Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 35 из 69

11 marca

Wczesnym popołudniem, jedną z dwóch nadmorskich autostrad od strony Palm Beach pędził jaskrawozielony cadillac, wynajęty w rent a car przy samym lotnisku. Prowadził Le

Dass oszczekiwany przez dwa foksteriery wszedł na drewniany ganek i zatrzymał się niepewnie. Le

– Witaj, Dave! – powiedział wychodząc naprzeciw De

Z foteli unieśli się i i

– Chyba będziemy musieli się na nowo poznawać, kolego! Cholera, znał ten głos, ironiczny, dźwięczny, z lekką domieszką wyższości, ale ostatecznie – przyjemny.

– Silvestri, pan też miał wypadek?!

Cybernetyk roześmiał się: – Nie, Dave, ale Burt, wespół z doktorem Horstheimem, tak długo przekonywali mnie bym przynajmniej na starość poprawił sobie urodę, że uległem.

– Brakuje tylko Ziu Donga do kompletu – powiedział De

– A Viren? – spytał Dass. – O ile pamiętani, uwolniliście też Virena?

– Wyłączyłem go. W przypadku naszej klęski emitor kappa i cała dokumentacja zostaną zniszczone. Koncepcja pozostanie jedynie w mózgu twórcy. Musimy więc chronić ten mózg!

– Nigdy dość ostrożności, zwłaszcza jeśli idzie o brawurowe przedsięwzięcia – uzupełnił Silvestri.

Tamara przyniosła kawę, Wilde nalał drinki. Dass i Ziegler odmówili. Jednym kierował islam, drugim – odwyk. Potem Burt przez chwilę rozmawiał z Hindusem na temat jego zdrowia.

– Cieszę się, że wylazłeś z tego, chłopie – zakończył. – Odstukać, wszystko do tej pory rozwija się pomyślnie.

– A ten mały Polak i dziewczyna?

Zdaje się, że pytanie było niestosowne. Zapanowała pełna konsternacji cisza.

– Tak – rzekł powoli De

– Może wrócimy do tematu – zaproponował, odstawiając szklaneczkę, Silvestri. – David musi dowiedzieć się bardzo wielu rzeczy.

– Fakt – potwierdził Ziegler – przecież on nie ma pojęcia jak już jesteśmy zaawansowani.

Dwadzieścia minut później Le

– Nagranie pochodzi sprzed miesiąca – poinformował. Sekwencję przegrano najprawdopodobniej z pora

Spiker podekscytowanym tonem opowiadał o przygotowaniach do startu nowej załogi LABORATORIUM KOSMICZNEGO. Laboratorium zmontowanego w ciągu ostatniego roku z materiałów wyniesionych na orbitę za pośrednictwem nowej generacji wahadłowców. California okrążała Ziemię po torze spiralnym w ciągu godziny. Pierwszą ekipą badawczą stanowić miały dwie kobiety i dwóch mężczyzn. Weteran lotów promowych Jefferson Hammersmith oraz doktor Edwin O'Neal…

Zaledwie twarze kosmonautów pojawiły się na ekranie, Dass i Silvestri popatrzyli po sobie. Nie trzeba było przejawiać specjalnej inteligencji. Dass widział z ekranu i o metr od siebie szpakowate włosy Hammersmitha, a Silvestri mógł potargać ryżą czuprynę O'Neala.

– Pan chyba oszalał, De

– Tak – odparł Burt – zresztą i

Levecque bardzo blady przełknął szklaneczkę nie rozcieńczonej whisky. Groner zaobserwował, że ręka, która nalewa sobie kolejnego drinka, drży. Trudno byłoby zrzucić winę na naturalną wibrację pociągu. Intercity sunął jak po stole.

Ekspert przymknął oczy.

– Rubikon, Rubikon – powtórzył.

– Stawka Cezara w porównaniu z naszą pulą to kupka zapałek przy rodzi

– W najlepszym. W razie czego znasz telefon mecenasa.

– Cieszę się, że pan się zdecydował – zmienia temat ekologista.

– Wiesz, ile mnie to kosztuje? Jak daleko musiałem się posunąć? Idę na kolosalne ryzyko. Swoją drogą – czy ta depesza z Afryki jest pewna?

