Страница 45 из 70
Głupi! Znajdujesz się w jenu wnętrzu, onu czyta twoje nastroje, pragnienia, instynkty, myśli nieomal – z napięcia mięśni, drżenia strun głosowych, temperatury naskórka, rytmu oddechu, łopotu serca, szumu krwi w żyłach i tkankach. Skąd niby wiedziału wówczas, że szukasz urynału? Nic wu nie umknie. Pozostajecie całkowicie w jenu władzy. Nie jesteś w stanie przekazać Angelice ni słowa tak, by onu o nim nie wiedziału.
Czemu w ogóle miał służyć cen tu powrót z Plateau? Idioto! Co, może rzucisz Franciszku w twarz, że jest podstępnym porywaczem, kłamcą, handlarzem żywym towarem?
Tu budzi się w Zamoyskim szyderczy zgryźliwiec: A cze-mużby nie? Wyzwę nu na pojedynek!
Chociaż, Bogiem a prawdą, Deformant właściwie nie rzekłu ni słowa fałszu. Nie mówiłu przecie, skąd się tu wzięłu przed przejściem Wojen, dokąd i po co leciału. Być może Franciszek łgału na temat odcięcia od swoich Plateau – ale tego również nie może Adam być pewien. Cholera wie, czy podobny kidnaping i licytacje ofiar nie mieszczą się przypadkiem we współczesnych obyczajach, czy i tu nie obowiązują jakieś konwencje… Wszystko jest możliwe.
Powtarzaj to sobie często i z wiarą. Wszystko jest możliwe, wszystko jest możliwe.
Zamoyski rozcierał kark. Tak, to było głupie. Gniew nie powinien był mieć do mnie przystępu. Za mały jestem, by na kogokolwiek i o cokolwiek się tu gniewać.
Jak teraz wrócić? Tam, w Farstone, czekają na mnie. A Franciszek patrzy; Franciszek słucha; Franciszek pełza mi po skórze i wnika do gardła, do żył.
Deformant z pewnością wie, że Wojny już nie blokują Plateau – ale czy wie, iż ja posiadam bezpośredni dostęp do Plateau HS?
Na wszelki wypadek Zamoyski ziewnął i przeciągnął się. Odruchowo podciągnął kolana do pozycji półembrio-nalnej. Coś kolnęło go w udo. Wsunął rękę do kieszeni brudnych, pokrwawionych spodni. Muszla!
Powstrzymał odruch zaciśnięcia dłoni na fantomie OVR. Miast tego opuścił powieki i uspokoił oddech.
Muszła: zatem program nadal działa. Nie odciął się przecież Adam od Plateau, jedynie przeadresował. To znaczy: wycofał się z manifestacji. Oes wciąż pracuje na jego Polach.
Powoli przesuwając palce po wewnętrznej, gładkiej powierzchni konchy Zamoyski zakreślił w kieszeni prymitywny zarys sylwetki smoka. Czyż nie smoka widział w herbie McPhersonów, wówczas, na klatce schodowej zamku Farstone? Plateau'owe programy zarządzające powi
Ciążenie. Światło – miał otwarte oczy, chociaż nie unosił powiek. Biały feniks przelatywał ponad jego głową. Pachniało gorącą wiosną.
Wstał spod platanu, otrzepał spodnie.
Cesarz podniósł się znad kałuży gwiazd.
– Jakie są te warunki, stahs?
– Za chwilę. – Wyciągnął do mandaryna rękę z muszlą. – Jak mogę tym sterować, żeby na polecenia nie reagowało ciało, to znaczy – manifestacja biologiczna?
– Resetując sieć konekcyjną na korze mózgowej. Otworzą się nowe połączenia z aksonami i neuroglejem, podług wybranego schematu. To może być cokolwiek.
– Co na przykład? Mandaryn wzruszył ramionami.
– Druga para rąk. Niematerialne usta. Ogon. Pełny dubel receptorium. Cokolwiek. Menadżer oesu ci opisze, stahs.
