Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 6 из 51

Raimundo Silva przeszukuje słowniki i encyklopedie, szuka pod bronią, pod średniowieczem, szuka machin woje

W środku poranka zadzwonił telefon. Dzwonili z wydawnictwa, chcieli wiedzieć, jak idzie korekta, najpierw rozmawiał z Mónicą z produkcji, która jak wszyscy pracujący w tym dziale, ma nieznośny nawyk majestatycznego tytułowania, Panie Silva, powiedziała, Produkcja pyta, zupełnie jakby oznajmiała, Jego Wysokość Król pragnie wiedzieć, i powtarza, tak jak powtarzali heroldzi, Produkcja pyta o korektę, czy potrzebuje pan jeszcze dużo czasu, aby oddać tekst, ale ona, Mónica, jeszcze nie spostrzegła, po tylu latach wspólnego życia, że Raimundo Silva nie znosi, kiedy nazywają go Silva, ot tak, po prostu, nie chodzi o to, że denerwuje go pospolitość nazwiska, tak samo popularnego jak Santos czy Sousa, ale dlatego, że brakuje mu Raimunda, odpowiedział więc sucho, niesprawiedliwie, raniąc tak delikatną osobę, jaką jest Mónica, Proszę powiedzieć, że jutro będzie gotowe, Powiem, panie Silva, powiem, i więcej nic nie dodała, bo słuchawkę przejęła gwałtownie i

Gdy przyjdzie pora obiadu, Raimundo Silva zrobi omlet z trzech jajek i kiełbasy, nadwyżka dietetyczna, którą jego wątroba od czasu do czasu jeszcze wytrzymuje. Talerz zupy, pomarańcza, kieliszek wina, na zakończenie kawa, więcej nie potrzebuje człowiek prowadzący siedzący tryb życia. Skrupulatnie umył naczynia, zużywając więcej wody i płynu do mycia naczyń niż to konieczne, wytarł je, włożył do kuche

W przypadku Historii oblężenia Lizbony już wie Romeo, iż nie znajdzie wystarczających powodów do zachwytu, chociaż Raimundo Silva w przytoczonej na początku, trochę przypominającej labirynt rozmowie o poprawianiu błędów i błędach w poprawkach, oznajmił autorowi, iż podobała mu się książka, i rzeczywiście nie skłamał. Czymże jednak jest podobanie, zapytamy, pomiędzy podobaniem się bardzo i niepodobaniem się w ogóle znajdują się jeszcze mniej i nie bardzo i nie wystarczy tego napisać, żebyśmy się dowiedzieli, jaką część tak i jaką część nie oraz jaką część być może zawiera to wszystko, trzeba by to oznajmić na głos, ucho wychwyci nawet najsubtelniejsze wibracje, zawsze wychwytuje, kiedy więc oszukujemy siebie samych albo pozwalamy się oszukać, to dlatego, że nie daliśmy właściwego posłuchu naszym uszom. Trzeba jednak przyznać, że dialog w tej kwestii nie oszukiwał nikogo, natychmiast rozpoznano, iż chodziło o podobanie się bez światłocieni, Raimundo Silva wypowiedział to letnie słowo, Podoba mi się, a ledwie je wypowiedział, od razu stało się zimne. Na czterystu trzydziestu siedmiu stronach nie natrafiono na żaden nowy fakt, żadną polemiczną interpretację, żaden nie wydany dokument, żadne nowe odczytanie faktów. Jedynie kolejne powtórzenie opowiedzianej już dziesięć tysięcy razy i doszczętnie wyeksploatowanej historii oblężenia, opis miejsc, mów i dzieł rzeczywistych ludzi, przybycie krzyżowców do Porto i ich morska przeprawa, aż wpłynęli na Tag, wydarzenia z dnia świętego Piotra, ultimatum dla miasta, problemy na miejscu, bitwy i ataki, kapitulacja, w końcu plądrowanie miasta, Die vero quo omnium sanctorum celebratur ad laudem et honorem nominis Christi et sanctissimae eius genitricis purificatum est templum, ponoć napisał Osbern, wkraczając w krąg nieśmiertelności nauk i sztuk dzięki oblężeniu i zdobyciu Lizbony oraz historiom, jakie dzięki temu powstały, a znaczy to łacińskie zdanie, gdy przetłumaczyć je zza pleców tego, który wie, że w dzień Wszystkich Świętych zgniły meczet przeszedł w ręce najjaśniejszego Kościoła katolickiego i teraz almuadem nie będzie już mógł zwoływać wiernych na modlitwę do Allacha, zastąpią go dzwonem albo dzwonkiem, po tym, jak zastąpili jednego Boga drugim, miejmy nadzieję, że pozwolono mu odejść, Jest ślepy, biedaczek, chyba że zaślepiony krwiożerczą furią był właśnie krzyżowiec Osbern, tylko imię jest takie samo, gdy ujrzał przed sobą starego Maura, który nie miał już nawet siły uciekać, rozciągnięty na ziemi wygrzebywał ją spod siebie rękami i nogami, jakby chciał się pod nią zapaść, ten strach jest rzeczywisty w odróżnieniu od i

Jest styczeń, wcześnie robi się ciemno. Powietrze w gabinecie jest ciężkie, duszne. Drzwi są zamknięte. Żeby uchronić się przed zimnem, redaktor ma koc na kolanach, grzejnik tuż obok biurka niemal przypala mu kostki. Poczyniono już spostrzeżenie, że dom jest stary, niekomfortowy, pochodzący ze spartańskich i mało subtelnych czasów, kiedy to wyjście na ulicę podczas bardziej przejmującego zimna było najlepszym znanym sposobem dla tych, co to mieli tylko lodowaty korytarz, w którym mogli rozgrzewać ciało marszem. Na ostatniej stronie Historii oblężenia Lizbony może odnaleźć Raimundo Silva płomie