Страница 47 из 57
– Coś ty zrobił?
– Jakby odrobinę blady. Ej, Kostucha, otwórz no sakwojaż, daj mu pociągnąć czegoś mocniejszego, bo jeszcze nam bidaczyna omdleje i będziemy musieli targać chłopa po schodach.
– Nie dotykaj mnie!
– Przecież nie dotykam. Smith w rozżaleniu kręcił głową.
– Po co ci to było? No po co? Cóżeś chciał osiągnąć?
– A to moja sprawa.
– Żaden cel nie uświęca środków, ale jest wiele takich środków, które potrafią splugawić najszczytniejsze nawet cele.
– Ohoho, człowieku, toż to jakaś cholerna poezyja! No słucham, słucham, mów dalej.
Smith spojrzał na Wyżryna. Pułkownik się uśmiechał, Ian odwrócił wzrok.
– Dawaj, Kostucha, tę flachę.
Kostucha podał. Smith odkręcił, pociągnął długi łyk. Coś łupnęło głucho. Odchylił się w bok, bo Xavras zasłaniał mu widok. To ciało generała Sierioznego spadło na pilśniową płytę.
Ian zwrócił flaszkę. Podniósł kołpak, wstał. Był tego samego wzrostu co Wyżryn, patrzyli sobie prosto w oczy.
– To jest wojna – rzekł Xavras.
Smithowi, w którego spirytus uderzył na czczo, w całkowicie opróżniony żołądek, szumiało już lekko w głowie. Wyciągnął rękę i dźgnął Wyżryna wyprostowanym palcem w pierś.
– To tylko ty.
•
Dlaczego odmówiłem? Dlaczego odmówiłem? Dlaczego odmówiłem? Dla pieniędzy? Lecz cóż znaczy strach przed ubóstwem – w dodatku tak odległym – w obliczu najpierwotniejszego strachu o własne życie? Dlaczego zatem? Wyżryn nawet chciał, żebym odszedł. Nawet prosił. Więc może z przekory? Ale nie jestem przecież dzieckiem, a to nie jest dzieci
•
– Ty naprawdę zamierzasz wysadzić Moskwę w powietrze.
– Ano zamierzam.
– Masz tę bombę. – Mam, mam.
– I co ci to da? Setki tysięcy zabitych; cywili, niewi
– Myślisz, że robię to dla osobistych korzyści?
– A nie? Chcesz Polski; dla twojego pragnienia oni mają umrzeć.
– Może z twojego punktu widzenia rzeczywiście tak to wygląda. U podstaw waszego sposobu myślenia leży egoizm, to oś waszego układu współrzędnych.
– Nie gadaj głupot. Z każdego punktu widzenia tak to wygląda. Umyśliłeś sobie wywalczyć niepodległy kraj i nie obchodzi cię, jakimi metodami to uczynisz.
– Po pierwsze: gdybyś jeszcze nie zauważył, to informuję cię, że nie jestem w tym sam…
– I co, to ma być argument? Że więcej takich szaleńców?
– Demokracja, mój drogi, twój Bóg; vox populi, vox Dei. Zapomniałeś? Otóż prawo do samostanowienia…
– Nie pieprz.
– A po drugie: niech no ci tylko pokażą Wujka Sama, niech zagrają Gwiaździsty Sztandar, a już łza w oku… Może nie? Może nie? A co byś miał, gdyby wpierw wasi Xavrasi nie załatwili Angoli i nie powyrzynali Indiańców, kobiet i dzieci, cywili, niewi
– To jest demagogia!
– Cynizm, to może, ale demagogia na pewno nie. Co, nie mam racji? W którym miejscu przekręciłem prawdę, hę?
– Naprawdę chcesz swym wnukom zafundować Polskę podmurowaną stosami głów?
– Iii, dziury w całym szukasz. Gówno będzie moje wnuki obchodzić, co tam się działo dwadzieścia, trzydzieści lat wcześniej; ani się nie będą chcieli o tym uczyć, ani się nie będą przejmować niewi