Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 45 из 57

–  Przecież byłeś świadkiem. On to przewidział.

– Poszedł dobrowolnie na śmierć? – Smith uniósł brwi. – Bez sensu to.

–  Wolał tak niż… Jego decyzja. Wybrał najlepsze wyjście.

–  Jasnowidz, tak? Jasnowidz?

–  Śmiejesz się?

–  Nie, tylko… Nie obraź się, ale…

Wyżryn poruszył się w ciemności. Podciągnął nogi, wyprostował się, oparł plecami o stok jaru; odchylona w tył głowa sugerowała, iż pułkownik zapatrzył się w wycelowane gdzieś w niebo korony drzew, lecz Smith był pewien, że Xavras patrzy na niego.

–  Wrota do piekieł obracają się na niewielkich zawiasach. Przesuń teraz ten kamień o centymetr w lewo; jeszcze się okaże, że tym sposobem zniszczyłeś imperium. To nie jest do zrozumienia dla nikogo, kogo nie dotknęło owo przekleństwo.

–  Ty rozumiesz.

–  Ja wierzę. Był moim bratem. Wybierał ścieżki. Tylko dzięki niemu wciąż żyję. W ten sposób przeczę prawdopodobieństwu. Nie powinienem żyć; nie powinienem zwyciężać.

–  Ale on już zginął, już ci nie pomoże. Czy to oznacza koniec Xavrasa Wyżryna?

Długo milczał. Smith słuchał jego spokojnego, powolnego oddechu dochodzącego z tej pachnącej świeżym grobem ciemności; bicie serca zaczajonego w swej grocie smoka -tam się waży śmierć i śmierci zaniechanie.

–  To oznaczało koniec Xavrasa Wyżryna od samego początku – szepnął Xavras. – Zginę od eksplozji bomby atomowej.

Smith wstrzymał oddech.

–  Więc jednak. Gdzie ona jest?

–  Kto?

–  Idziemy na Moskwę, prawda? Gdzie jest bomba? Wyżryn zaśmiał się przez nos.

–  Źle mnie zrozumiałeś. To Ruskie spuszczą tę bombę. Smith zmagał się z tym przez chwilę.

–  Tak ci powiedział? – nie wytrzymał wreszcie. – Tak ci powiedział? Przecież to absurd! Jak polowanie z włodem na muchy! Idiotyzm! Ty w to wierzysz? Za kogo się masz, do cholery? Boże drogi, atomówkę spuszczać na człowieka… Zabijać setki tysięcy dla jednego Wyżryna! To już nawet nie jest megalomania. To… to… to jakaś mania religijna; kto ty jesteś, drugi Chrystus, co ty sobie myślisz, zesłali cię na męczeństwo za Polskę czy co; już ci, kurwa, zupełnie odjebało…

–  No dobra – Xavras podniósł się z przeciągłym steknięciem. – Pójdziemy dalej, pora już.

Smith zabrał kołpak, wstał.

–  Przepraszam – mruknął zmieszany.

Pułkownik uśmiechnął się pod wąsem; zarost na jego twarzy wyraźnie go postarzał, dodając mu wszelako pewnego rysu dobroduszności.

– Nie szkodzi. Zdarza się.

Kiedyś stał tu zamek, ale spłonął, zawalił się, zniszczał, strawił go las. Potem, wykorzystując część ruin, wzniesiono coś w rodzaju parterowego domku myśliwskiego, daczy stylizowanej na carycę Katarzynę albo Piotra I. Las poradził sobie i z tym. Obecnie tę zagubioną gdzieś wśród dziczy budowlę wykorzystywali jedynie kłusownicy oraz zbrojne bandy uchodzące przed pościgiem.

Oddział Wyżryna dotarł tu już po zmroku. Wewnątrz czekał Jebaka ze swoimi ludźmi. Mieli jeńca.

–  Kogo?

–  Jakiegoś generała.

Smith sięgnął po kołpak. Morze Wydało Zmarłych zatrzymał w pół ruchu jego rękę.

–  Jak Xavras pozwoli – rzekł. – Zresztą, co chcesz kręcić? Nie ma go tu.

