Страница 43 из 117
– Zarzyczka? – przerwał gwałtownie Koźlarz. – Skąd w tym wszystkim Zarzyczka?
– Przez was, panie – ze zdziwieniem odparła wiedźma. – Wysłaliście list. Jeszcze z Książęcych Wiergów wysłaliście, pamiętacie?
Koźlarz aż się wzdrygnął. Wiedźma mówiła odległym, głębokim głosem. Wieszczyła. Nawet się nie zdziwił nadmiernie – ostatecznie była noc Żarów, najświętsza noc Krain Wewnętrznego Morza, zaś wokół płonęła Spichrza. Wystarczająco wiele krwi i śmierci, by przeklęte zaczynały mówić głosami bogów. Dosyć mocy, by przepowiednie umknęły na swobodę.
Prawie zdążył o nich zapomnieć. Odwyknął od przekleństwa Krain Wewnętrznego Morza.
Na południu, tam, gdzie przewiódł ostatnie lata, nie widywano wiedźm.
Nie potrafił jej przerwać. I nie chciał. Wiedźmy z rzadka tylko wieszczyły, ale ich przepowiednie były prawdziwe.
– Poszłyśmy tańczyć w książęcych ogrodach. Bo jest noc Żarów. Bo się nie godzi spać pod kamie
– Która bogini? – spytał ostrożnie, żeby jej nie spłoszyć.
– Fea Flisyon. Próbowała cofnąć, co uczyniono dawno temu, odwrócić od twojej siostry przekleństwo, nim wypełni się do końca. I nie zdołała na nowo zawładnąć własną mocą. Nie wiem, czemu. Może dlatego, że usnęła? A może dlatego, że wmieszała się jeszcze Szarka? Gdyby nie postawiła Zarzyczki przed zwierciadłem, może losy potoczyłyby się i
– Bo to wszystko moja wina – podjęła schrypniętym głosem. – Tylko moja. Powi
– Co zrobiła Szarka? – spytał cierpliwie Koźli Płaszcz.
Wiedźmie lamenty nie obchodziły go zanadto. Chciał proroctwa. Jednak w jednym wiedźma miała rację: mijali się tej nocy, obijali o siebie jak ślepcy. Jakby wiedzeni prześmiewczą złą mocą.
W jakiś sposób wszystko zdawało się z nich naigrywać, nawet zagłada wieży Nur Nemruta. Przyczaili się z Prze – męką w gospodzie w zaułku starego miasta, przysiedli na chwilę w mrocznej, zaniedbanej izbie. Gdzie zresztą nie było żadnych gości, bo pognali rąbać książęcych pachołków, rabować w zamieszaniu kamienice albo zwyczajnie przypatrywać się ruchawce. Przemęka naglił do pośpiechu: stary był niespokojny, świerzbiało go w kościach, co, jak powiadał, zawsze zwiastuje nieszczęście. Wychylili zaledwie dwa kufle piwa, ale kiedy wyszli, w zaułku panował już zmrok.
Gdzieś w oddali ktoś wrzeszczał. Ani głośniej, ani ciszej niż poprzednio.
Lecz kiedy Koźlarz spojrzał ku Jaskółczej Skale, nie odnalazł wzrokiem jasnej wieży Śniącego. Dwa kufle piwa, pomyślał. Zagłada jednego z najpotężniejszych bogów Krain Wewnętrznego Morza trwała tyle, ile osuszenie dwóch kufli piwa. Chciał wtedy biec ku ruinom świątyni, choćby i całe pobuntowane miasto stanęło mu na drodze. Rwał się naprzód, żeby raz jeszcze popatrzeć na koszmar podobny temu, który niegdyś oglądał w kącinie Bad Bidmone. Nie, nie poszli do gruzowiska. Nie z powodu kapłanów, którzy zapewne roili się w resztkach świątyni. Ani nawet nie z powodu spotkania z Suchywilkiem.
Bo kiedy rozejrzeli się po ulicy, wszystko było jak wcześniej. Gromada wyrostków w chałatach szkolarzy sztuk wyzwolonych wyrzucała sprzęty z okien kamienicy. W uchylonych wrotach człek w kapeluszu ozdobionym wstęgami ze znakiem szubienicy beznamiętnie gwałcił pątniczkę. Dalej, przed sklepem sukie
Więc to tak właśnie kończy się świat, pomyślał wtedy Koźli Płaszcz. Brzydko i bez znaczenia.
– Szarka zaprowadziła Zarzyczkę do wieży Nur Nemruta – powiedziała wiedźma. – Wiedziałam, że nie powi
– Jaka przepowiednia?
