Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 22 из 94

– A żebyś wiedziała, oślico!

Sierżantowi udało się jednak zaprowadzić jaki taki ład. Uwolnione dziewczyny, przynajmniej te, które nie były ra

– Co przy faktorii? Która tam była ostatnia?

– Pewnie ja – odezwała się ta niska, piegowata. Miała na imię, zdaje się, Sharkhe. – A tam jest kiepsko. Odbiłyśmy faktorię, a potem nas zepchnęli. Chyba teraz jest ciężko, jeśli w ogóle jest.

La

– No, żesz, szlag! No to na faktorię, dupy! Zobaczymy co i jak. – Zaklęła wulgarnie. – Do lasu! Bo inaczej nas chwycą.

Poganiała swój nowy oddział, aż wszystkie dziewczyny skryły się między drzewami. Nie była to jednak zwarta jednostka, dobrze uzbrojona, część żołnierzy była ra

– Łącznie z nami prawie pięćdziesiąt osób – mruknęła. – A siła mniejsza niż normalny pluton.

– Nie gadaj tyle – wzruszyła ramionami Chloe. – I tak po nas. A po co masz umierać zdyszana?

– Co?

– Spokojnie – mruknęła Shha. – Chloe wylewa na nas swoje jady. Po tym, jak ją ten chłopak rzucił zeszłej zimy.

– Stul pysk!

– Co? Nie wychędożył cię, zanim armia przygarnęła? Twój pech.

– Ty zdziro!

– Patrz, jeszcze się rumieni! Ja swojemu dałam na czas. – Shha prychnęła jak kocica. – I przynajmniej wiem, jak to jest.

– Przestańcie! – La

– Dziewica! – syknęła jeszcze Shha. – Normalnie, dziewica, no.

Na szczęście powrót zwiadowców powstrzymał dalszą kłótnię. Obie dziewczyny były zgonione, jakby przebiegły dłuższy dystans.

– Jest bitwa! – wydyszała starsza. – Odepchnęli naszych od faktorii. Cały pułk się cofa od Kupieckiego Szlaku do strumienia. Tam jest przecinka, ale… już zajęta przez luańską jazdę. Wezmą w kleszcze i do wieczora będzie koniec.

– A, psiamać, bardziej dokładnie? – warknęła La

– Bardziej dokładnie? – Piegowata podrapała się w sam czubek nosa. – No… Będzie z naszymi koniec za jakieś… sześćdziesiąt modlitw.

La

– Ty, Achaja! Księżniczka, psiamać, strategię znasz! Co niby mamy robić?

– Nie wiem.

– No, żesz ty. Nie wygłupiaj się.

– Nie wiem. Do kurwy nędzy, nie wiem!

La

– E! Sierżant, kurza twoja twarz! Ja sobie życzę, żeby nareszcie zaczęto mną dowodzić!

– Noooo…

– Melduję, że nie zrozumiałam rozkazu! – Shha wyprężyła się służbiście.

– No, tego… – La

– Tak jest! Oddziaaaaaaał… Naprzód marsz!

– Tylko cicho – jęknęła Achaja.

Żołnierze zaczęły przedzierać się przez gęste zarośla. Teren obniżał się, schodziły z grzbietu zalesionego wzgórza. Poniżej powi

– Szlag! – La

– Nie o nas teraz myślą. – Machnęła ręką Mayfed.

– Trzeba by zejść lasem do faktorii, jeśli mamy pomóc naszym.

Achaja potrząsnęła głową.

– Naszym nie pomożemy, a oddział rozsmarują nam na jakichś pięćdziesięciu krokach otwartej przestrzeni.

Znalazła nieoczekiwanego sojusznika. Chloe położyła jej rękę na ramieniu i warknęła na La

– Przynajmniej raz jej posłuchaj, oślico!

– Ty co? Żeby nic nie robić?

– Czy ja mówię, że nic? – Achaja potrząsnęła głową. – Ta jazda zaraz wejdzie w naszych jak w masło. Ich zatrzymajmy.

– O, żesz ty. Pluton piechoty na jazdę? Głowa ci się z dupą pomyliła???

Achaja zaklęła brzydko.