– Absolutnie.

Pociąg zwalnia. Groner sięga po neseser.

– Pan nie wysiada, profesorze?

– Jadę dalej… Mam jeszcze parę spraw do załatwienia. Kontakt jak ustaliliśmy.

Kiedy ekspres ruszył ponownie, a za oknami wypiętrzyły się monumentalne wieże kolońskiej katedry, ekspert przyjrzał się notatkom. Szczególnie trzem nazwiskom. Dwa oznaczył krzyżykiem, przy trzecim postawił kropkę. Potem podarł papier i włożył sobie do ust. Pociąg nabierał pędu.

Od przybycia na farmę upłynęło kilka godzin, a Dass ciągle nie może wyjść ze zdumienia. Koncepcja kosmiczna jest tak nieprawdopodobnie zuchwała, a w optymistycznych wypowiedziach Burta tak realna…

David jest już bardzo zmęczony, a ciągle musi wchłaniać setki danych. W przerwie zjedli obiad, a potem De

– Debatowaliśmy dotąd o sprawach technicznych – teraz wypadałoby zająć się sprawą bezpieczeństwa operacji.

Zgromadziłem na tej farmie tych, którym mogę ufać jak samemu sobie. Albo przynajmniej muszę. Nasza operacja jest, być może, najodważniejszym posunięciem w historii ludzkości i dlatego najmniejsze potknięcie, lub przechwycenie inicjatywy przez ludzi lub siły niepowołane, spowodować może niewyobrażalną katastrofę… Powiedzmy jeszcze raz czego chcemy? Uratować ten świat, być może na pięć przed dwunastą. Niestety, nasze życie i doświadczenia udowodniły, że trzeba to zrobić wbrew jego woli. Kiedyś byłem demokratą egalitarystą. Dziś niewiele zostało z tych przekonań. Może się zestarzałem, a może nauczyłem. Dziećmi demokracji były dyktatury, o jakich nie śniło się w monarchiach absolutnych. Z demokracji antyku zrodziły się zwyrodniałe tyranie cezarów, z dziewiętnastowiecznego egalitaryzmu – tragedie dwudziestego wieku. Masy zawsze są wpływowe, zmie

Ziegler, Silvestri, Dass słuchają w milczeniu. Le

– Oczywiście, zniszczenie w ciągu paru godzin wszystkich zasobów broni nuklearnej, reaktorów mogących ją wytwarzać, magazynów materiałów rozszczepialnych, samo w sobie nie rozwiązywałoby sprawy.

– To prawda – wtrąca Ziegler. – Zastanawiałem się,jak zamierzasz to poprowadzić dalej. Powiedzmy, uda ci się opanować Californię i z jej pokładu unicestwić promieniami kappa wszystko, co radioaktywne. Zdejmując znad głów ludzkości miecz Damoklesa, otwierasz puszkę Pandory…

Dobre klasyczne wykształcenie ma ten profesorek – myśli Wilde.

– Istnieje teoria – kontynuuje Roy – że długotrwały pokój, od drugiej wojny światowej, jest rezultatem równowagi strachu. Wynikiem braku rozsądnej alternatywy. Jeśli zniknie perspektywa totalnej zagłady, coś powstrzyma rywalizujące mocarstwa od spróbowania swoich sił konwencjonalnych? Wiadomo, że to w latach pokoju nabrzmiewają przyszłe konflikty. Ile zostanie zakwestionowanych granic, stref, wpływów? Ilu wasali spróbuje zrzucić jarzmo hegemonów?…

– Poza tym – dołącza się Silvestri – co zagwarantuje, że uratowana ludzkość powierzy rządy Zielonym? Zresztą zniszczenie broni nuklearnej dziś nie zapewni jej nieprodukowania w przyszłości.

– Całkiem słusznie – odpowiada De

– Ludzkość nigdy nie odczuwała wdzięczności dla swych proroków i najchętniej krzyżowała własnych zbawicieli, ale skoro nie ma i

– A ty, Dave, co o tym sądzisz? – Burt spogląda na milczącego Hindusa.