Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 23 из 69

– Dobrze idzie – rzekł prawie wesoło.

Za garażami, magazynami, a także kostnicą, rozpościerał się teren niewielkiego lotniska. I tu trwał spory ruch. Z nieodległych terenów starć przywożono kolejnych ra

Z perspektywy czasu zastanawiam się, jak drogo kosztowała nasza akcja, poczynając od wynajęcia farmy, po przekupienie kilkunastu ludzi. De

O dziewiątej pięćdziesiąt pięć na niebie pojawił się niewielki samolot sanitarny. Widocznie nie był uprzednio awizowany, ponieważ pośpiesznie uprzątano pas. Awionetka wylądowała dość sprawnie, choć nie była w najlepszym stanie, a na jej kadłubie widniały ślady kuł. Z podziemnego chodnika z piskiem wyjechał akumulatorowy wózek do transportu ra

– Ra

Tymczasem krwawy ochłap przeniesiono na wózek. Podszedłem tam i ja.

– Świetnie, że jesteście – zawołał do mnie lekarz przybyły ze szpitala. – Musimy się śpieszyć, ogromny upływ krwi.

Wilde pragnął pośpieszyć za nami, ale dość stanowczo powstrzymał go jakiś podoficer z ochrony.

– Musimy jeszcze wyjaśnić parę szczegółów. Proszę pana i pilota do siebie.

Poszukałem wzrokiem Boba, zniknął już gdzieś pośród wozów strażackich i rezerwowych sanitarek.

Zjechaliśmy w tunel, aby po paru minutach znaleźć się pod szybem dźwigu transportowego, wprost do antyszambrów sali operacyjnej.

Lekarz dyżurny, w którym rozpoznałem albinosa z wczorajszej narady, zeskoczył z wózka i dopadł telefonu.

– Siostro Suzy, jesteśmy na dole – rzucił krótko.

Dokładnie w tym samym czasie młoda pielęgniarka pawilonu wydzielonego podniosła alarm. Z pacjentem Davidem Dassem było niedobrze. Zanikało tętno, z ust wypłynął strumyczek krwi.

Maarens zajęty konwersacją z Barbarą, zareagował błyskawicznie, zanim jednak pokonał kilkaset metrów dzielących niewielką kantynę od pokoju numer sześć, Davida zdążył już odwiedzić dyżurny lekarz.

– Perforatio… mamrotał uczenie. – Konieczna jest natychmiastowa operacja.

– To operujcie, do cholery!

– Zanim pokonamy wszystkie formalności i dotrzemy na salę, a potem odstoimy w kolejce na operację…

– Jedźcie już – krzyknął Maarens podbiegając do telefonu. – Nie będziecie mieli żadnych kłopotów – tu zwrócił się do ponurego draba czatującego na korytarzu. – Wilkes, nie odstępujcie ich ani na krok!

– Pójdę z nimi – zaofiarowała się Barbara.

W trakcie drogi łącznikiem zgubiła się zarówno pielęgniarka, która podniosła alarm jak i lekarz dyżurny. Oboje otrzymali dość dużo, aby wykonać swoje zadanie bez zarzutu. Później, stojąc przed sądem, tłumaczyć się będą niedokładnością aparatury pomiarowej, symulacją oraz tym, że ktoś podrzucił pacjentowi Dassowi pęcherzyk z krwią, który ten rozgryzł. Wyprzedzając fakty dodam, że oboje zostali uniewi

Tymczasem rzekomo umierający Hindus oraz Barbara i Wilkes znaleźli się przy windzie. Sala operacyjna numer trzy znajdowała się kondygnację wyżej. Dźwig idący z dołu zatrzymał się. Ujrzawszy Barbarę i nieruchomą postać na łóżku, ucieszyłem się. Przestrzeń wewnątrz wypełniało już jedno posłanie na kółkach, z pacjentem, który przybył samolotem; kiedy wtoczono tam Dassa, nie można było praktycznie wcisnąć palca.

– Pobiegniemy schodami – zawołała Barbara. Wilkes łypnął na nas podejrzliwie, ale widząc wciśnięty przycisk na górę, posłuchał.

Musieliśmy bardzo się śpieszyć, przerzucić ra

Barbara i Wilkes już czekali. Oczekiwał również chirurg i parę pielęgniarek. Modliłem się, aby za prędko nie odkryli prześcieradła. Ale nie, Wilkes sam energicznie szarpnął wózek z prawej.

Potem poszło szybko. Wilkesa zatrzymano przed salą operacyjną. W tym czasie Barbara umknęła ku schodom, zderzając się nieomal z Maarensem, który gonił, aby dopilnować zabiegu osobiście.

Nad drzwiami sali numer trzy zapalił się napis: “Operacja, nie przeszkadzać", toteż Maarens usiadł z Wilkesem pod drzwiami, wysłał też kogoś, aby pilnował drugiego wyjścia i wielce niespokojny oczekiwał na wynik operacji.

W tym czasie ja, blady doktor i David zjechaliśmy na najniższy poziom, po chwili dołączyła Barbara. Faktycznie, Dass nie mógł mówić ze względu na uszkodzenie krtani, ale poza tym był przytomny. Pomógł nawet przy zamianie miejsc. Posuwaliśmy się tunelem, w którym strzałki wskazywały drogę do kostnicy.

O kilkaset metrów dalej Le

Gdzie senator został ra

Dlaczego nie powiadomiono szpitala telefonicznie? W Pretorii nic nie wiedziano o incydencie. Rodzina twierdziła, że senator Tuscley udał s ii; poprzedniego dnia na tereny walk i stracono z mm wszelki) łączność… D

– Kto jest ten drugi? – dopytywał się jeden z indagujących, mając na myśli bezwładne ciało leżące w kącie samolotu.

– Szofer senatora nie żyje – powiedział Le

– To z kostnicy – poinformował porucznik przesłuchiwacz. – Pytają czy zabrać tego szofera?

– Nie ma przeciwwskazań – zauważył Le

– Zabierajcie!

Wilde podszedł do okna. Mógł obserwować jak rozsunęły się drzwi niskiego ponurego pawilonu i wyłoniła się trójka ludzi na wózku akumulatorowym.

– Czy mogę zapalić? – zapytał.

– Proszę – stojący obok oficer podał ogień.

Między błyskiem zapalniczki a gwałtowną eksplozją cysterny z benzyną był związek, choć mniej oczywisty, niż mógłby przypuścić postro

Strugi płynącej benzyny zalały południową część płyty lotniska, objęły wozy strażackie, dwa stojące z boku samoloty. Przesłuchujący zgłupieli. Dwa ciosy Wildc'a precyzyjne, mierzone, zwaliły ich z nóg. Równocześnie pilot zwi

Le

– Strzelać, strzelać! – wrzeszczał jakiś oficer z oddali.

Ktoś przytomny oddał serię, nasz pilot zwinął się i został na płycie. a Le

De

Barbara okazała się wylewniejsza. Na moment uczułem jej wilgotne usta na swoich. Miłe podziękowanie za chrzest bojowy. Przez moment zastanawiałem się, czy całowała się tego przedpołudnia z kapitanem Maarensem?

David usiłował wstać. Był zupełnie przytomny, tylko okropnie słaby. Dotknąłem końcem dłoni jego palców. Oddał uścisk.

– Dokąd teraz? – zapytał wśród ogólnego zadowolenia chudy blondyn.

Barbara wyprzedziła De

– Jest. Marindafontein. Ziegler.