Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 60 из 69

Spięcie

Levecque ubierał się. Właściwie nie wiedział, czy jest to jeszcze potrzebna czy

A co zyskiwał mówiąc prawdę? Vick w ciągu pięciu minut połączy się ze stałym łącznikiem. Po piętnastu minutach o wszystkim będzie wiedziała Kwatera Naczelna Mocodawców. Znajdą sposób aby zestrzelić Californię, zanim ta na dobre rozpocznie swoje dzieło… A jeśli nawet nie zniszczą? Profilaktyczne zbombardowanie atolu Raronga – miał meldunek, że Groner jest u celu – wystarczy, by Ziemia pozostała, bez broni wprawdzie, ale za to ze spuszczonymi z łańcucha armiami konwencjonalnymi. Jeszcze gorzej stałoby się, gdyby mocodawców skorciła perspektywa pójścia na gotowe. To znaczy poczekania, aż De

Pytanie: ile wie Vick? Co podejrzewa?

Gra na zwłokę. Tylko gra na zwłokę!

– To nie jest miejsce, abym mógł przekazać ci wszystko to, co wiem – powiedział wreszcie.

– Co proponujesz?

– Mój wóz. Jest w garażu. Sprawdzony, z generatorem antypodsłuchowym.

– Ostrzegam cię przed próbą pułapki. Sztab wie o mej misji. I nawet gdyby mi się coś stało, oni ci nie darują.

– Rozumiem Vick. Ale muszę mieć jakieś gwarancje, że zapomnicie…

– Masz moje słowo.

Ruszyli ku drzwiom. Pierwszy wyjrzał major. Korytarz świecił pustkami. Więc wyszli. Levecque przekręcił klucz w zamku, kiedy w drzwiach wyjścia awaryjnego i służbowej szafy wyrosły dwie sylwetki z wycelowaną bronią.

– Ręce do góry! Bo

Zdziwienie odbiło się na zwiędłej twarzy majora.

– Jednak żyjesz, Marcel.

– Żyję i zmuszony jestem pana aresztować!

– Nie masz takiego prawa!

– Zostanę rozgrzeszony post factum.

Na piersi Welmana kiwa się stetoskop, na garniturze widać kawałki betonu.

Vick kojarzy takty. Wszystko słyszeli.

– Co zamierzasz zrobić, Marcel?

– Skontaktować się z Admirałem.

– Wtedy będzie za późno – woła Levecque – Zieloni opanowali laboratorium California…

– Cooo?

Informacja jest prawdziwa, ale tak zdumiewająca, zarówno dla majora jak i dla obu emerytów, że na moment rozluźniają uwagę. Profesor, którego częściowo przysłonił major wykonuje gwałtowny skok, obala Bo

Marcel Bo

– Wychodził ktoś tędy? – rzuca Marcel. Przeczenie. Bo

Schody, dalej schody. Siódme piętro. Zza drzwi dolatuje jakiś krzyk i brzęk tłuczonych naczyń. A więc tam!

W połowie korytarza jego wzrok rejestruje przewrócony wózek śniadaniowy i spłoszoną kelnerkę, dalej – szczupłe plecy uciekającego mężczyzny.

– Stać! Stać! – krzyczy Bo

Mógłby strzelać, ale dziewczyna i wychylone z pokojów twarze ciekawskich znajdują się na linii ognia. Posapując więc biegnie dalej, z prędkością, która dałaby mu medal na Igrzyskach Olimpijskich Oldboyów.