– Bo nim wszystko się zaczęło, na samym początku – ciągnęła wiedźma, bardziej do siebie niż do Koźlarza – słyszałam to wyraźnie. Słowo po słowie. Świąteczną przepowiednię:
Kiedy umarłe pokona śmierć Kiedy spętane potarga pęta Kiedy przeklęte zdejmie przekleństwo Powrócą żmijowie.
– Nie, Zarzyczka nie mogła słyszeć – zmarszczyła z namysłem brwi. – Nie, nie mogła. Nie po tym, jak dotknęła zwierciadła. Szarka słyszała, ale nie powtórzyła ani słowa. Nienawidzi przepowiedni. Wszelkich przepowiedni.
Może powi
– Zaprowadziła nas do wieży Nur Nemruta, książę. Mnie, twoją siostrę i książęcego karła. Prosto w sidła, bo kapłani z całych sił pragnęli nas tam ściągnąć. Wszystkie trzy, ale najbardziej Zarzyczkę. Więc, kiedy wreszcie zrozumiałam, że nie powi
– Cieszysz się, prawda? – spytała nagle ostro, choć książę nie przerywał jej ani słowem. – Najpierw Bad Bidmone, dalej Zaraźnica, a na koniec Nur Nemrut, tak sobie myślisz. I cieszysz się, że odchodzą. W tym jesteście sobie z Szarka równi. W nienawiści do bogów. Ty z powodu tego, co widziałeś w rdestnickiej świątyni, ona z powodu wszystkiego, co utraciła już raz i na nowo traci. Ale ostrzegam cię, książę – głoś wiedźmy zadźwięczał głucho. – Ostrzegam cię i mówię prawdę, bo nie mogę kłamać, że za przyczyną swojej nienawiści utracisz więcej, niż przeczuwasz. Znacznie więcej.
Przez długą chwilę dyszała, ciężko chwytając powietrze.
– Coś minęło – podjęła spokojniej. – Bezpowrotnie. Czegoś zabrakło. Okrucha nadziei, okrucha wiary. Gdybyś zeszłej nocy odważył się przyjść do cytadeli i odszukać siostrę. Gdyby Suchywilk nie bał się tak bardzo o córkę i został, kiedy przestały bić dzwony. Gdyby Szarka poczekała jedną chwilę dłużej. Gdybyś ty trochę wcześniej minął furtę. Gdyby człowiek, który chciał nas zabić, nie był opętany. Albo gdybym ja wybrała na czas. Bo Fea Flisyon dała mi wybór i moc potrzebną, żeby go dokonać. Szarka albo Zarzyczka… jedną mogłam ocalić. Jednak zawahałam się. Nie potrafiłam wybrać, kiedy nadszedł czas. I zgubiłam obie.
– Nie żyją?
– Och, jeszcze nie teraz – wiedźma uśmiechnęła się gorzko. – Nie od sztyletu na wpół obłąkanego pogromcy wiedźm. To jeszcze można by wybaczyć, książę. Są jednak rzeczy dotkliwsze i sięgające znacznie dalej, wiesz dobrze. Idź i sam ją spytaj – wyciągnęła rękę ku przesmykowi między cichymi rzędami jałowców. – Nic więcej dla ciebie nie mam. Moja przepowiednia jest o żmijach. Nic jej do żalnickiego władztwa, nic jej do twoich sporów z Zird Zekrunem. Idź już. Znajdziesz ją bez trudu. Tyle że jest zbyt późno.
Ze znużeniem zwiesiła głowę: przepowiednia wyczerpała się. Zbójca uczynił krótki, nakazujący gest i Koźlarz zrozumiał, że nie ma na co czekać. Później przyjdzie czas, pomyślał, by zastanawiać się, czy wiedźma bełkotała tylko bezrozumnie, czy istotnie wieszczyła. Jeśli w ogóle można to rozstrzygnąć. Natomiast Zarzyczka i niedoszły morderca mogli wciąż kryć się w pobliżu. O ile nie byli wiedźmim urojeniem.
– Zabiłam je – powiedziała z udręką wiedźma, kiedy książę zniknął w szpalerze jałowców. – Tej nocy zabiłam je obie. I jutrzejszego ranka nie będę nawet pamiętać. Czasami chciałabym też nie żyć…
I wtedy zbójca Twardokęsek, który również słyszał legendę o trzech życzeniach wypowiedzianych w noc Żarów, o trzech życzeniach, które spełniają się niezawodnie i co do joty, potrząsnął niebieskooką niewiastką tak mocno, aż jej zęby zagrzechotały. A potem odsunął ją od siebie nieznacznie, na tyle, żeby widzieć jej twarz. Każdy z ławicy niezliczonych piegów na zadartym nosie. Drobne zmarszczki w kącikach oczu. Brud i łzy rozmazane na policzkach.