Страница 43 из 57
– Nie będę twoim kumplem – warknął, pilnując się, by nie spojrzeć na Xavrasa.
– Przeżyję. Papierosa?
– Mhm, dzięki.
Bez sensu to wszystko. Nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę. Co ja tu robię? W imię czego ryzykuję życiem? Oni szykują się do bitwy. To dlatego taka koncentracja sil; normalnie przemieszczają się w znacznie mniejszych oddziałach. Zaszliśmy już na tyle daleko, by świat uznał to za atak dokonany na terytorium Rosji, chociaż doprawdy trudno tu wyznaczyć jakiekolwiek linie graniczne – gdzie kończy się ESW, gdzie zaczyna Polska, gdzie kończy się i zaczyna Republika Nadwiślańska albo Rosja? W tej wojnie nie ma frontów, od początku było wiadome, że bardziej przypominać ona będzie chorobę, nowotwór złośliwy chaotycznie sypiący przerzutami po całym organizmie-Zwierzę cierpi nań od urodzenia; Zwierzę samo jest tym rakiem: wynaturza zdrowe komórki organizmu aż do samozagłady. Jak wygląda plan Xavrasa? Jeśli on w ogóle planuje cokolwiek, bo może polega wyłącznie na swoim szczęściu i przepowiedniach Jewrieja, to nie jest wykluczone, jedną korzyść dawałoby mu na pewno, a mianowicie bezpieczeństwo od wszelkiego rodzaju przecieków i szpiegów. Szpiedzy. Śmiga. Nie wierzę, nie wierzę. Jeżeli Posmiertcow ma szpiegów w szeregach AWP, jeśli ma szpiegów u boku samego Wyżryna – to jakim cudem ten jeszcze żyje? Przecież próba jego zabójstwa podjęta przez Śmigę to była komedia, to było niepoważne. Gdyby naprawdę chcieli załatwić Xavrasa, NKWD posłużyłoby się wyzwalaną neuronalnie bombą implantacyjną, Xavras nie miałby szans, w żaden sposób nie mógłby się ustrzec, niczyj refleks by go nie uratował, gdyby Śmiga rozerwał się o krok odeń z siłą dwudziestu kilogramów trotylu. Ale nie. On wyjął z chlebaka pistolecik. Mój Boże, nadajnik w papierośnicy! Toż nawet scenarzyści „Nieuchwytnego Xavrasa" odrzuciliby ten gadżet jako nazbyt komiksowy. Zresztą bezsens sięga daleko głębiej niż do poziomu podobnych detali. Cała ta wojna… Spytałem go podczas trzeciego wywiadu, czy rzeczywiście wierzy, iż w ten sposób doprowadzi do powstania wolnej Polski. Tak, odparł, ale mówił do kołpaka. Potem spytałem go na offie. Uśmiechnął się po Wyżrynowsku. „A znasz jakiś i
Wyżryna jest bardzo prosta i jasna: w stosunkach między-Państwowych jedyną niesamobójczą postawą pozostaje twardy egoizm, a wszelkie obserwowalne różnice i zmiany mają swe źródło w różnicach i zmianach odległości politycznego horyzontu (i
•
Zgodnie z liczącym wiele tysięcy lat tradycyjnym rytuałem zorganizowanego zadawania śmierci, atak nastąpić miał o świcie.
Sztab mieścił się w wioskowej szkole z salą gimnastyczną oraz w przylegającym do niej dwupiętrowym budynku internatu; część oficerów mieszkała także po drugiej stronie szosy, w kwaterach prywatnych, to znaczy w chłopskich domach. Kompania piechoty zmotoryzowanej, przydzielona do ochrony jednostki sztabowej, rozłożyła się w lesie za szkołą; posterunki obejmowały całą wieś, rozciągniętą wzdłuż drogi i nad wysychającą pod zardzewiałym mostem rzeczką.
Plan był bardzo prosty, zresztą nie mógł być i
Ludzie Wyżryna docierali na miejsce akcji w dziesięcio-, piętnastoosobowych grupkach; Smith przybył na leśne zbocze ponad wsią w towarzystwie samego Wyżryna, Jewrieja, Flegmy, pary apokaliptycznych komandosów oraz tuzina mężczyzn wyposażonych jedynie w broń lekką; dowodził nimi ów chromy rudzielec o oczach trwale ukrytych za czarnymi szkłami, zwali go Jebaka.
Druga piętnaście na wewnętrznym timerze kołpaka Smitha; rozpoczęło się oczekiwanie na słońce. Świt nastąpić powinien mniej więcej za godzinę.
Nikt nic nie mówił. Nie wykonywano zbędnych ruchów; po prawdzie, teraz już każdy ruch był zbędny: kamera Smitha, pracująca w trybie „złodzieja światła", rejestrowała nieruchome bryły ludzkich twarzy, korpusów, kończyn. Ciemność można było jeść. Nikt nie palił papierosów; Ian musiał zakleić przylepcem zewnętrzny znacznik: żadnego jaśniejszego punktu. Podczas marszu nie mógł wyjść z podziwu dla Jebaki, który, mimo iż nie zdjął swych czarnych jak krzyk kruka okularów, nie potknął się ani razu.
Wszyscy trzymali w rękach broń, tylko Smith nie miał na czym zacisnąć dłoni. Po raz pierwszy pomyślał o sobie jako o uczestniku: czy nie byłoby rozsądniej zabrać jakiegoś gnata…? Dyrektywy WCN były w tym punkcie wyjątkowo niejasne. Z jednej strony -neutralność dzie
– Już.
To Morze Wydało Zmarłych.
Ian ocknął się momentalnie. Chciał przetrzeć oczy, ale trafił na zimny kołpak. Z nerwów ziewnął, aż zatrzeszczała szczęka.
Potrząsnął głową, wstał, obejrzał się. Instynktownie zmienił czułość: wschodziło słońce.
Spojrzał na Wyżryna. Pułkownik skinął głową. Smith rozpoczął procedurę inicjacji transmisji na żywo. Pójdzie to w eter na cały świat, bo antena satelitarna Amerykanina nie nadawała się do użytku w ruchu, daleko jej do klasy Śmigowej papierośnicy. Więc każdy będzie mógł obejrzeć; ale to nie ma znaczenia, bo przecież i tak zobaczyliby wszystko w swoich telewizorach, wystarczy się przełączyć na WCN.