Страница 3 из 51
Kiedy jedynie spojrzenie tysiąc razy bardziej przenikliwe niż może nam dać natura potrafiło odróżnić na wschodzie pierwszy znak oddzielający noc od świtu, almuadem się obudził. Zawsze się budził o tej godzinie, według słońca, bez względu na to, czy było lato czy zima, i nie potrzebował żadnego urządzenia mierzącego czas, nic ponad nieskończenie mały poblask w ciemności pokoju, przeczucie światła, niemal wyczute na czole, jak słaby podmuch przesuwający się po brwiach albo pierwsza i prawie nieuchwytna pieszczota, która, z tego co wiadomo albo w co się wierzy, jest sztuką znaną wyłącznie pięknym hurysom, oczekującym na wiernych w raju Mahometa i ich nie wyjawionym do dziś sekretem. Sekretem oraz cudem, jeśli nie nieprzeniknioną tajemnicą, jest także ich zdolność odnawiania dziewictwa zaraz po tym, jak je tracą, co najwyraźniej jest najwyższym szczęściem w życiu wiecznym i co ostatecznie dowodzi, że śmierć nie kładzie kresu tym czy owym zajęciom, jest tylko granica, za którą nie ma już więcej niezasłużonego cierpienia. Almuadem nie otworzył oczu. Mógł jeszcze poleżeć przez chwilę, kiedy słońce bardzo powoli zbliżało się do ziemskiego horyzontu, tak jeszcze jednak odległe, że żaden kogut w mieście nie podniósł głowy, aby sprawdzić ruchy poranka. To prawda, że zaszczekał pies, bezowocnie, bo i
Nie tak opisał to historyk w swojej książce. Wspomniał jedynie, że muezin wspiął się na minaret i stamtąd zwołał mieszkańców na modlitwę w meczecie. Nie troszczył się o okoliczności: czy był poranek, czy południe, czy zachód słońca, bo według niego z pewnością ten bagatelny drobiazg nie ma znaczenia dla historii, chodzi o to, żeby czytelnik się dowiedział, że autor ma o tamtych czasach wiedzę wystarczającą, by wspomnieć je w sposób odpowiedzialny. I za to powi
Dobre to były czasy, kiedy aby coś dostać, musieliśmy tylko poprosić, używając odpowiednich słów, nawet w trudnych sytuacjach, kiedy pacjent nie miał już złudzeń ani nadziei na wyzdrowienie. Przykładem tego jest wspomniany król, który urodziwszy się ze skurczonymi albo, mówiąc dzisiejszym językiem, rachitycznymi nogami, został wyleczony w nieprawdopodobny sposób, bez udziału żadnego lekarza, a jeśli jakiś próbował go leczyć, czynił to bezskutecznie. A nawet, z pewnością dlatego, że był osobą predestynowaną do tronu, nie ma dowodów na to, iż trzeba było naprzykrzać się wielkim mocom, o Dziewicę i o Pana nam chodzi, a nie szósty chór aniołów, aby dokonało się zbawie
Świętej historii, jak na razie, mamy aż nadto. Dobrze byłoby się dowiedzieć, kto napisał opowiadanie o tym pięknym przebudzeniu almuadema w Lizbonie o poranku, z tak wieloma realistycznymi szczegółami, że zdaje się ono dziełem świadka lub co najmniej zręczną adaptacją jakiegoś współczesnego dokumentu, niekoniecznie odnoszącego się do Lizbony, bo, prawdę powiedziawszy, potrzebne było tylko miasto, rzeka i jasny poranek, kompozycja ponad wszystko banalna, jak wiemy. Odpowiedź jest zdumiewająca, nikt bowiem tego nie napisał, choć wydaje się, że tak, wszystko było zaledwie niejasnymi myślami w głowie redaktora, poprawiającego i ulepszającego to, co w tajemniczy sposób umknęło mu przy pierwszym i drugim czytaniu. Redaktor ma tę wybitną zdolność dzielenia uwagi, rysuje deleatur albo wstawia bezdyskusyjny przecinek, a jednocześnie, proszę o zaakceptowanie neologizmu, heteronimizuje się, potrafi podążać szlakiem wytyczonym przez obraz, porównanie, metaforę, nierzadko prosty dźwięk słowa powtórzonego po cichu prowadzi go, przez skojarzenie, do stworzenia polifonicznych konstrukcji słownych, przemieniających jego mały gabinet w przestrzeń rozmnożoną sama sobą, nawet jeśli bardzo trudno wyjaśnić, przełożyć na język potoczny, cóż takiego miałoby to znaczyć. Wydało mu się, że za mało przekazał historyk, mówiąc o muezinie i minarecie jedynie po to, by wprowadzić, jeżeli dopuszczalne są zuchwałe oceny, odrobinę lokalnego kolorytu i posmaku historycznego we wrażym obozowisku, niedokładność semantyczna, którą należy niezwłocznie poprawić, wszak obozowisko należy do oblegających, a nie do obleganych, którzy na razie wygodnie zamieszkują miasto, będące, z wyjątkiem krótkich przerw, ich własnością od roku siedemset czternastego, zgodnie z obliczeniami chrześcijan, według Maurów jest inaczej, jak wiadomo. Tę poprawkę poczynił sam redaktor, którego wiedza dotycząca kalendarza jest bardziej niż satysfakcjonująca i wie on, iż hidżra rozpoczęła się, według Sztuki Sprawdzania Dat, niezastąpionego dzieła, dnia szesnastego lipca roku sześćset dwudziestego drugiego po Chrystusie, w skrócie AD, pamięta też, że skoro chodzi o lata muzułmańskie, obliczane według księżyca, a więc krótsze niż mierzone według słońca lata chrześcijańskie, zawsze należy odjąć trzy lata na każdy wiek. Dobry byłby ten redaktor, taki skrupulatny, gdyby potrafił podciąć skrzydła owym rozmyślaniom ze skło