Страница 24 из 24
– Mamo! – zawołało coś malutkiego z wanienki. – Tatusiu mamo, ja się boję!
– Cicho, syneczku – odpowiedziała kobieta. – To tylko wielki glistolud. Zaraz go zabijemy. Już jest bliziutko, mamusia machnie mieczem… I wrócimy do zmiękczania. Zaraz osiągniesz wielkość i miękkość trzylatka.
„Nie!” – poczuł Hengist. I usłyszał jeszcze jedną myśl: „Wodne mró…”.
– Nie… Zabi… Nie… Ruszaj… Mie… Miecza… Napluję… Nie… Ruszaj… Się… – mówiło coś z wnętrza stwora, stwora o twarzy z surowego mięsa. Stwór był blisko. Rzeczywiście na odległość splunięcia.
– Nie ruszam się – powiedziała kobieta, chociaż widać było, że ma wielką ochotę się ruszyć.
– Jeden… Ruch… I napluję… Trafię… – Morda stwora obwąchiwała kobietę z bliska, jej nogi w wyszywanych złotą nicią sandałach, jej dłonie.
– Nie robię żadnych ruchów.
– A… Ja… I… Tak… Napluję…
– Dobrze – powiedziała kobieta – ale nie rób nic mojemu dziecku.
– Napluję…
– Nie! – zawołało dziecko z wanienki. – Nie lób tego! Ziabijeś ją! Ziabijać nie! Nie śmiejć! Nie śmiejć!
– E! – powiedziała kobieta i upadła na podłogę.
KONIEC