Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 62 из 130

– Odeślij je. – Sinoborska niewiasta, która dotychczas bezwolnie poddawała się zabiegom służby, przysiadła na skraju łoża zaścielonego lnianymi prześcieradłami i wskazała na trzy stare czerwienieckie niewolnice skulone pod ścianą. – Nie będą więcej potrzebne.

– Owszem, będą – odparła oschle Selveiin. – Nie kształcono mnie na położną, a i w rodzeniu dziatek nie bardzom doświadczona.

– Ale będziesz, prawda? – Błagalniczka spojrzała ku niej spod opuszczonych rzęs. – Urodzisz dziecko o oczach koloru Wewnętrznego Morza, w którego żyłach popłynie krew sorelek. Przepowiedziano też i

Selveiin odprawiła służki skinieniem, nie odwracając nawet głowy, i bez słowa nalała świeżo zaparzonego krwawie

– Nie – odpowiedziała cicho Sinoborzanka. – To nie to co myślisz, księżniczko. Co ranek pomorccy kapłani odprawiają w cytadeli błogosławieństwo nad pokarmem. Jeśli nie chcę, aby Zird Zekrun dostrzegł mnie tej nocy, nie mogę dotknąć ani źdźbła poświęconego mu jadła. Poza tym – uśmiechnęła się, tłumiąc grymas bólu – moja bogini mogłaby mieć za złe. Czy zechcesz to wziąć, księżniczko? – Odwiązała przytroczoną na plecach sakwę z grubego sukna. – A także to. – Sięgnęła pod poły płaszcza i wcisnęła jej w dłoń drobny, połyskliwy przedmiot.

Selveiin odruchowo zacisnęła palce i zaraz wydała okrzyk bólu, kiedy ostrze przecięło jej skórę.

– Danina dla bogini – wyszeptała brzemie

Księżniczka z niedowierzaniem patrzyła na wąską strużkę krwi wijącą się wokół jej nadgarstka. Srebrzyste wrzeciono Kei Kaella ze stukotem potoczyło się po chropowatych deskach i zatrzymało u jej stóp. Nie śmiała go podnieść. Nazbyt dobrze zapadły jej w pamięć uczta Hurk Hrovke i Jabłko Niezgody, ukryte teraz głęboko w kufrze przykutym żelaznymi pierścieniami do ścian w podziemiach wieży uścieskich alchemiczek.

– Nie widziałam okrętu – odezwała się. – Nie widziałam sinoborskich okrętów w porcie Uścieży i nie wiem, jakim sposobem wykradłaś wrzeciono ze świątyni Kei Kaella…

– Wykradłaś? – Sinoborzanka zaśmiała się cicho. – Znaku bogini nie można wykraść, księżniczko. Jest śmiercią dla każdego, kto po nie sięgnie bez pozwolenia najwyższej kapłanki Kei Kaella. Ale ty masz moją zgodę, księżniczko, jakąkolwiek karę naznaczy mi bogini.

Księżniczka przycisnęła do ust zakrwawioną dłoń. Na chwilę zabrakło jej słów.

– Dość o tym – ucięła położnica. – Są takie łodzie, których nie dostrzeże ludzkie oko, mnie zaś prowadził Mel Mianet od Fali. Nie mogłaś mnie widzieć. Teraz otwórz sakwę, księżniczko, bo musimy jeszcze mówić, a mój czas jest bliski.

Selveiin drżącymi palcami rozsupłała potrójny węzeł, nagle bardzo dobrze rozumiejąc, co znajdzie w środku. Nie omyliła się. Na dnie troskliwie owinięte szarą przędzą spoczywały znaki bogów: Fletnia Wichrów, żebracza miska Cion Cerena i woje

– Jakim sposobem? – spytała bardzo cicho. – Jak tego dokonałyście?

– Naprawdę chcesz wiedzieć? – Kapłanka zacisnęła palce na poręczach łóżka. – Chcesz wiedzieć o każdej złamanej przysiędze, o każdym mordzie i przeniewierstwie, które stoją za tymi znakami? Jak córce skalmierskiego doży obiecano śmierć Iskry w zamian za Fletnię Wichrów? O wszystkich wołwach, które wolały rozbić głowę o kamienie, niż służyć zamysłom Lelki? – Jej głos załamał się nieoczekiwanie, po policzkach płynęły łzy.

Strząsnęła je czubkami palców. Z gniewem.

– A może wolisz posłuchać, jak ra

– Po co mi to przyniosłaś? – Selveiin przełknęła ślinę.

– Bo moce rzeźbią własne koryta w powierzchni krain. – Skurcz znów targnął ciałem kapłanki i jej zaciśnięte palce zbielały z wysiłku. – A to jest najdziksza magia. Niespętana moc bogów przemieniona w metal. I ktoś, ktoś lub coś, popycha je ku tobie, księżniczko. Nie jest przypadkiem, że fale Wewnętrznego Morza przyniosły ci obręcz Fei Flisyon i nie bez powodu Hurk Hrovke objawiła się pośrodku biesiady z Jabłkiem Niezgody. Rychło bzy przekwitną i nie będziesz mogła dłużej zwlekać.

