Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 46 из 69

Cztery dni przed akcją

W Wielką Środę w całej Europie utrzymywała się marna pogoda, restauratorzy i hotelarze zarabiający nieźle podczas długiego weekendu, tym razem posępnie spoglądali w chmurne niebo, nie oczekując niczego dobrego. W Genewie na przerwę świąteczną rozjechali się negocjatorzy pokojowi. Pokój Boży zapowiadano na Bliskim Wschodzie i w Azji Środkowej.

Jakiś samozwańczy prorok zatamował ruch na Champs Elysees, wieszcząc nadchodzącą zagładę. Zwinięto go szybko, ale po krótkim przesłuchaniu wypuszczono. Biedak utrzymywał, że w ciągu tygodnia, wyczytał to ponoć w gwiazdach, nasza cywilizacja przestanie istnieć. Jego poglądów nie podzielała giełda – od pewnego czasu kurs złota i dolara ustabilizował się na zrównoważonym poziomie – ani politycy, ani nawet artyści kabaretowi.

Levecque pozostał w Londynie, oczekując na rezultaty planu wykoncypowanego przez Gardinera. Bo

Komisarz Bo

Tak więc nie spuszczając uwagi z ruchliwego Levecque'a trust staruszków krył ściśle pozostałych liderów ekologizmu i – czekał. Coś wisiało w powietrzu, choć Marcel nie miał rzecz jasna pojęcia, że tym czymś jest laboratorium kosmiczne California.

Tymczasem na murach miast w większości uprzemysłowionych krajów Zachodu poczęły się pojawiać afisze – “Dzień Zieleni – Dniem mobilizacji!" Większość polityków przypuszczała, że chodzi i tym razem o normalne wielkanocne marsze pokojowe i lekceważyła te apele, co najwyżej zalecając policji wyrozumiałość. Tymczasem trwała już mobilizacja małych, tajnych wspólnot. W Kolonii, w niewielkim stylowym hoteliku opodal katedry, Lion Groner spotkał się z szefami kilku bojówek Arkadyjczykow. Był enigmatyczny, oszczędny w informacjach, ale zalecał gotowość na wypadek prowokacji “sił prawicy". W dniu Wielkiego Protestu zbrojne oddziały miały znajdować się w pogotowiu, na wszelki wypadek. Oczywiście nie padło ani jedno słowo o Wielkim Planie.

Analogicznie na Nowym Kontynencie uwijał się Ziu Dong.

Oczywiście miejscowe policje otrzymały rozliczne sygnały od swoich informatorów, ale wszystkie ostrzeżenia zostały zlekceważone. Równocześnie pa

Tymczasem wśród informacyjnej papki świeża wiadomość obiegła światowe agencje, przeleciała atrakcyjnie przez wieczorne serwisy, aby rankiem pojawić się z metką “nowość" na czołowych kolumnach dzie

Oto dowódca kalaharyjskich separatystów zaproponował otwarcie handel ludźmi. W zamian za spore pieniądze proponował zwolnienie kilku białych przetrzymywanych od dłuższego czasu w niewoli. Ofertę złożono pod adresem Towarzystwa Obrony Praw Zakładników, wielkiej światowej organizacji od pewnego czasu parającej się pośredniczeniem i wykupywaniem ludzi z rąk ekstremistów. Kapitan Bongote, występując ze swoją propozycją nie podał wprawdzie nazwisk więźniów, przekazał jednak ich fotografie. Zdjęcie ostrzyżonej na zapałkę kobiety i niesłychanie wychudzonego mężczyzny zrobiło wrażenie nie tylko na masowej publiczności. Wstrząsnęło rodziną doktora Rode i zainteresowało poważnie co najmniej kilkanaście osób.

Wśród nich i De

– Trzeba ich z tego wyciągnąć, Le

– Teraz, na cztery dni przed akcją? – zaoponował Silvestn.

– Do cholery z akcją! – huknął Amerykanin. – Zresztą jedno nie przeszkadza drugiemu. Liczy się czas, a jeśli trafią w łapy policji RPA…

– Za pięć dni nie będzie najprawdopodobniej ani RPA, ani jej policji – zauważył logicznie cybernetyk.

– To nie będzie wielka operacja – ciągnął, wydający się nie słyszeć go, De

– A akcja na Raronga? – zapytał Le

– Bez zmian. Zresztą, jeśli okaże się, że Barbara jest w formie, bardzo może nam pomóc.

Silvestri nadal nie podzielał optymizmu szefa:

– Cała sprawa wyraźnie mi się nie podoba. Przez pół roku uważamy tego Polaka i pa

– Zachowamy ostrożność. Wykupieniem naszych przyjaciół zajmie się Le

Silvestri milczy rozgarniając mieszadełkiem lód w szklance z cocktailem.