Страница 55 из 70
= Tak. Część nanobotów zorganizowała się w infowo-dach Kła w struktury niezależne od Plateau: musimy się zabezpieczyć na wypadek kolejnego odcięcia przez Wojny.
= Czym dysponujemy?
= Silnikami manewrowymi, stahs. Generator kraftowy i zapas egzotycznej materii Defbrmant wyżarłu i połknęłu w całości.
= Pieprzonu szabrownik. To stąd ta przestrzeń.
Uniósł /głowę i //głowę. Wnętrze Kła było teraz znacznie większe niż jego kabina kontrolna – od szczytu stożka, skąd biło światło, dzieliło stojącego na dnie Adama co najmniej czterdzieści metrów. Światło było przyćmione, przesłonięte przez pajęczyny pnączy i i
Czerwień na niebie podzieliła się na dwie części, z których mniejsza posiadała kształt właśnie stożka i nie była już otoczona ani skrawkiem żółci; większa natomiast rozpełzła się od horyzontu do horyzontu, rzeki i strumienie karminu płynęłu tu przez obłoki bladej sepii – Defbrmant byłu ogromnu, Adam pamiętał te tysiące kilometrów szeście
= Będzie śrigału?
= Nie ma jak = zapewniłu Stern. = Teraz walczy o życie.
Zalew nieboskłonu przez czerwień został jednak powstrzymany; zdało się nawet, iż żółć powoli odzyskuje utracone przestrzenie.
Wtem z hałdy Franciszkowych zwłok wybuchł przeraźliwy wrzask, niemal spod samych stóp Zamoyskiego. Odskoczył. Ukazały się ręka i twarz, całe w błękitnym błocie, i bynajmniej nie od razu Adam pojął, że nie może być to przecież nikt i
Kiedy ją Adam złapał za nadgarstek i kołnierz koszuli, najpierw próbowała mu się wyrwać, zapewne go nie poznając, a może nawet nie widząc: oczy miała puste, wzrok nieskupiony.
W końcu przynajmniej przestała Zamoyskiemu przeszkadzać i wyciągnął ją na powierzchnię.
Samego Adama zmęczyło to jednak nadspodziewanie. Padł na wznak, dysząc ciężko, pył wirował nad nim wysokimi spiralami.
Angelika wciąż wydawała dziwne odgłosy, krzyk przeszedł w charkotliwe rzężenie, potem w chrapliwy, nieryt-miczny oddech, przerywany przez głośne pociągnięcia nosem, błękitny malunek twarzy rozmył się jej w ukośne pasy – i w nagłym ataku zażenowania Adam pojął, iż ona płacze.
Spojrzał na Angelikę siedzącą obok na pniu brzozy.
= Wiedziałam, że wszystko będzie dobrze = powiedziała, ściskając go za rękę. = Za dużo o tobie ze Studni, żebyś miał tak marnie skończyć! = śmiała się serdecznie.
Obrócił się na bok, objął szlochającą dziewczynę ramieniem oplatanym rośli
Nie wiedział, co jej rzec, nie mówił więc nic. Czekał, aż uspokoi się jej oddech. Stopniowo ogniskowała na nim spojrzenie.
Wyciągnął rękę, by zetrzeć kolorowy osad z jej oblicza. Na to uśmiechnęła się niepewnie. Oddał uśmiech.
= Dobrze jest = rzekł, wstając z pnia i wyciągając ramiona ponad głowę. = Jak z tlenem?
= Nie będzie problemu = odparłu Stern. = Starczy. Poza tym teraz już możemy stworzyć własne ogniwa odświeżające.
= A ten pył?
= Wytrącamy pozostałości nanopola Deformantu.
Angelika otarła z oczu łzy. Otworzył usta, by przekazać jej dobre nowiny (nic przecież nie wiedziała, ani o jego połączeniu z Plateau, ani o wojnie z Suzerenem i pokoju z Deformantami, ani nawet o zdradzie Franciszku) – ale przycisnęła palce do jego warg, zanim wyrzekł słowo. Jeszcze mrugała, pył drażnił i tak podrażnione oczy. Masa tłuszczowa oblepiała jej długie czarne włosy.
