Страница 13 из 29
– Raczej pełną Biblii, drogi księżulu – skorygował profesor. – Biblii tak bardzo bliskiej „Kapitałowi" i teoriom komunizmu, a zarazem jak dalekiej, jak im wrogiej. Wrzuć człowieka do kałuży i głoś mu, by poprzestał na tym miejscu gdzie umieściła go Opatrzność -a udowodnisz, że jesteś wyznawcą porządku biblijnego, nie zaś walki klas. Summa summarum – gdy spojrzymy…
– Nie chce być złośliwy, panie profesorze, zresztą nie umiałbym być równie złośliwy co pan
– wtrącił Hanusz – jednak pragnę spytać: kogo pan bardziej lekceważy, Boga czy Marksa?
– Więc zauważył pan, doktorku, jak są podobni? Te imponujące brody, niby srebrne cokoły fizjonomii proroków!… Odpowiem panu – Boga nie lekceważę, chociaż mam wobec Niego stosunek i
– Gadaj pan zdrów, profesorze, nie zrazisz wierzących! – obruszył się Kortoń. – Nie po to chodzimy klękać u stóp krucyfiksów.
– A po co?! – zdziwił się Sedlak. – Po uzyskanie odpuszczenia za zabójstwo prezydenta Narutowicza, panowie endecy?
Kortoń zerwał się, mając kułaki ściśnięte i mord we wzroku, lecz tym razem nie Krzyżanowski czy Godlewski, lecz sam hrabia przerwał scysję, mówiąc grzmiącym głosem feudała:
– Dosyć, panowie! Dosyć tych awantur, nie chcę tu już widzieć żadnych bijatyk! Również bijatyk partyjnych na słowa, bo zebraliśmy się w zupełnie i
– Mamy też obowiązek patriotyczny! Powtarzam: panowie Trygier i Ostrowski muszą być wykupieni dla… dla racji wyższych, ogólnonarodowych, nie waham się rzec: w imię racji stanu. Myślę, że wszyscy tu obecni, może za wyjątkiem pana poczmistrza, dobrze to rozumieją…
– Nie wszyscy, panie Mertel – rzekł Malewicz.
– Ja również nie – dodał Hanusz.
– A jeśli idzie o propozycje – kontynuował radca – to sądzę, że wśród wykupionych wi
– Popieram te kandydatury, proszę panów -ogłosił Sedlak. – Kuźmicz koniecznie!
– Tak więc… – chciał finalizować dysputę Krzyżanowski.
– I koniecznie pan sędzia Iwicki! – zawołał aptekarz.
Mertla ogarnęła pasja:
– No to pięknie! Już mamy czterech: Kuźmicza, Wencla, Stasinkę, Iwickiego, czyli bez Trygiera i Ostrowskiego! Do ciężkiej cholery – dla tych dwóch miejsce musi być! Ludzie, czy wy nie rozumiecie, że…
– Panowie, tak można się kłócić przez kilka dób! – wyhamował Mertla redaktor Kłos. -Rozstrzygnijmy głosowaniem, niech zadecyduje większość zebranych.
– Racja! – krzyknął naczelnik urzędu pocztowego.
– Owszem, to bardzo słuszna propozycja – przyłączył się jubiler.
– Też tak uważam – zgodził się policjant.
– A dlaczego większość? – spytał dyrektor sali kinowej.
Mertel powtórzył pytanie, jakby był echem Kortonia:
– Właśnie, czemu większość, proszę panów?
– Dlatego, że większość to więcej niż mniejszość – wyjaśnił mu Bartnicki.
– Tylko z matematycznego punktu widzenia.
– Również z demokratycznego – poprawił Kłos. – Na większości zasadza się każda demokracja.
– A ochlokracja to nie? – spytał profesor, uśmiechając się kpiarsko.
– Mówię o prawdziwej demokracji!
– Tak? I co pan uważa za prawdziwą demokrację?
– Wolny wybór, profesorze, wolny wybór.
– Czyli jaki?
– Taki, który jest nieprzymuszoną demonstracją wielu ludzi myślących identycznie. A więc głosujących tak samo.
Stańczak pokiwał głową ze zrozumieniem:
– Jasne! Jeżeli duża liczba wierzących w to samo stanowi argument, wtedy łatwo dojść do wniosku; żryjmy gówna, przecież miliony much nie mogą się mylić!
– Pan znowu żartuje, panie profesorze! – westchnął Kłos. – Ma pan coś serio przeciwko demokracji?
– Niewiele, kochany redaktorka Tylko to, że w demokracji głosy ludzi wykształconych, ludzi rozsądnych i ludzi uczciwych liczą się tak samo jak głosy analfabetów, łotrów i prostytutek. A ponieważ w każdym państwie jest więcej głupków, szubrawców i kobiet źle się prowadzących niż ludzi rozumnych i prawych – to trzeba przyznać, że demokracja nie jest bezbłędna jeśli patrzeć na nią od strony wyborczych urn.
Duży ście
– Panie profesorze, pańskie spekulacje, sofizmaty i bon-moty są zachwycające, tylko myślę, że w naszej sytuacji są one stratą czasu. Brak czasu na takie popisy, gdy chodzi o ludzkie życie! Jestem za propozycją pana redaktora, niech decyduje większość.
– Racja, panowie, racja! – ożywił się przodownik Godlewski. – Nie widzę przy tym stole prostytutek i analfabetów. Pan redaktor, mówiąc o wyborze, mówił o wyborze dokonywanym przez ludzi pierwszorzędnych… znaczy solidnych, prawda?
