Страница 30 из 51
Tarasy, blanki i ścieżki rontów na alkazarze zatłoczone są smagłymi i brodatymi Maurami wygrażającymi nadchodzącym, ale zachowującymi ciszę, oszczędzającymi słowa, bo może chrześcijanie wycofają się, jak to miało miejsce pięć lat wcześniej, a wtedy byłyby to przekleństwa rzucone na wiatr. Rozwarły się na oścież oba skrzydła bramy wzmocnionej gwoźdźmi i żelaznymi obręczami i wolnym krokiem wyszło z niej kilku Maurów, jeden z nich, sędziwy już, może być zarządcą, tytuł ten może odnosić się do wszystkiego, a w tym wypadku używa się go z braku pewności, co do właściwego, konkretnego i dokładnego jego tytułu, który w końcu nie został wspomniany, bo niełatwo jest utrafić w jeden z dwóch albo trzech możliwych, pomijając fakt, że na spotkanie posłów mogli wysłać na przykład jakiegoś fakih, kadi, amira albo nawet muftiego, w większości są tam urzędnicy i ludzie wojny w liczbie dokładnie takiej samej jak liczba Portugalczyków, dlatego Maurowie tak długo zwlekali z wyjściem, najpierw należało przygotować świtę. Powszechnie uważa się, że władze cywilne, wojskowe i religijne w dawnych czasach wszystkie obdarzone były donośnym głosem, słyszalnym na wielkich przestrzeniach, zwłaszcza że w przekazach historycznych, kiedy jakiś dowódca musi przemówić do wojska albo i
Powiedział arcybiskup i Rogerio zaraz w skrócie to zastenografował, na później zostawiając oratorskie upiększenia, którymi obdaruje swego odległego odbiorcę zwanego Osbernem, kimkolwiek jest i kimkolwiek był, tym niemniej już wprowadza ozdobniki własnego pomysłu, owoce pobudzonej inspiracji, Przybyliśmy tu, aby zawrzeć ugodę, rozpoczął arcybiskup i ciągnął dalej, wszak pomyślawszy, że wszyscyśmy, wy i my, dziećmi tej samej natury, wywodzącymi się z tego samego źródła, niegodną zda nam się kontynuacja tej nieprzystojnej potyczki, a zatem pragnęlibyśmy, byście zrozumieli, iż nie przybyliśmy zdobywać tego miasta albo przegnać was z niego, dzięki czemu już teraz możecie chwalić dobroć wszystkich chrześcijan, którzy nawet żądając tego, co do nich należy, nie okradają bliźniego, a jeśli będziecie utrzymywać, że w tym właśnie celu przybyliśmy, odpowiemy, iż domagamy się jedynie władzy nad tym miastem, co prawnie nam przysługuje, a skoro istnieją w was choćby mizerne ślady naturalnej sprawiedliwości, już dzisiaj, bez zbędnych żądań, z waszymi bagażami, pieniędzmi i oszczędnościami, z waszymi żonami i dziećmi, bez wahania wyruszcie do ojczyzny Maurów, skąd na naszą zgubę przybyliście, zostawiając nam co nasze, nie, pozwólcie, że skończę, dobrze widzę, że kręcicie głowami w geście zaprzeczenia, którego usta jeszcze nie wymówiły, zważcie, że wy, wywodzący się z rodu Maurów i Moabitów, podstępnie zagarnęliście z waszego i naszego królestwa królestwo Luzytanii, niszcząc aż po dziś dzień miasta, wioski i kościoły, już od trzystu pięćdziesięciu ośmiu lat niesprawiedliwie trzymacie nasze miasta i ziemie, lecz wiedząc, iż od tak dawna zajmujecie Lizbonę i że rodziliście się w niej, chcielibyśmy potraktować was z chrześcijańską dobrocią i prosimy, abyście nam wydali jedynie wasz zamek, zachowując dawną wolność, jako że nie chcemy wypędzać was z waszych domów, gwarantuję wam, iż będziecie mogli w nich żyć wedle waszych zwyczajów, chyba że postanowicie przechrzcić się i z wolnej woli zasilić Kościół Boży, jedyny i prawdziwy, ten, kto was ostrzega, jest waszym przyjacielem, miasto takie jak Lizbona u wielu wzbudza pożądanie, tak jest bogate i zdaje się tak szczęśliwe, spójrzcie na obóz, okręty, na tłum sprzysiężonych przeciwko wam, dlatego proszę was, oszczędźcie sobie pustoszenia pól i grabieży owoców, zlitujcie się nad swym bogactwem, zlitujcie się nad swoją krwią, przyjmijcie ofiarowany pokój, dopóki dobrze jesteśmy do was usposobieni, gdyż sami powi
Nie są to słowa, które przystoją pasterzowi dusz, ten chłód i suchość, jaką wyczuwamy pod delikatnością i słodyczą, w końcu wybuchają brutalnym ostrzeżeniem, jednakże zanim podążymy naprzód, pozwolimy sobie na nową uwagę na temat dość nieoczekiwanego stwierdzenia, że ludzie, którzy się tu znajdują, chrześcijanie i Maurowie, wszyscy są dziećmi jednej natury i tego samego źródła, co oznacza, jak sądzimy, że Bóg, z natury ojciec i jedyny autor źródła, z którego pochodzą wszystkie źródła, jest niekwestionowanym ojcem i stwórcą tych poróżnionych dzieci, które to, walcząc pomiędzy sobą, postępują wbrew woli wspólnego ojca i jego niepodzielnej miłości, można nawet powiedzieć i nie będzie w tym przesady, że na nieuzbrojonym ciele starego Boga będą walczyć na śmierć i życie jego dzieci. Dał tymi słowy arcybiskup Bragi jasny dowód wiedzy, że Bóg i Allach to jedno i że cofając się w czasie aż do chwili, kiedy nikt i nic nie miało swej nazwy, nie sposób byłoby znaleźć różnice pomiędzy Maurami i chrześcijanami, poza takimi, które istnieją pomiędzy człowiekiem i człowiekiem, kolor, wzrost, fizjonomia, ale czego na pewno nie pomyślał prałat ani też nie możemy tego od niego wymagać, biorąc pod uwagę zacofanie intelektualne i powszechny w tych epokach analfabetyzm oraz to, że problemy zawsze się zaczynają wtedy, kiedy na scenę wkraczają pośrednicy Boga, czy ich imię brzmi Jezus czy Mahomet, żeby nie wspomnieć już pomniejszych proroków i zwiastunów.
Należą się dzięki arcybiskupowi Bragi uzbrojonemu i wyekwipowanemu na wojnę, w kolczudze, z dwuręcznym mieczem przytroczonym do łęków siodła, w hełmie z nosalem, choćby za to, że tak głęboko wszedł w spekulacje teologiczne, może nie pozwoli mu ta broń dojść do wniosków bardziej humanitarnych, bo wtedy można byłoby zobaczyć, jak bardzo woje
Poddając się tym prawdopodobnie ryzykownym rozważaniom, straciliśmy początek odpowiedzi mauretańskiego rządcy i żal nam niepomiernie, bo według tego, co posłaniec był w stanie zrozumieć i przekazać, rozpoczął on od wyrażenia kilku wątpliwości co do prawa albo nawet zwykłej geograficznej przynależności do wzmiankowanego królestwa Luzytanii. Doprawdy żal, powtórzmy, zważywszy na to, że kontrowersyjna kwestia granic i bardziej jeszcze niż ona, kwestia tego, kim w końcu jesteśmy, czy nie potomkami i historycznymi dziedzicami sły