Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 64 из 98

Co się tyczy Kryzysu i Zarazy, wiedział o nich nawet więcej, niż chciał, w serwisach poświęcano im osobne działy. Kryzys odbijał się już na gospodarkach wszystkich państw i sojuszy. Mocarstwa monadalne in spe zyskały sobie u komentatorów przydomek „krokodyli krachu" -a nawet one (Hongkongijska, Transwaal, Izrael, Librę Inc.) w ogólnym rozrachunku traciły, tylko że wyraźnie mniej od reszty. Co jeszcze je odróżniało: ich strategie były zaskakująco ofensywne. Infoekonomiczni analitycy nie rozumieli tego i bredzili coś niejasno o „nowych grach obro

Dzięki błyskawicznym lotniczym połączeniom Zaraza objęła całą Ziemię w ciągu czterdziestu ośmiu godzin. Były obrazki ze wszystkich kontynentów, nawet z Antarktydy. Naukowcy o najdziwniejszych nazwiskach i nieprawdopodobnych akcentach wypowiadali się o wirusie, z pomieszaniem autorytatywności i niepewności, jakby żywcem wziętym z zeszłowiecznych wystąpień wirusologów na temat HIV. Udało im się wyselekcjonować bardzo rozbudowany człon RNAdycyjny Grudnia. Ale co tu właściwie podlega edycji – tego nie wiedzieli. No jasne, szydził Hunt, skąd mieliby wiedzieć, przecież nic jeszcze nie przeciekło o estepie.

Kazał Lucyferowi wykorzystać bogate dane załączone do plików pokonferencyjnych do przeprowadzenia prostej ekstrapolacji trendu. Diabeł zaczął rozwodzić się bezsensownie nad jakimś kaestepem, rozwijać przed oczyma Hunta całe mapy DNA… Musiał mu powtarzać rozkaz zamilknięcia.

Znalazł w przeterminowanych newsach jedną wiadomość która go naprawdę zmroziła. Chciał sprawdzić, jak szeroko poszło śledzwo w jego sprawie, i po kolei przeliterował nazwiska wszystkich osób, które mogły zostać ewentualnie w nią zamieszane. Tym sposobem trafił na dwuminutową relację z katastrofy samolotowej. Obraz zdjęto ze śmigłowca, miejsce upadku maszyny znajdowało się bowiem w enklawie, która nie wpuszczała do środka zaprzysiężonych dzie

Nicholas przewinął tę relację kilkakrotnie. Jako prawdopodobną przyczynę katastrofy podawano dysfunkcję komputerów pokładowych. Samolot, stareńki DC-10, trafił prosto w dom. Nic nie zostało z ogrodu i drzew fajerwercznych Skrytojebcy. Huntowi zdawało się, że wciąż czuje zapach jego kadzidła. Noce w nie ogrzewanym pokoju na dwudziestym piętrze nieczy

Odtwarzał skany z konferencji.

– Myślnia jako komputer – mówił dwudziestodwuletni profesor kognitywistyki z MIT-u (katedra rządowa, poniżej 10% udziałów Microsoftu), Yince Li. – Wychodzimy z algorytmów genowych na bazie COX-u. Jeśli potwierdzą. się hipotezy Ronalda Schatzu o wyjęciu myślni spod ograniczeń fizyki materii, otrzymujemy tu maszynę logiczną bijącą na łeb kompy kwantowe, o potencjalnie nieskończenie wielkiej pamięci. Na wszelki wypadek przypominam, że nie znamy poziomu ziarnistości myślni. Próby jej skwantowania podjęte przez doktor Vassone, wbrew powszechnemu przekonaniu, nie dały ostatecznych wyników: znamy tylko odbicia aksonowe. Nie istnieją żadne równania odwzorowywujące, ani dla energii, ani dla polo żenią. Okazać może się wszystko.

– Tymczasem – kontynuował Li – powi

– Wszelako problemem największym – westchnął kognitywista – będzie, mhm, interfejs. Potrzebna jest mechaniczna precyzja i opanowanie, pewność co do każdego jednego psychomemu – a tu co? Telepaci, wariaci, opętańcy. Takie metody nie wchodzą w grę, to jest prowizorka, żenujące chałupnictwo. Musimy mieć możliwość precyzyjnego programowania, reprogramowania i odczytywania myślni. Żaden ludzki mózg nam tego nie zagwarantuje – nie dlatego, że jest ludzki, ale dlatego, że jest mózgiem. Nazbyt złożony. Struktura holistyczna, nieredukowalna. W ten sposób po prostu nie da się uzykiwać monochromatycznych odbić.

– Więc?

– Więc trzeba się wziąć do roboty, moi państwo. Czy ktoś z obecnych przypomina sobie tak zwaną „Fonta

– A odczyt?

Tak. Tu dochodzimy do kluczowej kwestii. Potrzebne nam będą matryce estepiczne: neuromaszyny telepatyczne. Jeśli powyższe się potwierdzi, a profesor Krasnow udostępni wyniki swoich badań, ich skonstruowanie nie powi

Dzikus z tylnych rzędów:

– A skąd możemy wiedzieć, czy już ktoś-gdzieś nie skonstruował i nie zapuścił takiego psychomemicznego komputera? W istocie wydaje mi się to bardzo prawdopodobne, trudno przypuszczać, że jesteśmy pierwszymi, którzy się zorientowali w sytuacji i postanowili wykorzystać w ten sposób myślnię.

– Owszem, to prawdopodobne, panie…?

– Jarne, NASA. Więc tak się zastanawiam, dlaczego nie, dajmy na to, przed milionem lat? Coś mi się widzi, że w tym rozpaczliwym polowaniu na neuromonady większe mamy szansę natrafić na wciąż wykonujące się algorytmy obcych komputerów psychomemicznych. I, po prawdzie. Jak rozróżnić? To przecież w ogóle może być maszyna.

– Co?

– No, myślnia.