Страница 13 из 94
Meredith opuścił głowę. Dłuższy czas siedzieli w milczeniu.
– Czy… Czy nasi zapisali coś o Ziemcach?
Draggon w milczeniu skinął głową. Potem zaczął czytać:
Bogowie w miłości swojej zapłodnili wszelkie światy. Stworzyli ludzi na obraz i podobieństwo samych siebie. I ludzie rodzili się na wszelkich światach, a rozum ich brał się z magii. Rozsądek z poznawania praw natury. Miłość z miłości. Bóg Seph rzekł tedy:»A moja menażeria magii nie zazna!«Bogowie wszyscy kpili z niego.»Jakże to? – pytali. – Jak bez magii? Skąd więc rozum u twoich zwierząt? Czyżbyś sądził w swoim zaprzaństwie, że najgorsze nawet kły i pazury są w stanie wyrządzić krzywdę człowiekowi rozumnemu, zbrojnemu w magię?«»Rozum sam w sobie magią nie jest – szydził Seph z reszty Bogów. – A skąd się bierze… to już i
Draggon poniósł oczy. Odłożył księgę.
– Płaczące potwory? – szepnął. – Istoty nieskończenie nieszczęśliwe, które nie znajdą nigdy ukojenia, które nigdy nie zaznają miłości, które będą w związku z tym dążyć i dążyć do byle jakiego celu… Byleby był nieosiągalny. Bogowie! Czy to naprawdę możliwe?
Meredith skinął głową.
– To prawda – powiedział przez ściśnięte gardło. – To prawda.
– Ale to znaczy, że one naprawdę mogą być niepokonane!
– To są zwierzęta – Meredith wstał i podszedł do okna, ręce oparł na parapecie. – Które mają rozum jak my, ale to nie jest rozum, który powstał z ładu, który powstał ze stworzenia, z magii… To niemoralny przypadek, to… ten rozum sam się stworzył! Powstał na polu bitwy, gdzie wszyscy zjadali wszystkich. Tego sobie nawet wyobrazić nie sposób.
– Skąd wiesz o Ziemcach?
– Powiedział mi to Bóg. Powiedział, że my też jesteśmy i
– Skąd możesz to wiedzieć?
– Poznałem twórcę Ziemców. Tę rzecz, tę nielogiczną istotę, w którą Seph tchnął oszukańcze życie. Ależ to coś jest sprytne. Jakie mądre, jakie przebiegłe.
– To… żyje?
– Tak jak żyje mój sandał. Jest martwe. To naprawdę tylko rzecz. Żyje jak stół, jak skrzynia ze starymi ubraniami, jak kowadło w kuźni. Teraz już wiem. Wiem… To jest coś, co nie posługuje się logiką. Martwa istota nielogiczna. Teraz dopiero zrozumiałem. Teraz zrozumiałem, że Seph był jednym z największych Bogów. Stworzył coś, co nie może przestać istnieć. Nawet jak skończy się świat, to coś będzie trwało i trwało…
– Bogowie! Trudno sobie wyobrazić gorszy los.
– Nieeee… To coś nie ma uczuć. Niczego nie czuje. Nie jest żywe. To jest samo Słowo. To jest najwspanialsze dzieło Bogów. Szkoda tylko, że Seph podążył ścieżką zła. Dlatego to coś jest takie straszne.
Draggon podniósł dzbanek i wychylił kilka łyków wina.
– Chcesz, żebym nie spał ze strachu całą noc?
– Nie masz się czego bać. To coś nic nie może ci zrobić. Może tylko mówić. To samo słowo i traktuj to jak najbardziej dosłownie. – Powtórzył zdanie, które wypowiedział Wirus podczas pamiętnej przeprawy łodzią przez jezioro. – Ale jak mówić… To coś jest nielogiczne. Ale jak wspaniale potrafi nas udawać.
Meredith odwrócił się od okna. Podszedł do stołu. Wziął sakiewkę Wielkiego Księcia Archentara.
– Idę – szepnął i podszedł do drzwi. Zatrzymał się jeszcze. – Potwory Sepha pokonają nas – szepnął. – Zrobią z nami co zechcą.
– Ach… Może nie dożyjemy?
– Ty może nie dożyjesz. Ja będę musiał na to patrzeć.
Draggon spojrzał zdziwiony.
– Nie możesz sam się pozbawić życia?
Meredith uśmiechnął się smutno.
– To już nic nie da. Będę żył i żył… Jestem demonem, mistrzu.
Pchnął drzwi i wyszedł na ciemniejący w zachodzie słońca podwórzec szkoły.