Страница 34 из 68
Rocco wszakże często się pysznił, że w Brionii, gdzie ocalały pradawne sekrety protoplastów książęcej rodziny, nadal można oglądać magię w jej prawdziwej postaci, zmie
– Dlaczego do mnie przychodzisz? – zapytał chłopiec, tknięty nagle podejrzeniem, że rozmowy z widmową kobietą także są częścią planu jego ojca, jakąś próbą, której z pewnością nie zdoła sprostać. – Dlaczego opowiadasz mi te wszystkie rzeczy?
Arachne usiadła pod przeciwległą ścianą. Jej twarz była jasna w ciemności i tak rzeczywista, że przez chwilę znów uwierzył, iż jest żywa. Potem zobaczył, jak kekropsi suną ku niej po posadzce i układają się tuż za jasnym kręgiem jej sukni. Wyciągnęła dłoń, aby pogładzić najbliższego po skórze, lecz przeszedł przez jej palce, jakby uczyniono je z dymu. Monstrum zasyczało z rozczarowaniem, a jego wężowe ramiona wiły się jeszcze przez chwilę, na darmo usiłując jej dotknąć.
– Usłyszałam, jak płaczesz – odpowiedziała. – Kiedyś obiecałam Severowi, że będę chronić naszych synów. Dlatego przyszłam.
Pomyślał o zasztyletowanym stryju i jego dwóch synach, których otruto w klasztorze.
– Nie ja jeden cię potrzebowałem.
– To prawda. – Skinęła głową. – Ale ja nie żyję. Moja moc niknie o brzasku i nie sięga poza te korytarze.
Mogła mówić prawdę, lecz wychował się w miejscu, gdzie słowa były najtańszą z broni, a plecy wciąż paliły go od uderzeń.
– Ojciec powiedział, że mnie zdradzisz.
– Nie, skarbie. – Pochyliła się lekko ku niemu. – Tej jednej rzeczy nie potrafię zrobić, choćbym chciała. Być może jednak nie zdołam ci pomóc. A teraz śpij. Póki tu jestem, kekropsi cię nie skrzywdzą.
Kiedy Rocco wysłuchał wreszcie syna i dowiedział się, że po korytarzach cytadeli wędruje duch Arachne, najpierw nie dowierzał chłopcu, potem wpadł we wściekłość, na końcu zaś postanowił ją pojmać. Przywykł wierzyć, że jest panem twierdzy, być może słabszym od poprzednich, ale niepodzielnym, i myśl, że ktokolwiek, choćby duch zmarłej dawno temu niewiasty, drwi sobie z jego władzy, przyprawiała go o wściekłość. Zamykał syna w coraz bardziej wyszukanych lochach tortur, każąc mu przyzywać Arachne, choć doradcy przestrzegali go, że wystawia na szwank życie swego jedynego dziedzica. Nie dbał o to, ogarnięty obsesją i furią, która wzmagała się z każdą nocą, albowiem duch nieodmie
Miotając się w bezsilnej złości, zaczął sprowadzać do cytadeli hierofantów i magów, którzy pomogliby mu pozbyć się nieproszonego gościa. Bezskutecznie. Nie pomógł ani sły
Rychło też wieść o zgryzocie trapiącej księcia przedostała się do miasta, stamtąd zaś niepostrzeżenie powędrowała dalej, aż po najdalsze krańce Półwyspu. Rocco wił się w bezsilnej złości, kiedy kolejni książęta przesyłali mu dobre rady i wyrazy współczucia, rozumiał, bowiem, że ów duch, który uparcie odmawiał poddania się jego woli, ośmiela do działania jego żywych i znacznie niebezpieczniejszych nieprzyjaciół. Najbardziej jednak niepokoiła go pogłoska, zrazu szerząca się wśród plebsu Brionii, potem rozniesiona przez wędrownych handlarzy i żebraków po całym Półwyspie. Głosiła ona, że cytadelę nawiedza nie Arachne, lecz Adalgisa, żona zamordowanego brata Rocca, która, mszcząc się za okrutną śmierć własnych dzieci, na dobre opętała potomka obecnego władcy. Szeptano, że odebrała Diamante rozum, zmieniając go w śliniącą się, przerażoną kukłę, którą ojciec musi żelaznymi łańcuchami przykuwać do ściany w najgłębszych lochach cytadeli, gdyż byle promień słońca wprawia chłopca w morderczą furię.
W odpowiedzi Rocco zaczął przyjmować poselstwa z synem u boku i często zabierał go na ko
Skoro, więc nie mógł przemóc nad duchem i
Tak też wpadł na trop tajemnicy, która wstrząsnęła podstawami Półwyspu i zmiotła z powierzchni ziemi Principi dell'Arazzo.
Tygodnie płynęły nieprzerwanie, zamieniając się w miesiące, a starucha nadal uparcie czepiała się życia. Skryba, który ściągnął do Brionii w przekonaniu, że spędzi tu nie więcej niż kilkanaście dni, wystarczająco dużo, by zamienić parę słów ze świątobliwą niewiastą i spisać świadectwa jej nabożnych czynów, popadał w coraz większą złość i rozgoryczenie. Wyznaczono mu komnatę tuż pod dachem, z dala od cel mniszek, i zamiast spać, nocami leżał nieruchomo, nasłuchując na dachu chrobotu stymfalid i harpii. Rankiem nie mógł zwlec się z łóżka, głowa ciążyła mu niezmiernie podczas posiłków, a w sercu budziło się zwątpienie i żal, że niepotrzebnie przybył do tego przeklętego miejsca.
Jedynie spisywanie żywotu Luany szło dobrze, choć z każdym dniem coraz mniej przypominał on wymarzone przez skrybę dzieło. Tuż przed śmiercią umysł staruszki odzyskał, bowiem dawną bystrość. Co gorsza, odkąd nazwał ją wywłoką, przeorysza zapałała niezwykłą ciekawością do dzieła mnicha i codzie
Kiedy już bez reszty podupadał na duchu, wybawienie przyszło z zupełnie nieoczekiwanej strony. W magicznej burzy, którą rozpętały po śmierci Principi dell'Arazzo zwycięskie demony, zniszczał akwedukt doprowadzający do miasta wodę z górskich źródeł. Większość studni wykopanych za murami dla biedoty i marynarzy z portu, pokryły gruzy albo też ich wody zatęchły i stały się niezdatne do picia. Przez długi czas nieliczni ocalali mieszkańcy chwytali w beczki deszczówkę i dopiero, kiedy powstał klasztor, Luana rozkazała wykopać na jego dziedzińcu nową studnię. Własną dłonią wskazała miejsce, gdzie należy to uczynić, a skoro robotnicy zeszli na odpowiednią głębokość, z dna trysnęła woda o słodkim, orzeźwiającym smaku i kryształowo czysta. Odtąd wszyscy, którzy tylko zapragnęli, mogli z niej czerpać do woli i o świcie wiele kobiet stało z dzbanami pod klasztornym murem, czekając na otwarcie wierzei.