnął z kieszeni wieczne pióro i pisał nerwowo, zaciągając się mocno papierosem.
Droga Majo!
Nie biorą pod uwagą Twych ostatnich słów. Kładą je na karb rozdrażnienia, wywołanego mymi uwagami. Przyznają zresztą, te i ja się uniosłem. Być może nawet moje podejrzenia były niesłuszne i krzywdzące. Jeżeli tak, to przepraszam. Jestem ostatnio bardzo zdenerwowany.
Widzę, że zupełnie nie doceniasz trudności obecnej mojej sytuacji - pisał dalej. Gdyby śmiała więcej zrozumienia dla mnie, nie wyczerpywałabyś mojej odporności podobnie niedorzecznymi scenami. (Co prawda to ja jej zrobiłem scenę – przyszło mu na myśl – ale wszystko jedno.) Powi
Oczywiście ani na chwilą nie wierzą, byś mogła mnie porzucić. Zanadto Ci zalety na mnie i zanadto nadajemy się do siebie. Stosunek Twój do mnie jest całkowicie egoistyczny ale potrzebujesz mnie i ja potrzebują Ciebie – i nawet wolą, te nasz stosunek oparty jest na wzajemnym zapotrzebowaniu a nie na sentymentach. To jest solidna baza. Ale nie o to idzie. Pomimo iż wiem, te żałujesz swego postępku, obawiam się, abym nie był zmuszony za dużo myśleć o nim jutro i dni następnych,
Wiesz o tym, że nie mogą teraz wydalać się z zamku. Książa robi się coraz trudniejszy w miarą ubytku sił, a ta jazda do Warszawy do reszty go wykończyła. Muszą być ciągle przy nim. Nie będę mógł przyjechać do Połyki w najbliższym czasie. Otóż nie chcą – i mam prawo do tego! – nie chcą się denerwować tym nieporozumieniem między nami. Mam i
Zatrzymał się, rozmyślając, iż lepiej byłoby nie narażać dziewczyny na wędrówkę przez ten ciemny korytarz. Trudno! Znowu nachylił się nad papierem.
A tymczasem Maja, która zastygła nieruchomo w szafie zyskiwała po ciemku coraz większą pewność, że to Walczak.
Staliprzy sobie tak blisko, iż musiała całym wysiłkiem mięśni kurczyć się i kulić, aby nie dopuścić do zetknięcia się z obcym, nieznajomym ciałem.
A jednocześnie myśl pracowała bez przerwy, gorączkowo – czy to on, czy nie, Leszczuk * , czy nie Leszczuk… Jeżeli on… to co? To co? Przecież to okropne, co robić?…
Tymczasem Cholawicki pisał:
To jest trochę nieprzyjemne, ale przynajmniej nikt Cię nie zobaczy ani z lej strony, ani z tamtej i nie będzie plotek.
Proszą Cię przyjdź koniecznie, bo jeśli zaryzykowałem do Ciebie list, a Ty nie przyjdziesz, będę myślał, że naprawdę obraziłaś się i zerwałaś ze mną i gotów byłbym jeszcze bardziej się zirytować. Jeżeliby śmiała nie przyjść napisz do mnie - ale to też jest niedobrze, gdyż książę zaraz będzie się dowiadywał i niepokoił. Widzisz jakie mam piekło z tym człowiekiem, więc niech Cię nie dziwi, że czasem nerwy moje nie wytrzymują. Oczekuję!…
H.
Powstał i sięgnął po kopertę. A jednocześnie Maja przytuliła się do Leszczuka, chociaż nie była pewna, czy to on, przytuliła się lekko, ale w zupełnym zapamiętaniu i zatraceniu.
Tak mało potrzebowała, aby się przytulić – wystarczyło odrobinę pofolgować mięśniom. I jakież było jej szczęście, gdy szorstka dłoń objęła w ciemnościach jej rękę.
Odwzajemniła mu uścisk z szaloną, skrytą radością.
Cholawicki zapieczętował list, zaadresował i znowu usiadł, bębniąc palcami o stoi. Gdzież ona może być? Czy jeszcze czekać? Przesiedział z pięć minut, po czym wyszedł.
Gdy kroki jego ucichły, Maja wyskoczyła z szafy i nie oglądając się wybiegła z pokoju, a Leszczuk także uciekł, jak mógł najprędzej i zamknął się u siebie, na poddaszu
* Wobec tego, ze jak się okazało, istnieje w rzeczywistości trener tenisowy p. Walczak, zmienimy za zgodą autora nazwisko to na Leszczuk. Zaiste, dziwny zbieg okoliczności!