„Powrócę, nim bzy skończą kwitnąć”, z przerażeniem przypomniała sobie pożegnalną obietnicę Wężymorda.

– Skąd wiesz? – wybuchnęła. – Skąd możesz wiedzieć podobne rzeczy?

– Księżniczko. – Sinoborzanka przymknęła na moment powieki. – Ja nie jestem wioskową wołwą, która wypatruje przyszłości w trzewiach czarnego kozła i poda ci w glinianej czaszy napar z lubystki na złamane serce. Jestem najwyższą kapłanką Kei Kaella i słuchałam skowytów wiedźm w najgłębszych komnatach treglańskiej świątyni. Wiem, że Zird Zekrun szuka ścieżek prowadzących poza tamto ciemne jałowe pole, na którym A

– Jesteś szalona, kapłanko – Selveiin zaśmiała się krótkim gorzkim śmiechem – sądząc, że którekolwiek z nas miało w tym wybór.

– Szalona? – Zwinęła się z bólu i dobra chwila minęła, nim na nowo zdołała przemówić. – Wiem, kim była Thornveiin, księżniczko. Ale moja miłość także okazała się jak gorzkie ziele i nie mam dla ciebie ani słowa pociechy.

Zaciśnięte wokół kruchej czarki palce Selveiin zadrżały. Kilka kropel wywaru z krwawie

– Thornveiin była obłąkana z woli Fei Flisyon – ciągnęła kapłanka. – Lecz wewnątrz część jej umysłu pozostała na tyle rozumna, by pojmować, że powoli ogarnia ją szaleństwo. To trwało długie lata, księżniczko, bo przekleństwa rzucane przez bogów na tych, którzy sprzeciwiają się ich woli, nie są lekkie. I nie sądzę, by którejś z nas ofiarowano więcej miłosierdzia.

Selveiin odwróciła się od niej bez słowa. Tuż przy oknie, wąskim i przesłoniętym jedynie ciężką oponą, która falowała na wietrze, przeciągle krzyknął morski ptak. Morze coraz mocniej uderzało o skały i szum fal zdawał się ze wszystkich stron omiatać komnatę.

Tak właśnie będzie na końcu, pomyślała. Będę tkwiła na brzegu Wewnętrznego Morza, nieruchoma, zamknięta w kamieniu, słysząc jedynie śpiew morza i krzyki mew. Będę opłakiwać zmarłych, lecz mój lament stłumi szary granit, który co świt pokrywa się świeżą rosą. Nikt go nie usłyszy.

Wzdrygnęła się.

– Nie uczyniłam nic przeciwko bogom, kapłanko. Nawet przeciwko Zird Zekrunowi, jeśli o to pytasz.

– To prawda. Ale przez jedną krótką chwilę szłaś przez Krainy Wewnętrznego Morza z Sharkah, Sierpem Bogini, i fala przepowiedni zagarnęła cię jak swoją. Bóg, który przewiódł mnie suchą stopą przez całą otchłań oceanu, kazał, bym spytała cię o wizerunek A

Selveiin zamrugała, jakby ostry okruch utkwił jej pod powieką. Pamiętała szkic nakreślony ostrą kreską na karcie jednej z ksiąg Thornveiin. W zimowe niebo wpisano postać zabójczyni bogów z sierpem i pękami gwiazd na głowie, na czubkach palców i smudze włosów.

Jak Szarka w wieży Nur Nemruta, pomyślała przelotnie księżniczka, z zakrzywionym mieczem nad głową i odłamkami zwierciadeł, które rozpryskiwały się światłem za jej plecami.

A później kolejno zaczęły się jej przypominać alchemiczne symbole wpisane szybkimi, nerwowymi ruchami w obrysy konstelacji. Jedenaście znaków dla jedenastu bogów zaklętych w metalu. Symbole rozpalały się w jej pamięci jak ogniste smugi. Jedenaście kolejnych transmutacji i biała kobieta na niebie, której imię brzmi A

Jak mogłam być równie ślepa? – zdziwiła się tępo. Jeżeli zwrócisz przeciwko bogu jego własną moc, przypomniała sobie słowa Wężymorda, musi ugiąć się lub umrzeć. Nie ma i

– Jedenaście znaków – powtórzyła szeptem. – Jedenaście, ni mniej, ni więcej.

I ich imiona zapisane ręką Thornveiin w kształtach konstelacji, dodała w myślach. Harfa Org Ondrelssena od Lodów o strunach jasnych od gwiazd. Miecz Bad Bidmone, który nosi na plecach mój brat, z Gwiazdą Zara

– Czyżbyś wreszcie zaczynała rozumieć, księżniczko? – Twarz kapłanki była blada jak chusta, a po policzkach znów płynęły łzy.

Księżniczka ocknęła się.

– Czy już nie czas…?

– Ono i tak się urodzi. – Głos Sinoborzanki drżał od tłumionego cierpienia. – Bogowie potrafią zadbać o swoje długi, a to dziecko ofiarowano Mel Mianetowi od Fali za jeden ze znaków, których będziesz potrzebowała. Zatrzymał je tylko w mym łonie, dopóki nie dokończę dzieła.