Ciążenie wciąż rosło, przyspieszali, oddalając się od kra-ftoidu; chyba przekroczyło już 1 g – /Zamoyski nie miał sił ani ochoty, by się podnieść. Leżeli w bezruchu, konden-sowane do płatów szarego brudu nanoboty Franciszku osiadały na nich cienką warstwą ciepłego śniegu. Cisza panowała we wnętrzu Kła, na polanie jeszcze większa, bo z pieczęcią nocy.
Angelika przyglądała mu się teraz z odległości kilkunastu centymetrów. Wielkim wysiłkiem woli powstrzymywał się od przewrócenia się na wznak, ucieczki wzrokiem, opuszczenia powiek. Zdaje się, że czytała w jego oczach tę niepewność, ten wstyd, bo uniosła pytająco brew. Była to dokładna kopia jej miny z biblioteki Farstone, sprzed paru godzin.
Pomyślał: pocałuję ją. Oczywiście znowu nie było to spontaniczne, więc poczuł całą banalność sytuacji, zanim jeszcze wykonał pierwszy ruch – niemniej wykonał go, sięgając lewą dłonią jej karku i zbliżając swoją twarz do jej twarzy.
Powstrzymała go, zaciskając palce na bicepsie, odsuwając lekko.
– Panie Zamoyski – szepnęła, wydymając wargi – wszak obowiązują pewne formy!
Zaśmiał się cicho.
– Jakże to, pocałować nawet nie można w tej waszej Cywilizacji? Cóż to znowu za wiktorianizm?
– Ach, wiktorianizm! – Uśmiechała się szerzej.
– Formy, formy – mamrotał, pozorując rozeźlenie. – Teraz będzie tu egzekwować jakieś durne etykiety, sapoir-vivre mechaniczny! Sami w zdewastowanym Kle, najbliżej nas – Deformant, bydlę stukilometrowe, nawet nie wiadomo, od którego gatunku pochodzące, ludzi czy nie ludzi, a poza num jeno lata świetlne próżni, i to absolutnej, bo po tym kollapsie galaktyki tylko kolekcja czarnych dziur i chmury wolnego gazu tu pozostały, możliwie więc, że jesteśmy jedynymi ludźmi w całym otwartym kosmosie, poza Portami – a ty mi tu o formach mówisz, całusa bronisz! Paranoja!
– Ale to nie ma znaczenia, czy jesteśmy ostatnimi ludźmi, czy nie.
– Doprawdy? „Społeczeństwo dwojga" – to coś nowego! Przesunęła kciukiem po jego wargach.
– Wiktorianizm, powiadasz… Wiktoriański kochanek drżał z podniecenia na widok łydki narzeczonej. A w kulturach przyzwalających na wszystko nic nie ekscytuje nawet w całkowitym obnażeniu, nie ma wstydu i nie ma uniesienia; ciało to narzędzie, ciało to przedmiot. Mój pustak, twój pustak. Nie ma tajemnicy między nagimi frenami. Im więcej możesz, tym mniej pragniesz. Im łatwiejsze spełnienie, tym uboższe satysfakcje.
– Największą rozpustą byłoby zatem zamknąć się w ascetycznej celi na pół wieku, po czym powąchać chusteczkę kochanki. Ha!
Obrócił się na miękkim posłaniu z parujących i jeszcze ciepłych zwłok Franciszku; obracając się, pociągnął Angeli-kę ze sobą. Chciała się wyrwać, nie puścił. Szarpnęła go za skołtunioną brodę. Zrobił groźną minę.
– Grrr. To ja jestem prymitywny małpolud, fetyszysta ciała. A wy już duchy wolne. Odkąd przejrzałem tu na oczy, bez przerwy słyszę: „ciało to tylko manifestacja", „ciało to nie ty", „to tylko pustak" i temu podobne.
