Страница 31 из 68
Wbrew temu, co powiadają, Rocco nie był okrutniejszy ani bardziej krwiożerczy od i
Zrozpaczony ojciec okrutnie pomścił ich śmierć, spuszczając demony na nadmorskie wioski, które od dawna sprzyjały buntownikom, nie zdołał jednak zamknąć ust tym, którzy szeptali, że oto dziedzictwo Sepera osłabło widać niezmiernie, skoro niemal wyszkoleni magowie pozwalają się pochwycić i potopić jak kocięta. Ze zranionej dumy i gniewu po stracie dzieci książę uczynił rzecz niebywałą i szaloną – stojąc tuż nad grobem i czerpiąc z resztek swojej mocy, spłodził jeszcze jednego syna, Rocca. Ów wysiłek podkopał jego siły tak dalece, że odszedł kilka miesięcy później, przed śmiercią przekazując trud rządów w ręce dworskich hierofantów, jako że nawet starszy z jego synów nie osiągnął jeszcze stosownego wieku, aby panować nad całym krajem.
Aby zrozumieć, kim był Rocco, należy nieusta
Nic, więc dziwnego, że nikt nie zadbał o edukację chłopca, którego powszechnie uważano za słabeusza niezdatnego do magii i panowania. Jego brata natomiast nieusta
Rocca wszakże pozostawiono samemu sobie. Pozwalano, by włóczył się bezczy
Skoro jednak wkroczył w wiek męski i bez uszczerbku na honorze rodu nie dało się go dłużej pozostawiać bez małżonki, hierofanci wyszukali mu oblubienicę, czyniąc to w sposób pełen zarazem kpiny i okrucieństwa. Benedetta była córką jednego z górskich magów, usadowionego w swej wieży z szarego granitu tuż poniżej Passo dei Lupi. Prócz długich, psze
Kiedy uczta dobiegła kresu, wśród toastów i sprośnych żartów poprowadzono przelęknionych młodych ku alkowie. Zwykle czynił to ojciec oblubieńca, lecz skoro jego zabrakło, wszyscy hierofanci czuli się w obowiązku sprawdzić, czy właściwie rozścielono loże i czy poduszki są dość miękkie, by nie urazić delikatnej skóry księżniczki. Z kielichami wina w ręku zachęcali Rocca, by się dobrze sprawił w łożnicy, i głośno wychwalali urodę pa
O tym wszystkim należy pamiętać, jeśli chce się zrozumieć, kim był Rocco.
Starucha zdawała się czuć dzisiaj lepiej. Zanim zapadła w drzemkę, dyktowała dobrą chwilę, za nic mając nerwowe pochrząkiwania skryby, który z najwyższą niechęcią spisywał jej wynurzenia o księciu-magu Brionii. Nie śmiał jej jednak skarcić, bo opiekunka przeoryszy, która nieodmie
Zacisnął zęby, aby powstrzymać pełen satysfakcji uśmiech. Na szczęście słabość i ułomność natury kobiet nie pozwalała wystawiać ich na pokusy, niesione przez znaki pisma – w tym względzie mnisi i czarnoksiężnicy byli całkowicie zgodni – on zaś stworzy dzieło swojego życia, żywot świątobliwej niewiasty, która podeptała łby demonów i cisnęła je w ogień. I nie przeszkodzą mu w tym żadne przedśmiertne mamrotania konającej mniszki.
Szarpnął ją za ramię. Czas płynął nieubłaganie i z każdym dniem była coraz bliżej śmierci, musiała, więc mówić, musiała dokończyć tę historię chociażby po to, by wiedział, co w przyszłości przemilczeć i zmienić, aby tym lepiej służyło zbożnemu dziełu.
Przeorysza wzdrygnęła się i obro
Z namysłem przygryzł wargę. Tak, tę historię mógł zapisać – oto owoc miłości matczynej przeistacza się w mistyczny wizerunek doskonałości i wiary, który towarzyszył opatce w dniach zwątpienia i rozjaśniał mrok, odstraszając potwory. Mówiono, że Luana nic więcej nie wyniosła z gorzejącej cytadeli. Niespełna dziesięcioletnia, przeszła przez dziedziniec wśród płomieni i demonów, które odstręczał cudowny blask bijący z perły. Potem zaś, wciąż ściskając klejnot w dłoni, wkroczyła w ciemny owal portalu świątyni, na zawsze pozostawiając za sobą dawne życie. Była to pobożna opowieść, pełna budującej nauki. Niewątpliwie należało ją zapisać.
– Zostawcie ją, panie. – Opiekunka położyła mu rękę na ramieniu. – Jest znużona i coraz częściej osuwa się w sen.
Syknął ze złości, że ośmieliła się przemówić niepytana i, co więcej, dotknąć nieczystą dłonią konsekrowanego mnicha. Rozpoznawał w niej prostą istotę, służkę z najniższego chóru, jakąś chłopską córkę albo sierotę przygarniętą do klasztoru z litości, bez żadnego posagu i zawczasu przeznaczoną do posługi, która mogła nie pojmować, że przystoi jej posłuszeństwo oraz milczenie, szczególnie w obliczu czcigodniejszych od niej i bardziej zasłużonych w wierze. Ignorancja jednak nie usprawiedliwiała występku. We własnym klasztorze rad byłby ją kazał obić rózgą aż do pierwszej krwi. Ale w Brionii życie było odległe od prostych, dobrych obyczajów z Costa dei Gabbiani, a świątobliwa Luana dziwnie gustowała w obecności prostaczków i, dopóki przeorysza żyła, musiał cierpieć obecność jej opiekunki.