Tak, panie przodowniku. Mówiłem o wyborze, który jest demokracją, gdzie światła większość przesądza, a mniejszość…
– Mniejszość ciemna? – wszedł Kłosowi w słowo zdziwiony ksiądz Hawryłko.
– … a mniejszość musi się podporządkować temu wyborowi.
– Doskonale – zawyrokował mecenas. – Głosujmy kolejno. Może najpierw przegłosujmy lub odrzućmy kandydaturę pana dyrektora Kuźmicza, a później…
– Nie! – sprzeciwił się Mertel. – Zacznijmy od tego: kto jest przeciwko Trygierowi i Ostrowskiemu?.,. Kto jest przeciwny wykupieniu panów Trygiera i Ostrowskiego – niech podniesie rękę do góry!
Milczenie, które teraz zapanowało, było najgłębszym z dotychczasowych milczeń przy tym stole. Nawet palący przestali się zaciągać. Pod inkwizytorskim spojrzeniem Mertla i Kortonia niektórzy spuszczali wzrok. Unoszący się nad blatem wo
– Gratulacje dla panów partyzantów! Doprawdy, panowie – genialny chwyt!
To ośmieliło aptekarza:
– Nie genialny, tylko bandycki, mający na celu zastraszenie wszystkich tu siedzących!
– Pan Brus ma całkowitą słuszność, to skandaliczne! – krzyknął Sedlak. – Panowie, nie pozwólmy się tym ludziom zastraszyć!
– Czekamy, aż pan da nam przykład, panie naczelniku – mruknął cierpko Krzyżanowski.
– Jaki przykład?
– No… że podniesie pan rękę.
– Proszę bardzo, mogę podnieść dłoń, lecz co to da jeśli nie podniosą i
– Słusznie – rzekł Malewicz – nie powi
– Jak to?… – zdziwił się Godlewski. – Za wszystkimi?… Przecież… przecież możemy wybrać tylko trzech…
– I wybierzemy trzech, panie przodowniku. Będziemy głosować kolejno za każdym z dziesięciu aresztowanych…
– Z dziewięciu aresztowanych! – przypomniał Krzyżanowski.
– Tak, rzeczywiście, z dziewięciu. Ci, którzy otrzymają największą liczbę głosów, zostaną wykupieni przez pana Tarłowskiego.
– A jeśli niektórzy otrzymają równą liczbę głosów? – spytał jubiler.
– Gdyby tak się stało, to wówczas będziemy losować jednego z nich – zaproponował Kłos.
– A jak będziemy głosować? – nie ustępował Bartnicki.
– No cóż, najłatwiej byłoby przez podniesienie rąk…
– Ale nie najzręczniej, nie najzręczniej, proszę kolegów – rzekł radca.
– Dlaczego nie najzręczniej? – spytał Godlewski.
– Bo to byłoby głosowanie jawne, panie przodowniku – wyjaśnił mu radca. – A głosowania jawne czasami bywają krępujące.
– I do tego jest nas trzynastu, pechowa liczba, panowie – dodał Brus.
– Nie będzie głosowało trzynastu – szepnął ksiądz Hawryłko. -Ja nie będę głosował.
– Dlaczego, proszę księdza? – spytał Godlewski.
– Bo mnie nie wolno, synu.
– Ale dlaczego?!
– Dlatego, że kapłan może być sędzią tylko w konfesjonale.
– A w trybunale to nie?!… – rozjazgotał się filozof, uradowany, że podsunięto mu kolejną
tarczę do ostrzału. – Pała z historii Kościoła, i z bieżącej rzeczywistości Kościoła, księżulu!
– W jakim znowu trybunale? – zniecierpliwił się Hawryłko.
– Inkwizycyjnym, bratku!… Co, zapomnieliśmy o Świętym Oficjum, proszę księdza? I o „psach Pana Boga", braciszkach Dominikanach? Nic mi nie wiadomo, by Święty Trybunał uległ likwidacji, ale jeśli się mylę – proszę mnie oświecić…
– Trybunał kościelny to specyficzny przypadek… – próbował bronić się ksiądz.
– Ale gronem sędziowskim jest tam grono kapłanów. Zatem nie jest prawdą, że kapłan może sądzić tylko w konfesjonale. Ksiądz nas okłamał, a kłamstwo to grzech – będzie ksiądz musiał teraz klęknąć z drugiej strony konfesjonału, prosić o pokutę, etcetera.
– Mylisz się, człowieku. Święte Oficjum wyrokuje tylko w sprawach dogmatycznych, w sprawach wiary. Kapłan nie może być sędzią w sprawie świeckiej.
– Gdy ksiądz skazuje prostytutkę lub cudzołożnicę na zdrowaśki – to nie jest wyrokowanie w sprawie świeckiej?
– Jest, ale tylko konfesjonał daje mi takie prawo.
– Drogi księżulu… – chciał się dalej przekomarzać filozof, lecz Hawryłko uniemożliwił ten zamiar:
– Nic z tego, nie zmienicie mojej decyzji, panowie. Nie będę głosował!
– Ja również nie będę głosował! – poinformował z ulgą Bartnicki.
– Czy to znaczy, że pan może być sędzią tylko w kantorze jubilerskim? – ukłuł Bartnickiego Stańczak. – Taksując bliźnich, którzy przynieśli panu obrączkę ślubną do spieniężenia na chleb dla dziatek lub na kęs alkoholu?
– Daj pan spokój, panie profesorze!
– Jeśli wszyscy, wymawiając się suta