Страница 24 из 41
10
– Gdyby w astrolocie były czy
– Nie chciałem podsuwać ci takich podejrzeń – uśmiechnął się Steve. – Chodziło mi o coś i
– Rozumiem, o co ci chodziło. Znajdę jednak sposób na zdemaskowanie przeciwnika, kimkolwiek on jest.
– Nawet wówczas, gdy jest on Obcym Przybyszem?
– Nawet. Musi zdradzić się wreszcie czymkolwiek. Jeśli rozpoczął realizację swoich planów, będzie nadal działał. Udało nam się raz przekreślić jego plany, teraz będziemy czujniejsi. Gdyby posiadał jakieś nadludzkie możliwości, nie bylibyśmy w stanie przeciwstawiać się mu do tej pory.
– Uważaj, Kamilu. Na wszelki wypadek radzę ci przeprowadzić badania lekarskie i psychotechniczne całej załogi – powiedział Steve poważnie.
– Zrobię to, ale nie spodziewam się, że w ten sposób wykryję wśród załogi przybysza z Kosmosu.
– Może uda się wykryć szaleńca lub przynajmniej wykluczyć hipotezę o jego istnieniu.
Badania psychotechniczne nie były dla Roastrona IV żadnym problemem. Doskonale znał zasady wszelkich
testów psychologicznych. Mógłby w każdym z nich osiągnąć wyniki, które zadziwiłyby psychologa. Ale właśnie dlatego Roastron IV zawsze starał się uzyskać wyniki w granicach przeciętnych norm.
To samo dotyczyło badań lekarskich. Zajmując miejsce w automacie diagnostycznym, Roastron IV, dzięki znakomitym symulatorom tętna, bioprądów, temperatury ciała i i
– Zgodnie z przewidywaniami, badania nie wyjaśniły niczego – powiedział Kamil. Steve pokiwał głową.
– Przez kilka ostatnich dni nie zdarzyło się nic nowego – powiedział. – Boję się, że nasz przeciwnik obmyśla jakąś akcję. Ma niewiele czasu. Za dwa miesiące nastąpi wymiana załogi.
– Nie zmienię załogi, dopóki nie rozwiążę tej zagadki! – powiedział Kamil. – Ale nie mów o tym nikomu. Niech nasz przeciwnik myśli, że ma mało czasu. W pośpiechu może zrobić coś, co go zdemaskuje.
Steve popatrzył w główny ekran nawigacyjny.
– Czy zamierzasz skorygować ustawienie kamer? To odchylenie utrudnia trochę przeliczenia kursu.
– Mogę wysłać kogoś na zewnątrz. Zrobię to zaraz. A
Kamil wydał polecenia przez telefon. Sam także postanowił przespacerować się w Kosmosie. Z A
Kamil spostrzegł, że dłonie jego bezwiednie zaciskają się na uwiązanej do pasa linie, jakby w obawie, że odczepi się ona i pozostawi go bezbro
Szarpnął lekko za linę i poczuł, że zaczyna powoli płynąć w kierunku astrolotu. Z tęsknotą oczekiwał twardego dotknięcia kadłuba, metalicznego uderzenia magnesów o stalowy pancerz statku. I wtedy właśnie przyszła mu do głowy ta myśl… Gdy tak zawieszony w przestrzeni, całym sobą pragnął połączyć się z czymś solidnym i trwałym, po raz pierwszy pomyślał o meduzowatym intruzie, który spłonął w ogniu dysz fotonowych, jak o żywej istocie…
Istocie, może bezrozumnej, ale żywej i samotnej, pragnącej znaleźć w tej pustce jakieś oparcie, jakiś okruch bratniej materii…
Kamery teleskopów zostały ustawione z właściwą precyzją. Steve sprawdził to dokładnie, manewrując astrolotem na wszystkie możliwe sposoby. Kamil wydał zakaz wychodzenia na zewnątrz statku bez jego zezwolenia i zaplombował śluzy wyjściowe, aby uniemożliwić w ten sposób dalsze niespodzianki.
Gdy po powrocie do astrolotu, siedząc w swej kabinie, zajęty był rozwijaniem hipotezy na temat antymate-rialnego obiektu, przyszła Krystyna.
Widywał ją rzadko. Jako elektronik, Krystyna przebywała czasem w kabinie radiowej, ale znacznie częściej buszowała w królestwie elementów elektronicznych, za stalowymi płytami oddzielającymi stanowiska operatorskie od gąszczu barwnych przewodów i mikroskopijnych podzespołów, tworzących subtelne unerwienie astrolotu.