– Nie za bardzo mam czas. Chciałbym zostawić menadżera otworzonego w OVR i pytać bez odbić w ciele i manifestacjach – ale nie będę się teraz bawił w ręczne dostrajanie. Jaki jest najpopularniejszy wybór?
– Tej wersji? Anima.
– Odpal mi.
– Udzielasz mi, stahs, pozwolenia na bezpośrednią al-terację zawartości twoich Pól.
– Tylko dla wypełnienia tego polecenia. -Tak.
Cesarz podszedł bliżej do Adama.
– Proszę usiąść.
Zamoyski z powrotem usiadł pod platanem.
– To nie będzie już potrzebne – rzeki mandaryn i zabrał Adamowi muszlę.
Cisnął ją do sadzawki, w której płonęła Mleczna Droga. Przez bliższe ramię galaktyki przeszła krótka fala. (Kraft artystyczny, uśmiechnął się w duchu Adam).
Manifestacja Cesarza zagarnęła szaty, zawinęła je sobie wokół kolan i uklękła naprzeciwko Zamoyskiego, nad brzegiem rozgwieżdżonej czerni.
– Czujesz, stahs? – zapytała, przyglądając mu się badawczo.
– Co? -To.
Adam przechylił głowę, przygryzł wąsa.
– Nie-
Ale już wiedział, że mówi nieprawdę.
Mandaryn dostrzegł jego zmieszanie.
– Oddech. Proszę oddychać. Oddech, oddech, oddech. Oddychał. Mój Boże, ODDYCHAŁ! Miał płuca, ale miał
także PŁUCA. Czuł powietrze i CZUŁ powietrze. Drapało go po podniebieniu i w tchawicy – tej i TAMTEJ. Jeśli wówczas, w ruinach Pałacu Pamięci, była to schizofrenia umysłu – teraz doświadczał schizofrenii ciała. Rozszczepiał się.
– Głęboko.
Głęboko, głęboko, do samego rdzenia kręgosłupa, do jądra każdej komórki nerwowej.
Ostre cięcie wzdłuż dendrytów: szpłacht! – i oto jest dwóch Zamoyskich: /Zamoyski i //Zamoyski, a obaj tu siedzą i wytrzeszczają oczy w pustą przestrzeń nad Eschero-wym Domem Cesarza.
– Skup się teraz wyłącznie na swej animie, stahs. //Zamoyski wstał, wyprostował się. Spojrzał z góry na
klęczącego mandaryna. Obrócił się i spojrzał na siebie – na /Zamoyskiego – na pierwszą manifestację, która nie wstała, nie wyprostowała się, nie obróciła. Spoglądała spod plątana szeroko otwartymi oczyma.
Zakręciło mu się w głowie. Uciekł //wzrokiem od swego primusa. Nawet jednak gdy //patrzył w tym samym kierunku, co on – na mandaryna – //patrzył przecież z i
Struktura umysłu nie zmienia się równie szybko co struktura konekcyjnego nanoware'u. Nie można wpompować dwóch litrów wrażeń zmysłowych do jednolitr owego frenu; naczynie pęknie.
Zmuszony był zacisnąć powieki, obie ich pary. Zdublo-wane perceptorium dotykowe nie dało się jednak tak łatwo sprofilować i Zamoyski – nie żadna z jego manifestacji, ale: Zamoyski – poczuł, że za moment strzeli mu w mózgu bezpiecznik odpowiedzialny za limit transferu bodźców; że coś się tam przepali, płomień przeskoczy z neuronu na neuron, aż ogień szaleństwa pochłonie wszystko.
– Jak to zamknąć?!
Krzyknął //Zamoyskim, Cesarz jednak go usłyszał. Mandaryn uniósł głowę, pochwycił paniczne spojrzenie // Zamoyskiego.
