Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 8 из 99

– Ty się nie odzywaj – rzekł mu Goulde, nabijając fajkę. – Lepiej pilnuj, żebyśmy się nie wpakowali w jakąś gwiazdę.

– Gnoma mógłbyś tu posadzić; prawdopodobieństwo niższe niż że podpalisz sobie od tej fai brodę – odmruknął mu podwładny.

Goulde pokręcił głową, skrzesał pirokinezą kilkanaście iskier, zaciągnął się i wydmuchnął ciemny dym. Pochyliwszy się ku Generałowi, wskazał wzrokiem przez przezroczystą kopułę.

– To ma być podbój? – spytał.

– Podbój?

– Spodziewasz się oporu miejscowych? Tam, na tej planecie.

Żarny wzruszył ramionami.

– Ja w ogóle nie wiem, czy są tam jacyś „miejscowi".

– Bruda nie zaglądnął?

– Widziałeś, co zdjęli iluzjoniści ze spojrzenia dalwidzów. Wszystko to poszło z dnia na dzień, jakby się paliło. Oczywiście, że Bruda powinien był mi wpierw przedstawić pełną dokumentację globu i okolicy, logika nakazywałaby przeprowadzić nawet ostrożny zwiad… Ale nie było czasu, Birzi

– Też polityka? Nie wierzę. To jakaś zaraza.

– Kwestia obsesji. Jak Birzi

– Dla skrzata? – zaśmiał się niewidoczny pilot. Obejrzeli się na niego.

– Czy to nie podpada przypadkiem pod brak szacunku?

– Kazałeś mu się zamknąć: niesubordynacja.

– Złamał rozkaz. Zetnę i zdegraduję.

– A co. Niech znają mores.

– …i jeszcze raz zetnę.

Generał znał Goulde'a dłużej nawet niż Zakracę: mogli sobie tak żartować, dla postro

Wkrótce ujrzą planetę na własne oczy, wkrótce sięgną Jej zwiadowcze podklątwy mageokonstruktu „Jana IV".

Lecieli już piąty dzień. Światłochrapy statku czerpały z pustki zabłąkane promienie i malowały nimi powierzchnie przezroczystych i nieprzezroczystych ścian. Widzieli więc, jak rozjeżdża im się przed dziobem na wszystkie strony gwiazdozbiór Ślepego Łowcy; poszczególne punkty jasności biegły na boki od osi „Jana IV" wycelowanego w słońce oznaczone w Atlasie Uttle'a numerem 583, a że różnice w prędkości ich ucieczek były ogromne, konstelacja rychło utraciła dla pasażerów statku jakiekolwiek podobieństwo do figury znanej im z map ziemskiego nieboskłonu.

Kopuła kinetyków, jak całe wnętrze „Jana IV", urządzona była z zaiste królewskim przepychem: złocenia, rzeźbienia, jedwabie, gobeliny, dywany i boazerie, marmury i mozaiki, freski, kasetony, obrazy, popiersia. Jedynie „dolna" część statku, gdzie znajdowała się zbrojownia, spiżarnia, konserwatorium żywych kryształów i sypialnie, jedynie ona posiadała pewien pozór funkcjonalności, chociaż Żarny i tak chętnie wymiótłby stamtąd z setkę zbędnych bibelotów. Nic by to jednak nie dało; „Jana IV" zaprojektowano dla starego Lucjusza Warzhada w manierze wycieczkowej karaki monarchy i jakiekolwiek przeróbki musiałyby okazać się teraz znacznie bardziej szkodliwe dla estetyki niż korzystne dla ergonomii.

Gdy konstrukt dał znak, że planeta znalazła się w zasięgu jego podklątw, Goulde i Generał przeszli do górnej mesy. Sala ta była grawitacyjnie zorientowana przeciwnie do kopuły kinetyków i po drodze trafili na przegub ciążenia, pułkownikowi rozsypał się tytoń z fajki, musiał go myślą ściągać z powrotem grudka po grudce, wszedł do mesy klnąc pod nosem.

Planeta, wielkości smoczego jaja, wirowała powoli pośrodku pomieszczenia. Stał przy niej rozespany Zakraca z kubkiem gorącej jurgi w garści i szeptał coś do trójki urwitów o otwartych oczach z wywróconymi białkami, którzy siedzieli, sztywno wyprostowani, na odsuniętych od stołu krzesłach. Dwóch i

– Jakaś mała mobilizacja – uniósł brwi Generał.

Zakraca siorbnął jurgi, zamachał ręką. – Właśnie posłałem panu, Generale, polte'a.

– Musiał się gdzieś zgubić. Raportuj.

– Tajes. Wysunęliśmy niskoenergetycznego Foltzma

– A te duchy?

– Chcę je puścić na ślepo z jednej dziesiątej szłoga.

– Czyje to?

– Nie wiem. Czyje to? – spytał czwórkę zaklinających.