– No pewnie, że ich nie zwyciężymy. I nie ma potrzeby. Oni zaraz ruszą, a póki co, przed atakiem byle gówno pomiesza im szyki. Ile jeszcze mamy kusz? – Zerknęła po koleżankach. Miały wszystkie z jej drużyny poza nią samą; zrobiło jej się wstyd, że porzuciła swoją wtedy pod drzewem, teraz przydałaby się komuś, kto lepiej strzela. La

– Dobra, robimy tak. Wy strzelicie naraz, wszystkie do jednego człowieka.

– Co? Co ty bredzisz?

– Załatwcie setnika. Wiem, że daleko jak szlag, ale któraś z sześciu może trafi. Niech zgłupieją. Wyślą patrol, albo uderzą większą siłą. Ale tu wokół to nie wzgórze, gdzieśmy poprzednio walczyły. Same wykroty, krzaki i niskie drzewa – ko

– A jak na nas nie uderzą?

– Nie puszczą natarcia, nie wiedząc, jakie siły mają pod swoim bokiem. W najgorszym wypadku zrobimy zamieszanie i opóźnimy ich choć trochę.

La

– Dobra! Skąd mamy strzelać?

– A wyjdźcie nawet na polanę. Przecież nic wam nie zrobią, bo zanim się zorientują, już będziecie z powrotem w krzakach.

– No to jazda. – La

Sześć dziewczyn szybko uporało się ze swoją bronią. Chwilę później ruszyły do przodu, wyłaniając się z krzaków na brzegu polany. Setnik siedział nieruchomo na koniu jakieś pięćdziesiąt, sześćdziesiąt kroków dalej. Wrednie trudny strzał dla lekkiej broni Arkach… Ale nie dla sześciu strzelców naraz. Tu zadziałał odkryty wiele set lat później rachunek prawdopodobieństwa. Z sześciu bełtów dwa ugodziły oficera: jeden w nogę (lub w konia tuż przy nodze – z tej odległości trudno było dostrzec), drugi pod pachę i ten zwalił go z siodła, pozbawiając oddział dowództwa. Z czterech pozostałych strzał jedna wbiła się w szyję wierzchowca stojącego z tyłu chorążego, sprawiając, że wspaniały sztandar runął na ziemię; trzy i

Na rozległej polanie rozległy się ostre gwizdy dziesiętników, wprowadzające jaki taki ład w pomieszane szeregi. Było pewne, że jazda nie uderzy teraz na pułk walczący przy faktorii (cel ataku został więc częściowo osiągnięty), ale też było pewne i to, że kawalerzyści nie rzucą się do samobójczego ataku na dziewczyny ukryte w „nieprzejezdnym” terenie. Gwizdom dziesiętników odpowiedziały i

– O, kurwa! – jęknęła La

– Nieeeee – potrząsnęła głową Achaja. – Niby co ci fachowcy od długich pik i tarcz mogą nam tu zrobić? A póki tu jesteśmy, jazda nie ruszy na nasz pułk.

– Podpalą las!

– Eeeeeeee… Zanim się porządnie zajmie, miną całe lata. Tyle że… Jeśli ich dowódca jest mądry i potrafi ryzykować, to ustawi swoich ludzi w linię i pod ich osłoną jazda ruszy na naszych. A nas wytłuką w trzy modlitwy lekkie posiłki. Jeśli to kretyn z regulaminem zamiast umysłu, albo taki, co chce się odznaczyć, mordując głupie baby, to zrobi rozpoznanie bojem i uderzy na nas w lesie.

– O, bogowie! – jęknęła Chloe. – Mądry się trafił!

Piechota ustawiała się w linię, równając wielkie tarcze jedna do drugiej. Bezużyteczne piki położono na trawie – wszak żadna wroga jazda im tu nie zagrażała. A potem… Piechota wyjęła miecze i ruszyła do przodu.

– Kretyn! Kretyn! – wrzasnęła La

Achaja klęknęła na ziemi.

– Dzięki wam, Bogowie, za to, że nie wszyscy mężczyźni są inteligentni. Dzięki wam za ich miłość własną. Dzięki za to, że kochają sławę i ordery. Dzięki wam, Bogowie, za regulamin armii Luan, który pisaliście pewnie sami dla pognębienia naszych wrogów. Dzięki stukrotne za to, że zesłaliście ciężką piechotę do walki w lesie…

Kilkanaście dziewczyn uklękło również. Szept wielu modlitw zlał się w jedno.