– Istota podobnego software'u rozszerzającego polega nie na przesunięciu perceptorium i stworzeniu pozaciele-snej manifestacji, bo to odbywa się zawsze, gdy korzystasz z Plateau – rzekł spokojnie Azjata – lecz na zarządzaniu równoległym. Ludzie bowiem nie żyją w trybie multitaskingu; ludzie całe życie zamieszkują tylko jedną manifestację naraz: swego biologicznego pustaka. – Mandaryn uderzył przed //Zamoyskim czołem o ziemię. – Nie jesteś już stahsem Czwartej Tradycji.
– Co ty mówisz…?
– Przesunąłeś się wzwyż po Krzywej Progresu, stahs. //Zamoyski zamachał rękoma; wraz z energią uwalniał
obłęd. {Szaleństwo jak swędzenie całego ciała: powierzchni skóry i wnętrza organów; obu ciał).
Ponownie obejrzał się na /Zamoyskiego, nadal klęczącego nieruchomo naprzeciwko mandaryna.
Wprogramowany we fren instynkt spełnił rolę instrukcji obsługi. Adam przyskoczył do swej prymarnej i wepchnął palce w jej oczodoły, w uszy, w nozdrza, w usta, do wnętrza głowy…
Z ulgi aż odetchnął. Znowu bodźce płynęły pojedynczym strumieniem. Wygładzała się powierzchnia myśli
i gasł paniczny gniew, pierwsza reakcja Zamoyskiego na każde zagrożenie: wściekłość napędzana strachem.
Dostrzegł dyskrerny uśmiech na twarzy mandaryna. (Ale skoro w ogóle dostrzegł – nie był on dyskretny).
– To, co właśnie zrobiłeś, stahs – rzekł Cesarz, odpowiadając na nie zadane pytanie – to po prostu przełączenie się z jednej manifestacji na drugą. Doradzałbym powrót do manifestacji prymarnej, zwłaszcza że o miejsce twojego pobytu pytają właśnie Gnosis i Oficjum.
– Powiedz im, że zjawię się za pięć minut. K-czasu, oczywiście.
– Oni najpierw spytali ciebie, nie mnie. Zgłosili się na twoje Pola, stahs. Usłyszałbyś ich pytania uszami swej animy – zobaczył jej oczyma, doświadczył jej perceptorium. Pytania, informacje, światy, życia. Tak, jak ustawisz filtry.
– No dobra. To w jaki sposób mam im odpowiedzieć?
– Więc na to chcesz poświęcić te pięć minut, stahs?
Jakiś feniks pikował właśnie ku fonta
Ku czemu obrócić uwagę? Wskazówka busoli strachu wiruje szaleńczo.
Przełknął symulowaną ślinę przez symulowane gardło. Franciszek. Suzeren. Łowcy głów. Oktagony3 . Co jeszcze?
– Nie. Masz rację. Teraz tylko trzy rzeczy. – Zamoyski uniósł //dłoń i wyliczył na //palcach. – Menadżer oesu. Zarządzanie transferem. Gwiazda. Wykonaj.
Cesarz wykonał.
Prymarna manifestacja stahsa Adama Zamoyskiego przyjęła stahsa Moetle'a i phoebe'u Patricku Gheorgu McPhersonów oraz osca Cressu i phoebe'u Scernu w komnatach w Domu Cesarskim.
Zamoyski wynajął je na Tpentyn, płacąc ponownie powierzchnią swych Pól. Jak należało się spodziewać, Słowiński przydzieliłu byłu mu obszar absurdalnie rozległy, rozmieszczając Pola transferowe Adama w maksymalnym rozproszeniu, by mieć na owego meta-fizycznego byka jak największą płachtę. (Chciału przecie sprzedać Zamoyskie-mu całe Plateau!) Teraz zatem Zamoyski spieniężał wadium teoretyka.
Nie była to wszakże żadna fortuna. Nie mógł tak ciąć swych Pól bez końca, wreszcie zrobi mu się na nich za ciasno.
= Druga manifestacja oznacza podwójny transfer i podwójny bufor = szeptał menadżer oesu w uszy //Zamoyskiego = i im częściej, im intensywniej korzystać będziesz z Plateau, tym więcej Pól będziesz potrzebował.