– Mijaliśmy jakiś układ z gazowymi olbrzymami – od-mruknął jeden z nich. – Szlag by trafił te pokraki. Trzeba przez demony, inaczej nie idzie cokolwiek zrozumieć. Nie wiem, czy zdążymy.

– Cholera.

– Domysły? – rzucił Generał.

– To oczywiste – prychnął Zakraca. – Foltzma

– Więc jednak tubylcy – pokiwał głową Goulde.

– Demony sporządziły profil ich magii?

– Nie ma z czego, brak danych, Foltzma

– Były próby sondowania statku?

– Niczego takiego nie zarejestrowaliśmy.

– A oni? – Żarny wskazał spojrzeniem zaślepionych urwitów. – Znaleźli już coś?

– Kogoś – poprawił krótkim mruknięciem Goulde zapatrzony na obracającą się wielką iluzję planety. – Kogoś. Zakraca skrzywił się.

– Właśnie nie mogę od nich nic wyciągnąć. Pewnie blokada.

– Czy konstrukt bocznikuje ich iluzyjnie? – spytał Generał.

– Powinien – przyznał major i skinął na urwitów zajmujących się kryształem. – Dajcie mi tu ich trójkę – rzekł wskazując na lewo od iluzji planety, w zbieg ściany i sufitu.

– Robi się.

Po chwili zakotłowały się pod powałą trzy kłęby mroku.

– O kurwa.

Generał szybko podszedł do zaślepionych urwitów i lewą dłonią dotknął skroni każdego z nich. Zsunęli się z krzeseł, nieprzytomni. Obłoki ciemności zniknęły.

– Trzeba było posadzić tu kogoś, żeby ich monitorował – rzekł. – Wpadli w spiralę światła. Uciekliby jednak, gdybyś nie dał im tego wspomagania. Diamenty mogłyby wpompować w nich pół galaktyki, to postęp geometryczny, rezonans zmieniłby nas w plazmę. Dlaczego o tym nie pomyślałeś, Zakraca? Trzy czwarte miast w Imperium ma podobne pułapki na dalwidzów, Ustawa o Prywatności.

– Mój błąd – przyznał major. – Ale skąd mogłem wiedzieć? Ostatnie, czego bym się tam spodziewał, to drugie Imperium.

– Panie majorze… – odezwał się naraz jeden z urwitów pracujących na krysztale.

– Mhm?

– Mamy pełną mapę.

– I co?

– Nic. Dzicz, pustka. Wizualizować?

– Żadnych miast, żadnych… istot?

– Nic. Wizualizować?

Spojrzeli po sobie. Goulde postukał się cybuchem w zęby.

– Piękna robota – skwitował. – Fałszywka totalna. Z tej odległości i na całej planecie… majstersztyk. Iluzja – spojrzał na fantom planety – że niech się Pełzacz schowa. Oj, ciężki to będzie podbój, Generale, bardzo ciężki.

Z duchami zdążyli na ostatnią chwilę i nie było już czasu na pełny zwiad, Generał kazał im tylko sprawdzić kilka losowo wybranych miejsc; i szybko je sprawdziły -okazały się, co do jednego, zgodne z mapą sporządzoną na podstawie danych zebranych przez podklątwy konstruktu „Jana IV". Co zresztą nie było dla nikogo zaskoczeniem, nie oczekiwano zmiany i fałszu w każdym szczególe – lecz właśnie ukrycia niewielu kłamstw w powodzi prawd.

Statek wszedł na orbitę planety, podklątwy skanowały księżyce. Tymczasem demony w krysztale sporządziły wielkoskalową mapę układu: sześć planet; cztery odleglejsze: zimne skały; jedna gwieździe bliższa: skała gorąca.

Czterech urwitów sklętych na wspomaganiu w biernych telepatów nasłuchiwało myśli tubylców; ta czwórka była jednak monitorowana przez ludzi oraz demony i gdy natknęła się na pierwsze linie Pająka Mózgu, natychmiast ją odcięto. Pająk był potężny, krył swą siecią wszystkie kontynenty. Puszczone po jego liniach mocy czary rewersyjne zapętliły się na pierwszych węzłach. Zaplanowane to zostało wręcz genialnie: Pająk rozplótł swą sieć sferycznie i chronił samo źródło klątwy, które znajdowało się gdzieś wewnątrz, na lub pod powierzchnią planety. Rzecz była nie do ruszenia.

Przyszło wybrać miejsce lądowania. Generał zaprosił Goulde'a, Zakracę oraz ducha zaklętego na stuprocentową medialność, więc już niemal czyste zawirowanie myśli, a to dla wprowadzenia elementu nekrompirii. Zagrali w trójwymiarową tabanę. Kryształ transponował plansze w mapę powierzchni planety. Wskazał na przylądek największego kontynentu, w okolicy równika: coś jakby tropik, sawa

Uaktywniły się klątwy przeciwoporowe. Schodzili w atmosferę w grubym ochro