Страница 39 из 58
Tiomkin poszperał w pamięci i zaczął rytmicznie:
– „Niet, ja nie Bajron, ja drugoj…”.
Tu przerwał, i zaczął raz jeszcze, lecz już coś i
– Może… może raczej to:
„Ja też lubiłem kiedyś szczerze,
Gdy biegły lata mej młodości,
Gorące burze w atmosferze
I żar miłosnych namiętności”.
Recytując, Tiomkin sięgnął do szuflady i wyjął zdjęcie. Podał je Serenickiemu. Janek zobaczył piękną dziewczynę, otoczoną świetlistą aurą, bo fotografię ktoś robił przy dziwacznym załamaniu promieni słońca.
– To pańska córka, pułkowniku?
– Nie, to pańska wspólniczka, panie wydawco. Współwłaścicielka Wydawnictwa Puls Ojczyzny. Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, według prawa.
– Po polsku to by lepiej brzmiało niż po rosyjsku.
– Co?
– To co myślę o pańskich planach a propos „żaru miłosnych namiętności” . W polszczyźnie wyrazy „spółka” i „spółkowanie” mają ten sam źródłosłów.
– Cieszyłby nas wasz związek, ale nie ma przymusu, gaspadin Serenicki…
– Dzięki Bogu, ponieważ od dziecka nie lubię przymusu łóżkowego – burknął Janek. – Ten cytat to był Lermontow, tak?
– Uhmm. To wpis Lermontowa do sztambucha Zofii Nikołajewny Karamzin.
– Ładny, panie pułkowniku, jednak będąc panem nie obstawiałbym tego konia.
– Tej klaczy?… No to zdradzę wam, że tej pa
– Ja panimaju, gaspadin pałkownik, no ja iszczio raz gawariu wam, sztoby wy, kstati mienia, nie stawili na etu pikowuju damu…
Wiosną 2007 roku prowadzący gry europejskie koledzy generała Kudrimowa mieli już bardzo duże osiągnięcia na kontynentalnej arenie surowcowej. Rosyjska firma nr 1, Gazprom, podpisała umowy z austriackim koncernem paliwowym ÖMV (co miało być gwoździem do trumny unijnego gazociągu Nabucco, konkurencyjnego dla rosyjskich gazociągów), z holenderskim gigantem Gasunie, z brytyjską Centricą, z włoskimi Enel i Eni, z niemieckimi BASF i E.ON Ruhrgas, z serbskim NIS, z francuskim Total, z norweskim Statoil Hydro, z belgijskim Distrigasem, z hiszpańskim Repsolem, z algierskim Sonatrach, i jeszcze z tuzinem mniejszych koncernów energetycznych. Budowanie przez Rosjan dwóch głównych europejskich „megarur gazu” (południowoeuropejski gazociąg South Stream oraz bałtycki North Stream), plus silne rosyjskie udziały w magistrali BBL (łączącej Anglię i Holandię), a także znaczące udziały w największych europejskich magazynach-dystrybutorniach gazu (Baumgarten, Zeebrugge etc.) – wszystko to czyniło Gazprom potencjalnym władcą Europy. Tylko jedna rzecz nie udała się ludziom Kudrimowa i agentom Gazpromu – Polska, mająca wedle dyrektywy kremlowskiej zostać „gubernią Gazpromu” , wciąż stawiała opór, i to gryząc (np. kupując litewską rafinerię Możejki, wbrew rosyjskiemu Łukoilowi; dywersanci Kudrimowa podpalili wprawdzie tę rafinerię, lecz Polakom i Litwinom udało się stłumić pożar bez katastrofalnych szkód). Jednak Wasia Kudrimow gwarantował kierownictwu SWR (zwłaszcza „gławnomu komandiru” , Michaiłowi Fradkowowi), że antykremlowskie Bliźniaki rządzące Polską zostaną odsunięte od władzy przed końcem roku, i że w jesie
Duchowy zgryz generała był i
Któż mógł wiedzieć lepiej aniżeli on, że skło
Zbyt częste myślenie o tajemniczym karteluszku sprawiło, iż ten 25 października począł się generałowi śnić niby złowieszczy biblijny napis-widmo MANE-THEKEL-FARES. Wasia wyjął spluwę i kilka razy strzelił do napisu, lecz albo nie trafiał, albo kule przechodziły skroś liter i cyfr jak przez obłok. Pyrgnął pusty magazynek, włożył nowy i chciał znowu strzelać, gdy raptem czyjaś koścista dłoń ucapiła mu ramię z siłą metalowych kleszczy i rozległ się chrapliwy głos:
– Daj spokój, Wasia.