Co powiedziawszy, przypomniał sobie spotkanie ze Sło-wińskum, jenu manifestację, i pomyślał: może oni rzeczywiście starają się tu na siłę tworzyć tabu, aby w tych czasach wszechmożliwości zachować możliwość odczuwania – odczuwania tego, co ja teraz odczuwam. Jest to jakaś definicja człowieczeństwa, nie najgorsza chyba.
– Bo to prawda – szepnęła Angelika, kładąc głowę na piersi Zamoyskiego. – Ciało to organiczne ubranie. Ciało to nie ty. Oczywiście, możesz gustować w określonym kroju, stylu, estetyce danego projektanta, możesz przywiązać się do konkretnego egzemplarza i się z nim do pewnego stopnia identyfikować – ale nie tracisz tożsamości zgubiwszy buty, prawda?
– To zdecyduj się: jest ciało tylko przedmiotem, czy nie jest? – Odgarnął jej włosy z twarzy, szorstka dłoń zamknęła się na szyi dziewczyny, czuł pod kciukiem rytm jej tętna, przepływ krwi w tętnicy.
– Nie rozumiesz? Technologia narzuca nam prawa, ale my z kolei narzucamy prawa technologii. – Dmuchnęła mu w oczy.
Zamrugał.
– I
– Cała kultura opiera się na udawaniu. Że jesteśmy kulturalni.
= Kiedy przejmą ich nasze oktagony kubiczne? = spytała Angelika phoebe'u Sternu.
= Nadal nic pewnego. W obliczeniach położenia Kła możemy się opierać jedynie na pamięci obrazu gwiazdozbiorów, jaką udostępnił nam stahs Zamoyski, ale to daje bardzo duży obszar. A już co do momentu przybycia Portów Uniwersalnych konkurencji – zupełny brak danych.
= Nie pokładaj wielkiego zaufania w Studniach = rzekł Angelice Zamoyski, podszedłszy do koni. Pogładził swego wierzchowca po karku. Rumak pochylił łeb i jaj obwąchiwać Adama, zapewne zaintrygowany jego bezwo
Wstała, sięgnęła do juków, znalazła cukier. Zwierzęta zaczęły wyjadać go z jej dłoni. Ich naturalna zachła
= Nie bądź takim pesymistą. Jak dotąd, radzisz sobie
rewelacyjnie.
= Powiedział kosmonauta spadający w czarną dziurę, i rzeczywiście, kolejne sto tysięcy lat wytrwał bez mrugnięcia okiem.
= Czarnymi dziurami to wysyłamy sobie listy. No, już, uśmiechnij się.
W istocie uśmiechał się – primusem. Secundus manifestował powagę i zatroskanie.
= Rozumując na zimno, nie mam wielkich szans na przeżycie. Nie rób takich min. Serio mówię. Pomijam już całą tę aferę z Deformantum i licytację – ale Suzeren z pewnością prędzej czy później mnie dopadnie. Możecie uważać, że jesteście z nim w stanie wojny, lecz na razie podjął działania jedynie przeciwko Judasowi, mnie i Moetle'o-wi, a już tylko mnie składał osobiste przyrzeczenia śmierci. Jak się bronić przed wrogiem, który w każdej chwili może Spłynąć na Pola infu i skonfigurować tu przeciwko mnie dywizjon czołgów, tornado, Godzillę?
= Fakt = skrzywiła się ironicznie. = Częste zapisy fre-nu są w tej sytuacji wysoce wskazane.
= Ba, ale to jeszcze gorzej, w bezpośrednich Spływach na Pola moich archiwizacji może mnie bowiem zmanipulować jak chce i nigdy się o tym nie dowiem, żadne zabezpieczenia mnie nie ochronią, żadna kryptografia, do której kluczy posiada przecież tak samo łatwy dostęp, żadne
ukryte kopie. Istnieje jakiś stuprocentowo pewny sposób, phoebe?
– Nie.
= Sama widzisz. Lepiej trzymać się ciała. Ale ciału zagrażają właśnie płonące Masajki i i