Страница 20 из 69
Z notatek doktora
Nad Harare, jeszcze nie tak dawno noszącym kolonialną nazwę Salisbury, zapadał zmierzch. Siedziałem w ogródku na dachu prywatnego pensjonatu na “białym przedmieściu" i czekałem na De
Le
Jego kariera rozkręcała się powoli. Lubił chwalić się swoim londonowskim życiorysem. Syn wcześnie zmarłych emigrantów wychował się dosłownie na brukach, czy, precyzyjnie mówiąc, asfaltach San Francisco. W odróżnieniu od i
Przygarnięty, a potem adoptowany przez Patty Robinson – nie przeszkadzał tu w niczym fakt. że został jej kochankiem pierwszego wieczoru znajomości – Burt nie zgłupiał. Zamiast rozpić się, scyniczeć, uzupełnił przerwaną edukację, skończył studia, a gdy jego promotorka opuściła padół łez, zaś rodzina i adwokaci zadbali aby unieważnić testament, bez grosza przy duszy ruszył w wariacką eskapadę po świecie. Pracował jako kelner w barze portowym, muzyk w orkiestrze na wycieczkowym transatlantyku, kiedy nauczył się grać na perkusji – nie wiadomo; później zasilał szeregi policji w Honolulu, ale ten epizod trwał krótko; następnym etapem był Hongkong i brygada walcząca z narkotycznymi triadami. Epizod zakończył ciężki postrzał, co jednak nie wyleczyło Burta z umiłowania przygody. W rok później możemy go spotkać w roli organizatora łowieckich safari w Kenii, zamieszany w wewnętrzne rozgrywki w Ugandzie stoi nawet przed plutonem egzekucyjnym nad jeziorem Kiwu, ale i tym razem wyplątuje się z pułapki. Później dołącza do wyprawy straceńców zdecydowanych uwolnić zakładników z rąk jednego z islamskich dyktatorów. Wynosi stamtąd szramę na łopatce i przedwczesną siwiznę. Złośliwi wspominają też o znacznej liczbie kosztowności z osobistego sejfu “sługi Allacha"
I wtedy powala go złośliwa ameba. Małe żyjątko, które przy bliższym poznaniu okazuje się groźniejsze niż lwy, nosorożce i “anioły islamu". Burt ląduje w Los Angeles bogatszy, ale zarazem nieszczęśliwy. Lekarze dają mu najwyżej rok życia. Gorączkowo spisuje swoje przygody, publikuje młodzieńcze wiersze i wspomnienia. Powieść “Spodnie ściągnięte równikiem" wchodzi na listę bestsellerów. Do szpitala w Pasadenie pielgrzymują rozmaite wielkości z Barbarą Walters i Orianą Fallaci, aby zdobyć ostatnie wyznanie konającego herosa.
De
I wtedy Burt zniknął. Zapadł się jakby pod ziemię. Reporterzy ufundowali prywatną nagrodę za jego odnalezienie. Daremnie. Jak się okazało przeżył dwa lata w gminie wegetarianów w Nowej Anglii po czym pewnego dnia zjawił się w hotelu Ritza w Paryżu i zażądał kombinowanego dania z dwunastu gatunków mięs. Tak rozpoczął się okres playboyowski. Luksusowe jachty, rauty, dwory królewskie, podobno romansik z księżniczką Eweliną. Ta popularność cokolwiek zaszkodziła mu, gdy z ramienia Partii Nowych Wizji kandydował do Izby Reprezentantów USA. Kucharki i gospodynie domowe uwielbiały go w rubrykach towarzyskich, nie życzyły go sobie natomiast we władzach.
Jedno było dla wszystkich zastanawiające, mimo plotek o podbojach, flirtach i przygodach – De
Do ekologistów przystał nieoczekiwanie, ale błyskawicznie wszedł do Komitetu Doradczego, ożywiając go śmiałymi pomysłami, którymi zaktywizował to niemrawe dotąd ciało.
Nie potrafię powiedzieć, co właściwie nim kierowało – straceńcze prowokowanie przygody, potrzeba podniecenia związanego z ryzykiem, czy też poszukiwanie tematów do swych książek? Jego bohaterowie, mimo przygodowej konwencji całości, byli trudni, pokręceni psychologicznie, diablo skomplikowani, choć prawdziwi. Czy wśród owych typów kwalifikujących się do muzeum psychiatrii sportretował siebie? Wątpliwe. Być może decydujący dla jego psychiki okazał się ów związek dziecka-mężczyzny z przekwitłą gwiazdą. Wniebowstąpienie – z rynsztoka na Parnas. Może nie potrafił do końca pogodzić się z ceną, jaką przyszło mu za to zapłacić?
Le
Jak dotąd mało dowiedziałem się o aferze, w którą wpadłem, czy raczej w którą wpakował mnie ten nieborak David. Czułem, że chodzi tu o jakiś paskudny szwindel przygotowywany rządowi RPA i że newralgicznym punktem jest owo tajemnicze Marindafontein oraz osobnik nazwiskiem Ziegler. Może chodziło tu o jakiś przerzut opozycyjnych działaczy albo o wywiad gospodarczy.
Minęła dziewiąta i mój wybawca nie zjawił się. Le
O dwudziestej pierwszej piętnaście zadzwonił telefon.
– Tak, spółka spedycyjna “Madison i syn" – powiedział Wilde i trochę się uspokoił – tak, rozumiem, tak, rozumiem, tak.
Potem położył słuchawkę i rzucił krótko: – Zbieramy się.
– Dzwonił Burt?
Le
– Nie. skądże. Dopóki nie zorientują się, że Burt De
– A nie zorientują się?
– Nie.
– Skąd ta pewność?
– Przypadkowo szef wydziału inwigilacji w Pretorii pracuje dla mnie. No, oczywiście w ograniczonym zakresie…
– Dla ciebie?…
I
– Jak możesz! Z twoimi przekonaniami?
– Cóż – roześmiał się – informacje, które im sprzedaję, są niczym w porównaniu z tymi, które zdobywam.
Może zresztą żartował.
W garażu poprosił mnie do windy, a potem zaprowadził do jakiegoś kantorka.
– Słuchaj, Polaczku – powiedział prawie po ojcowsku. – Miałem serdeczną ochotę nie mieszać cię więcej w cały ten ambaras. Jako Bułgar miałeś jutro lecieć do Monachium, stamtąd krok tylko do Bo
– Nie wiedziałem! – wykrzyknąłem zaskoczony.
– Oczywiście, nie wróciłbyś z gołymi rękami. Pięćdziesiąt tysięcy dolarów premii, za to da się pożyć i w komunistycznym kraju…
– Z twoich słów wnioskuję, że te plany uległy zmianie?
– Decyzja zależy od ciebie. Ale okoliczności się skomplikowały. Otóż w Rijksveld pod Joha
– Did, on żyje?!
– Żyje. Choć brzmi to niewiarygodnie, siła odśrodkowa wyrzuciła go z koziołkującego samochodu, nim ten zaczął płonąć. Chłopak jest podobno nieprzytomny, w ciężkim stanie. Tylko dlatego nie przewieźli go dalej.
– Ale co ja mogę…?
– Jesteś potrzebny, mają tam ze dwudziestu aresztowanych i pokiereszowanych Azjatów. Ty jeden znasz Dassa osobiście. Poza tym jesteś początkującym lekarzem…
Nie dowierzałem własnym uszom.
– Więc chcecie go stamtąd wydostać?
– Wydostać, lub jeśli się nie uda, zlikwidować.
Zadrżałem. De