Страница 18 из 117
Zwycięzca pościgu rzucił zdechłego krogulca obok ciała Servenedyjki. Było w tym geście coś potwornie obelżywego.
Przypomniała sobie. Wołali go Rutewka i kiedyś zasiadał w radzie miejskiej obok jej ojca. Potem książę skazał go na wygnanie, ale Nawojka nie wiedziała dokładnie, dlaczego. To były sprawy mężczyzn, ściszali głos, kiedy wchodziła do izby z nowym dzbanem miodu, zaś Nawojka nie miała we zwyczaju podsłuchiwać pod drzwiami. Nie myślała wiele o Rutewce, nawet wtedy, kiedy służebna podrzuciła jej ukradkiem wierszowany pamflet, w którym gromił rozpustę księcia pana. Nawojka cnotliwie rozkazała wrzucić nie przeczytany pergamin do ognia i nie wspominała o nim więcej. To właśnie z powodu takich ludzi jak Rutewka jej ojciec przesiadywał całymi dniami w ratuszu miejskim. Nawojka była dobrą córką i nie chciała mieć z nimi nic wspólnego.
Gdy kiedyś spytała, Kudłacz pogłaskał ją po włosach i przykazał, żeby nie zaprzątała sobie głowy podobnymi bredniami. To podły człowiek, powiedział, nie przystoi, żebyś o nim myślała.
Jednak dzisiaj stała z koroną Króla Żarów w zaciśniętych wilgotnych palcach na szczycie wysokich schodów, ponad placem, na którym tłuszcza rzucała głowami pomordowanych wojowniczek. I nie było przy niej ojca. Ani żadnego z braci. Ani nawet czarnowłosego syna kupca korze
Za plecami Nawojki pani Radlina krzyknęła ostro. Dziecko, którego oczekiwała z końcem lata, nigdy nie miało się urodzić.
Zaufani Rutewki wywlekli na środek placu kilku związanych ludzi. Było wśród nich trochę mieszczan, dwóch rajców, którzy mieli wygłosić mowę do Króla Żarów, i i
– Nie, proszę, nie! – krzyknęła jedna z kobiet, kiedy jej mąż przewrócił się pod nawałem uderzeń, ale nikt nie zamierzał słuchać. Przeciwnie, oprawca tym zajadlej smagnął leżącego.
To nie powi
– A teraz – powiedział Rutewka, kiedy skończyli biczowanie. – Teraz pójdziemy do ratusza poprosić wielmożnych rajców o miejskie klucze. Ale pierwej zabawimy się z rajcowymi ladacznicami. Dla mnie będzie – rozejrzał się bacznie po struchlałych niewiastach i jego wzrok spoczął na Nawojce – ta smarkata.
Zaczął powoli wchodzić na podium. Nawojka wciąż stała na szczycie schodów, spokojna, z głową lekko przychyloną na ramię i ściągniętymi brwiami. Przyłożyła do piersi lewą rękę, kurczowo zaciśniętą na koronie Króla Żarów. Nie zasłużyłam sobie na to, pomyślała jeszcze. Nigdy nie zrobiłam nic, czym bym sobie na to zasłużyła.
A kiedy Rutewka był już całkiem blisko, tak blisko, że mogła zobaczyć dwa włosy wyrastające z brodawki u nasady jego nosa, dobra, łagodna Nawojka, której nic w jej całym życiu nie przygotowało na podobne wybory, zmacała prawą ręką lampion wypełniony gorącą oliwą i cisnęła go Rutewce prosto w twarz.