Faktycznie, zwiedziwszy cały sześcioizbowy domek nie natrafił Ian na żaden ślad jeńca. Odkrył co i

Zaraz po przybyciu Xavrasa, Jebaka i Flegma rozsiedli się we trójkę przy piecu dookoła krzywego stołu, na którym leżały w chaosie mapy, komputer, popielniczki, chleb, kaszanka, przenośny telewizorek z wbudowaną anteną satelitarną i kilka w różnym stopniu opróżnionych butelek. Gdy tylko Wyżryn przerwał konferencję, Smith dopadł pułkownika i zaczął go molestować o jeńca. Był już po rozmowie z Nowym Jorkiem i niemal zapomniał o własnym zachowaniu sprzed kilkunastu godzin.

–  Przynajmniej pozór obiektywizmu! – naciskał. – Relacja drugiej strony. Zdanie drugiej strony. Jej racje!

–  Macie w Moskwie oficjalnych korespondentów akredytowanych na Kremlu – parsknął Wyżryn. – Nic i

–  Ale tam to jest teatr, a tu jest prawda! Jeniec wzięty na polu bitwy! Przecież nie będzie niczego owijał w bawełnę, bawił się w dyplomację: palnie prosto z mostu! Generał! Zastanów się, Xavras, to jest korzystne także dla ciebie!

–  Już ja wiem najlepiej, co jest dla mnie korzystne -mruknął Wyżryn, zdejmując dłoń Smitha ze swego ramienia. – Ty się o mnie nie martw. O siebie też się nie martw. Skręcisz go sobie dokładnie. Materiał będziesz miał taki, że wolałbyś go nie mieć. Jutro rano. Pół godziny, godzina, ile chcesz. No, przekaż swoim szefom. Może zgodzą się puścić na żywo, ja nie mam nic przeciwko.

–  Na żywo?

Coś za dobrze to wyglądało, Smith zaczął podejrzewać drugie dno; musi w tym tkwić jakiś haczyk, jakaś pułapka… Czemu ten Xavras nie patrzy mi w oczy, czemu się tak uśmiecha? Co on znowu planuje?

A może to wcale nie plan, może to nigdy nie był plan, tylko dalsza część przepowiedni Jewrieja…

Przed północą dotarła do leśniczówki kolejna kilkuosobowa grupka wyżrynowców, w jej skład wchodzili między i

–  Co, sraczka złapała? – przywitał Srnitha.

Smith wyczuł pod tą pozorną wesołością posępny niczym cmentarz o zmierzchu nastrój Wyżryna. Dosiadł się, odpalił papierosa.

–  Kiedy to ma być? – spytał.

–  Co?

Ta bomba. Twoja śmierć. Ty naprawdę w to wierzysz?

Pułkownik wzruszył ramionami.

–  Przecież nie mówię, że na mnie. Może przypadkiem. Chociaż… kto to wie. Nie zdziwiłbym się.

Ian w niemym zdumieniu kręcił głową.

–  To jest zupełnie odmie

–  To prawda?

–  Prawda, prawda. A przynajmniej jako taką mi rzecz opowiedziano.

– I co, ma mi może ta powiastka posłużyć za dowód na poparcie jakiejś tezy?

–  Dowód? Nie. Ot, anegdota historyczna.

–  Jest koniec dwudziestego wieku. Nie ma carów, nie m a bojarów.

–  A czy ja mówię, że są? – Sugerujesz ciągłość.

– Mylę się? – Wyżryn podrapał się leniwie pod pachą. " To już nawet nie chodzi o to, że wnuk czyta te same książki, co dziadek, bo bestsellery dziadka to są zazwyczaj wywołujące odruch wymiotny lektury obowiązkowe wnuka, ale że ci, co piszą owe bestsellery, pseudowieszcze kolejnych generacji, sami wyrośli na wieszczach własnego pokolenia, i tak to idzie w nieskończoność, aż do wieczornych gawęd Słowian, przy ognisku, w noc kupały. I nie tylko książkami, i nie tylko na jednym poziomie; to jest bardzo skomplikowane, to cała sieć, splątany system korzeni sięgający na wieki w głąb czarnoziemu historii, socjogenetyczna pamięć narodu… Słyszałeś o genetyce, prawda? Mówili w telewizji. Dwa lata temu jakiś Francuz zbudował model, helisa Jea