Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 22 из 117

Nim stopniały lody, pojęła bardzo dobrze, że lekarskie medykamenty mogą jedynie spowolnić agonię. Nie dłużej niż do nadejścia jesie

Bardzo dobrze pamiętała, jak z rozkazu kniazia przyprowadzono ją pierwszy raz do świątyni. Szczupłą, najwyżej tuzin letnią dziewuszkę, która starała się trzymać prosto pomimo szyderstw tłumu i nieczystości, którymi obrzucono ją na trakcie do przybytku Kei Kaella. „Kniaziowska dziwka!", krzyknął ktoś cienko pod samą bramą i zaraz później z twarzy błagalnicy spojrzały na Lelkę siwe oczy Krobaka. Dziewczynka przystanęła niepewnie, o krok przed gromadą druży

Na koniec uklękła w uświęconym, pokutnym geście i posypała nagą głowę odrobiną pyłu spod świąty

Pomyślałam wówczas, przypomniała sobie Lelka, że mój ojciec popełnił błąd, odrzucając to dziecko.

W Sinoborzu całą zimę gadano z uciechą, jak stary kniaź Krobak naszedł syna w komorze na nader bliskiej komitywie z kuzynką. Lelka nie dopytywała się, jak to naprawdę z tym było. Dość, że dziewczynkę postrzyżono, niczym zwyczajną dziewkę, i wydziedziczono przed możnymi władztwa. A dzień wcześniej kniaź odesłał syna hen na północ, aż do Czerwienieckich Grodów, nie dbając ani o pogróżki szczeniaka, ani rzewne prośby kniahini, bowiem ta obawiała się dzikich krain i chciała zatrzymać przy sobie najmłodsze, ukochane dziecko.

Kniaź jednak zaparł się, jak to miał we zwyczaju, i powierzył syna Czerwieńcowi, który dzierżył twardą ręką całą północną dziedzinę. Spodziewano się, że surowe obyczaje pogranicza rychło obrzydzą książątku bałamucenie niedorosłych dziewek i i

Dobrze to sobie stary obliczył, myślała wówczas Lelka. Wark rychło zapomni o kłótni z ojcem i dziewce odesłanej do świątyni, bo u młodych pamięć krótka a wichrowata. Ani chybi, na koniec wróci nie tylko w dobrym zdrowiu, ale też z drużyną własną spośród tych, co się z nim w Czerwienieckich Grodach będą chować a do miecza wprawiać. Od Czerwieńca takoż się wiele nauczy, osobliwiej, że ten własnych synów nie ma, więc cały majątek i przywiązanie mogą przejść na Warka. Może być, wszystko się nam na dobre obróci. Zaś świątynia nie zubożeje od jednej błagalniczki, choćby i z musu za świąty

Ujęła za ramię umorusane dziecko i popchnęła je przed sobą do kuche

Zmyła pierwszy brud, delikatnie dotykając obrzmiałych sińców na żebrach i nogach dziewczynki. Skórę na plecach poprzecinano korbaczem, balwierz takoż nie obszedł się z nią nazbyt delikatnie, jednak miała zgrabne, zdrowe ciało, smukłe i silne, i delikatną twarz w kształcie serca. Kiedy Lelka podniosła ją wreszcie z balii i owinęła świeżym prześcieradłem, opuchnięte i potłuczone usta dziewczynki zaczęły wreszcie drżeć.

– Płacz, dziecko – powiedziała łagodnie, przyciągając jej głowę do szorstkiego sukna swej świąty

Lelka nie wiedziała wtedy, że na koniec Wark jeden zostanie z kniaziowego potomstwa, że jej najstarszego brata Czarnogóra okrutnie umęczy w dworcu nad Zawrotem, dwóch i

Ani tak ze szczętem obcemu, ani przybłędzie, poprawiła się w myślach. Rodzonej krwi Krobaka, po jego córce wyprawionej niegdyś do Żalników. Jednak Czerwienieć nawet nie wspomniał o dzieciaku, ani go nie posyłał do treglańskiej cytadeli. Stary kniaź najpewniej udzieliłby schronienia wnukowi, choć wcale nie po to, aby go w sposobnej chwili z błogosławieństwem wyprawić na podbój utraconej ojcowizny. Tak, pomyślała Lelka, może by nawet kazał go ukoronować niedobitkom zakonu Bad Bidmone, ale gdyby się wreszcie dochrapał żalnickiego tronu, nie on by tam panował, tylko sinoborscy doradcy. I stary Krobak.

Zaś Czerwienieć już wtedy zgoła czego i

Tymczasem na sinoborskiej ziemi rosło dziecko, które oglądało sławetny spór Bad Bidmone z Zird Zekrunem i wędrowało wśród lodów z widmami dawnych władców. Pewnie, rozprawiano trocha o wyrostku w szłomie ozdobionym białą kitą, co ledwie od ziemi odrósłszy prowadził wojowników przeciwko Pomorcom. A także o tym, że morski drobiazg z głębin Wewnętrznego Morza pokłonił mu się do kolan, zaś bogowie obdarzyli szczęściem większym niż któregokolwiek z żywych śmiertelników. Aleśmy myśleli, że to jedna z owych bajd, co każdej wiosny spływają z północy, niczym kra.

Komu by w głowie postało, żachnęła się ze złością, że Czerwienieć obróci Warka w najbliższego towarzysza żalnickiego księcia?

Potem ledwo żywy posłaniec wpadł na podwórzec treglańskiego dworca, przynosząc wieści o nieudanej wyprawie na pomorcki brzeg i spaleniu Czerwienieckich Grodów. W dwa dni po nim na ten sam dziedziniec zajechał Wark, z dwoma wojami u boku, w pogruchotanym bechterze, z ramieniem obwiązanym pokrwawioną szmatą i ze świeżą szramą na gębie. Pamiętam jak dziś. Do białego świtu siedziałam z kniaziem w gości

Ja myślałam o mieczu żalnickich kniaziów, jednym z jedenastu boskich znaków wykutych w ogniach Kii Krindara Od Ognia I Miecza, w tajemnej kuźni gdzieś wśród szczytów Gór Żmijowych. Moc ze starych legend przesunęła się ponad czubkami moich palców, by na nowo zniknąć z sinoborskiego władztwa. A Wark nie potrafił nawet zgadnąć, dokąd powędrowała.

Tymczasem w komnatach cytadeli, pod strażą, dziedzic tronu rwał się i tłukł, jak młode wilcze po klatce, to chciał ludzi zbierać i Pomorców gromić, to znów za Czerwieńcem i Koźlarzem ruszać na wygnanie.

Nim noc dobiegła końca, pani przybytku rozkazała odesłać Firlejkę z treglańskiej świątyni i jeszcze jedno drobne wrzeciono bogini poszło w ruch. Niespokojnie wyczekiwała ostrego dźwięku kołatki u wrót. Wyrzutów, pytań, próśb. Nic takiego nie nastąpiło. Wark mówił tylko o dziecku z kohorty lodowego boga, o wyprawach na Pomorców i pomście za rzeź zgotowaną Czerwienieckim Grodom. W istocie, próbował nawet uprowadzić jeden z okrętów zacumowanych w treglańskiej cieśninie i podczas posłuchania we kniaziowskim dworcu otłukł po gębie kapłana Zird Zekruna. Po tym ostatnim wyczynie Krobak zawarł syna w ciemnicy, ale po siedmiu dniach jego spadkobierca wychynął na boże światło z gniewnie zaciśniętymi zębami i żadną namową nie dał się nakłonić do rozsądku. Jeśli nawet pamiętał siwooką kuzyneczkę, która wykradała dla niego orzechy w miodzie ze słojów w spiżarni i pozwoliła się przyłapać w zbyt wysoko zadartej spódnicy, żadnym gestem nie dał tego po sobie poznać. Lelka przypuszczała, że gdyby Firlejka przesunęła się przed nim na gościńcu w swojej szarej świąty