Obejrzał się i ze zdziwieniem zobaczył „świętej pamięci” pułkownika Heldbauma, starego polskiego kumpla, którego tak niedawno żegnał na warszawskim cmentarzu. Krzyknął:
– Co tu robisz, Mietek?!
– Pukam ci do rozsądku – rzekł Heldbaum.
– Sam sobie puknij!… Zawsze cię lubiłem, chociaż ty jesteś Żyd, a ja nie lubię Żydów!
– Ja też nie lubię Żydów – uspokoił go Heldbaum, cały czas trzymając ramię Wasi.
– Puszczaj! – krzyknął znowu Kudrimow. – Muszę rozwalić ten październik i tę dwudziestkę piątkę.
– Czemu? – spytał Heldbaum.
– Bo grozi mi śmiercią.
– No i co z tego, baranie jeden? Umrzesz jak każdy, na tym polega demokracja.
Wasia chciał mu wyłożyć soczyście co myśli o demokracji, ale sylwetka Heldbauma zbladła, zrobiła się przezroczysta i rozpłynęła w lśniącej przestrzeni niby kłębek dymu.
Spotkali się przed południem, daleko od hałaśliwego centrum Toronto. Mała kawiarenka, pusty taras z kilkoma stolikami, cień wysokich drzew, śpiewy ptaków. Oboje byli nieco stremowani tym służbowym rendez-vous, ale każde musiało tu przyjść, jak na zastrzyk lub do gabinetu dentystycznego. On przyszedł pierwszy, ona spóźniła się kilka minut. Podali sobie ręce, usiedli i zaniemówili urzeczeni sobą. To się zdarza nie tylko w snach i w poezji – dla wzajemnej fascynacji trzeba czasami jednego spojrzenia, krótkiego niby błysk elektrycznych impulsów. Cud optymalnego doboru lub magia złudnego wrażenia, wszystko jedno, bo liczy się głównie ta zapierająca dech piękność krótkich momentów egzystencji, wielka uroda chwil, które są największym darem Boga dla człowieka. Mijają jak mgnienie serc lub oczu, ale dzięki nim warto żyć.
Chłonęli się wzrokiem niedyskretnie, wręcz bezwstydnie, zdziwieni, że przytrafiło się coś tak nieoczekiwanego. Dłużące się milczenie ktoś jednak musiał wreszcie przerwać; Janek wziął na siebie ów obowiązek zdmuchnięcia baśniowego czaru.
– Co musimy ustalić? – zapytał.
– Nie wiem… – szepnęła. – Kazali się nam dogadać, więc…
– Jestem gotów dogadywać się z tobą w każdej sprawie, od wydawniczego planu do Dekalogu, choć metod edytorstwa w ogóle nie znam, a z Dekalogu pamiętam tylko jedno przykazanie: „Nie pożądaj żony bliźniego swego nadaremno” .
Powi
– Edytorstwo jest mi równie obce co tobie, ale się nie lękam, dadzą nam przecież poligrafów, redaktorów, techników…
– Techników od pożądania?
Tym razem się zaczerwieniła, i skrzywiła wargi, jakby dając mu sygnał, że przegiął. Odzyskała wszelako dzięki temu pewniejsze brzmienie głosu: