Страница 12 из 37
Fargo potrząsnął głową w zamyśleniu. Ciągle nie wiedział, co o tym wszystkim sądzić. A jeśli zastosowali jakieś triki?
– Dobrze, ale chcę mieć absolutną pewność – powiedział. – Pan Clancy wyjdzie na korytarz i zamknie drzwi na klucz. Pan zablokuje klamkę od wewnątrz krzesłem – mówił gorączkowo. – Zrobimy jeszcze jedną próbę. Kate „wstrzeli się” we mnie.
– Zgoda. Przypominam jednak, że ona nie pozna pana pamięci. Proszę nie kazać pisać jej na kartce słów, które zna tylko pan.
– Rozumiem. – Fargo po wyjściu Clancy’ego sam zablokował drzwi. – Ważę około stu sześćdziesięciu funtów. Nie jest pan w stanie wnieść mnie na tę szafę, nawet z pomocą dziewczyny. Dla mnie samego to igraszka.
– Masz na to dziesięć sekund – powiedział do Kate.
– Podziwiam pańską pomysłowość. – Keldysh z uznaniem skinął głową. – To będzie naprawdę obiektywny dowód.
– Możemy zaczynać? – Fargo czuł, że drżą mu ręce.
– Tak.
Spojrzał na zegarek, usiłując zapamiętać wyświetlone sekundy, zanim ogarnęła go ciemność. To było jak lekki zawrót głowy. Kiedy otworzył oczy, siedział na szafie między wypchanym pawiem i myszołowem, dotykając głową sufitu. Minęło siedem sekund.
– To… To… – nie mógł zebrać myśli. – To jakaś hipnoza.
Dziewczyna uśmiechnęła się z sympatią.
– Spieramy się o nazwę! Avatar, przenoszenie osobowości, hipnoza, wstrzeliwanie… Nie nazwa się liczy, ale efekt, a ten wszyscy znamy. – Keldysh powrócił za biurko, zataczając ręką szeroki łuk w kierunku szafy.
– Zejdzie pan wreszcie?
Oszołomiony Fargo lekko zeskoczył na dywan i odblokował drzwi. Skwapliwie zapalił podsuniętego mu papierosa. Bardzo długo siedzieli w milczeniu.
– Chcecie, żebym wam pomógł? – spytał Fargo, kiedy żar dotarł do filtra.
– Tak.
– Ale ja się do tego nie nadaję.
– Też tak myślałem, kiedy rekrutowano mnie po studiach.
– Ale… naprawdę nie jestem Jamesem Bondem.
Kolejny, pewnie z dwudziesty tego dnia ujmujący uśmiech.
– Nikt z naszych pracowników nie wygląda jak Pierce Brosnan, jeśli już o tym mowa. By zostać agentem trzeba przejść rutynowe, ale i ostre szkolenie.
Fargo podniósł głowę. Bał się, ale jednocześnie podniecała go myśl, że mógłby dysponować takimi umiejętnościami. To było jak narkotyk, jak mroczna wizja twórcy horroru. Odpychało i pociągało zarazem. Straszyło i wabiło w perfidny, podniecający sposób. Setki wątpliwości wypełniło jego głowę, czuł jednak, że im bardziej się boi, tym bardziej chce wstąpić na krętą drogę, jaka właśnie się przed nim otwiera.
– Dobrze – powiedział w końcu.
Miał wrażenie, że Keldysh był pewien, że usłyszy taką odpowiedź.
Fargo siedział w swoim pokoju w akademiku, wśród rozłożonych sztalug, blejtramów, pustych kubków po kawie i popielniczek wypełnionych starymi niedopałkami. Wydarzenia ostatniego tygodnia, zdobywanie zaliczeń, oddawanie ostatnich prac i projektów, sprawiły, że nie miał wiele czasu na przemyślenia. Ale w każdej wolnej chwili wracał w myślach do rozmowy przeprowadzonej w muzeum.
Za ścianą grała nastawiona na cały regulator wieża. Widać ktoś świętował już zakończenie roku, podczas gdy on siedział w pokoju i popijając ciepłą colę zastanawiał się, jak zmusić dziekana do zmiany programu praktyk. Nie widział żadnej realnej szansy. Z ulgą przyjął trzask otwieranych drzwi.
– Masz coś? – spytał, widząc Dewhursta rozglądającego się po pokoju.
Tamten zignorował jego pytanie.
– Słuchaj, Ly
– Cholera, Ray, co to za wersal? – wpadł mu w słowo. – Nie możesz od razu powiedzieć, co to za dupek tam waruje?
– Czemu się tak wyrażasz?
– Co…? – wykrztusił. – Ray, co ci jest?
Z napiętą uwagą wpatrywał się w twarz Dewhursta, ta jednak pozostawała niewzruszona.
– Paul Keldysh chce cię widzieć.
– Keldysh?! Skąd ty go znasz, do cholery? – poderwał się na równe nogi.
– Daj spokój – mruknął Dewhurst. – To ja, Kate. Musiałam użyć ciała twojego przyjaciela.
Fargo z bijącym sercem opadł z powrotem na fotel.
– Dlaczego?
– Dzięki niemu mogłam tu przyjść, nie budząc niczyich podejrzeń. Keldysh nie używa telefonu.
Wzruszył ramionami. Gdyby dziewczyna widziała choć część osób bywających w tym pokoju, nigdy by jej nie przyszło do głowy, że może wzbudzić czyjekolwiek podejrzenia.
– Przestraszyłaś mnie.
– Przepraszam.
– Drobiazg. – Fargo rozmasował skronie. – Czy Ray nic nie będzie pamiętał?
– Nie. Zostawię go w miejscu, gdzie się w niego „wstrzeliłam”. Będzie myślał, że miał zawrót głowy albo…
– Ten okaz zdrowia? Zawrót głowy?
Tym razem ona wzruszyła ramionami.
– Jest wytłumaczenie. Twój kolega strasznie pił dziś w nocy.
– Skąd wiesz? Śledzą go chłopcy z MI5?
– Nie. Ale dlaczego ma podkrążone oczy i zupełny brak kondycji? Ledwie weszłam na to piętro!
Wolał jej nie mówić, że są jeszcze i
– Idziemy? – spytał.
– Tak.
Wstał szybko i podszedł do drzwi. Zamarł, kiedy ręka Dewhursta chwyciła go pod ramię.
– O rany, Kate! Mężczyźni chodząc nie trzymają się za ręce!
– Przepraszam. Zapomniałam się.
Pokręcił głową. Przez całą drogę myślał nad tym, co się stanie, jeśli spotkają dziewczynę Raya i ta rzuci mu się w ramiona. Na szczęście korytarze, klatka schodowa i hol były prawie puste. Na zewnątrz Kate wskazała mu granatowego rovera zaparkowanego tuż przy wjeździe na parking.
– A ty? – spytał.
– Muszę zostawić twojego kolegę w tym samym miejscu. Moje ciało czeka w i
Ruszył przed siebie, usiłując uspokoić oddech. Zanim zdążył sięgnąć do klamki, drzwi rovera się otworzyły. Wsiadł na tylną kanapę, zatrzaskując je za sobą. Siedzący obok Keldysh skrzywił się lekko.
– Jedź.
Clancy uruchomił silnik.
– Dlaczego to tak długo trwało? Nie mogła cię odnaleźć?
Fargo uśmiechnął się ironicznie.
– Następnym razem niech pan nie każe nieletniej dziewczynie wcielać się w studenta – mruknął.
– Mniejsza z tym.
Widać było, że pod zwykłą uprzejmością i budzącą sympatię ogładą Keldysha czai się jakiś niepokój.
– Musimy się spieszyć – rzekł. – Jest gorzej, niż myślałem.
Fargo czuł, że coś ściska go w dołku.
– Moja komórka zerwała kontakt z MI5.
– Dlaczego?
Odpowiedź padła po dłuższej chwili.
– Istnieje duże prawdopodobieństwo, że służby specjalne są w znacznym stopniu rozpracowane. Jeśli będę utrzymywał kontakt, dotrą i do mnie.
– Więc wszystko posuwa się naprzód szybciej, niż pan sądził?
– Nie wiem… – Keldysh się zawahał. – Jak pan widzi, jestem w tej kwestii szczery.
– Czy mógłbym w takim razie poznać więcej szczegółów?
– Obawiam się, że niewiele by pan z tego pojął. – Keldysh z trudem opanował wesołość. – Praca tajnych służb jest zrozumiała tylko dla fachowca.
Zatrzymali się na światłach przed ruchliwym skrzyżowaniem.
– Szkolenie, o którym wspominałem, zorganizujemy w i
– Szlag! – Fargo uderzył zwiniętą pięścią w dłoń. – A moja praktyka?
– Pracuje pan dla dobra kraju. – Keldysh nie wiedział, czy użył właściwej argumentacji. – Po wszystkim ułatwimy panu start w pańskim fachu – dodał. – A już na pewno nie zostawimy pana bez środków do życia.
Podał mu wyjętą z kieszeni podłużną kopertę. Fargo zorientował się, co jest w środku, ale nie chciał przeliczać w ich obecności.
– Mam coś pokwitować?
– To nie bank – wtrącił Clancy. – Szefie, jechać na punkt, czy skręcić na obwodnicę?
– Jedź na punkt, już kończymy. Słuchaj, Ly
– Tak. – Fargo nerwowo przełknął ślinę.
– Te materiały to prawdziwa bomba – słowa płynęły coraz wolniej – musisz ich strzec przed wszystkimi. Musisz je nosić ze sobą, brać wszędzie, nawet do toalety. Powinienem cię izolować, ale chwilowo nie ma na to warunków.
– Ale…
– Czekaj. Gdyby coś się stało, powiesz, że to e-book powieści grozy, którą dał ci kolega. Zapoznaj się z tekstem. Odrzuć kamuflaż akcji i czytaj od strony osiemdziesiątej. Nie przejmuj się zaklęciami używanymi przez bohaterów książki, to również kamuflaż. Rozumiesz?
– Tak, proszę pana.
Keldysh wyjął z trzymanej na kolanach teczki spory palmtop. Zawahał się.
– Ly
– Ale ja… Ja naprawdę…
– Daruj sobie zapewnienia! – Keldysh wyjął z teczki jakąś kartkę. – Niepokoi mnie co i
– Tak?
– Wyniki twoich testów wskazują na jeszcze jedną dziwną cechę… Masz, jakby to powiedzieć, wciągającą… – zawahał się – nie, wchłaniającą osobowość.
– Co to znaczy?
Keldysh zignorował pytanie.
– Czy zdarza ci się często być pod wpływem i
– Nie.
– Nigdy?
– Raczej nie… – Fargo wydął wargi. – Co dokładnie znaczy „pod wpływem”?
I tym razem nie doczekał się odpowiedzi.
– A czy zauważyłeś, żeby kiedyś ktoś postępował wzorując się na tobie?
– O rany, nie wiem – westchnął ciężko.
– Dobrze. Haroldzie – Keldysh pochylił się do przodu – zatrzymaj się przy skrzyżowaniu.
– Rozumiem.
– Słuchaj, chłopcze, tu masz klucze i adres twojego mieszkania…