Krystyna weszła do kabiny Kamila i zatrzymała się tuż przy drzwiach. Była sympatyczną młodą kobietą o wyglądzie zastraszonej nieco studentki, co w zestawieniu z równie młodym wyglądem zastępcy dowódcy wydawało się dość śmieszne. Patrzyli na siebie przez chwilę, zanim Kamil podsunął jej fotel.
– Co słychać, Kris? – spytał swobodnym, wesołym tonem, choć wyczuwał, że Pierwszy Elektronik nie przybyła tu w celach wyłącznie towarzyskich.
Krystyna zamknęła drzwi i usiadła.
– Chciałam… Uważam, że powi
– Komputer? Popsuł się? – Kamil nie był nawet zdziwiony. Spodziewał się różnych rzeczy.
– Nie, chyba się nie popsuł, właściwie działa zupełnie dobrze, tylko że… Tylko że działa samodzielnie…
– Jak to? Bez rozkazów?
Krystyna niepewnie przytaknęła głową.
– Czy jesteś pewna, że tak jest naprawdę?
– Sprawdzałam jeden z głównych bloków operacyjnych. Musiałam w tym celu odłączyć wszystkie kanały wejściowe, żeby wprowadzić program testowy. I wtedy właśnie zauważyłam, że on sam…
– Co to było?
– Jakieś bardzo złożone operacje logiczne. Trudno mi to przetłumaczyć na jeżyk kodu zewnętrznego, nie zarejestrowałam tego na taśmie, bo nie byłam przygotowana na coś podobnego. Ale sprawdziłam dokładnie jeszcze raz wszystkie urządzenia peryferyjne. Żadne z nich nie było włączone.
– Skąd wiec przychodziły rozkazy?
– Zbadałam to. W układzie wejściowym znalazłam ukryty kabel, którego nie ma w schemacie… Ten kabel prowadzi do jednej z komór w sektorze siódmym i znika w otworze prowadzącym do sekcji anten zewnętrznych. Prześledziłam połączenia. Wydaje mi się, że komputer może odbierać rozkazy z zewnątrz, przesyłane w formie sygnałów radiowych… Czy nie wiesz, co to może oznaczać?
Kamil nie odpowiedział. Kusząca hipoteza sama rodziła się w jego umyśle. Komputer! Nie człowiek, lecz komputer, opanowany przez Obcych z Kosmosu! W ten sposób można pokierować statkiem według zupełnie dowolnego programu! Po chwili zrozumiał, że to zupełnie absurdalny pomysł… Czy komputer potrafiłby poprzestawiać kamery? Czy mógłby zaatakować człowieka? Nonsens! A śpiączka? A wydarzenia na Kappie? Nie, to na nic, taka hipoteza nie pasuje do niczego!
Tym niemniej, „nielegalny" kabel sterowania komputerem jest faktem, który coś oznacza. Tylko co?
– Kiedy to zauważyłaś, Kris? To, że komputer samodzielnie działa?
– Przed godziną może… Gdy ustawialiście kamery na kadłubie…
Kamil zerwał się, tknięty nagłą myślą.
– Chodź ze mną – powiedział, pociągając Krystynę za rękę ku wyjściu. – Albo… nie, lepiej zostań w swojej kabinie i nie otwieraj nikomu, dopóki nie wrócę!
Pobiegł w kierunku małych drzwiczek, prowadzących do Sekcji Automatyki. Pchnął je i skradając się cicho, przemierzył kilka wąskich korytarzyków. Na stanowisku kontroli nie było nikogo, w głębi mrocznej wnęki, przy szafach rozdzielczych Kamil dostrzegł czyjeś plecy, zasłaniające otwartą rozdzielnię elektryczną. Podszedł cicho i stanął za plecami Briana. Spojrzał ponad jego ramieniem w głąb szafy rozdzielczej i zdrętwiał.
Brian miał obie dłonie zaciśnięte na szynach, doprowadzających prąd do bezpieczników.
Kamil cofnął się o krok i chrząknął.
Brian odwrócił się gwałtownie, puszczając szyny. Rozległ się krótki syk i błękitna smuga wyładowania błysnęła na chwilę pomiędzy nagim przewodem elektrycznym i dłonią inżyniera. Brian patrzył na Kamila zupełnie spokojnie, jakby nic się nie stało.
– Zaskoczyłeś mnie… – uśmiechnął się pokazując dłonie. – Przyznaję się, nie założyłem rękawic ochro
Kamil patrzył z niedowierzaniem to na Briana, to na znak ostrzegawczy na drzwiach rozdzielni.
– Spójrz! – Brian zbliżył palec do przewodu, z którego strzeliła znów błękitna iskra.
– Daj spokój, zabraniam takich eksperymentów. Przepisy bezpieczeństwa nakazują używanie rękawic.
– W porządku. Gdzieś tu powi
– Zastanawia mnie twoja niechęć do używania sprzętu ochro