Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 4 из 48

Wyrzucony

A w kilka dni później – jak opowiadała pani Stein – zjawiła się na Lessingstrasse 17 A

Piękna A

Po co jednak Hanema

„Hanema

Pewnie miała rację, on jednak mimo zaproszeń, które ponawiała, nie zachodził już na Steffensweg, do tego pięknego białego domu z czarnym pruskim belkowaniem, którego fasada ginęła wśród ciemnolistnych bluszczy, nie wspinał się po stromych schodkach na trawiasty taras, gdzie pod srebrnym świerkiem, za strumykiem spływającym tu z Lasu Gutenberga, siadywali dawniej przy okrągłym stole na żelaznych ogrodowych krzesłach.

„Ach, te panie z Dolnej Saksonii…” – wzdychał z ironią Franz Zimerma

„Ach, ten ciemny smutek Dolnej Saksonii, którego nie potrafi rozproszyć nawet słońce najpiękniejszych dni lata. Zawsze wszystko musi mieć barwę splątanych bluszczy, w których toną ogrody Bremy, wszystko musi skrzyć się tęsknotą rosy na świeżych liściach drzew w Worpswede, wszystko musi zanurzać się w cieniu bolesnych uczuć, które – choć maskowane – drążą dolnonie-mieckie serce. Przecież pani Stein była z tamtych stron, zapominać o tym, to bujać na nietoperzych skrzydłach marzenia!

Bo Hanema

Więc Franz Zimerma

„Cóż ona naopowiadała pańskiej matce…” – chociaż pani Stein już dawno nie było, tak jak nie było już Miasta.

I tylko z ciemnych fotogram, które wisiały nad stolikiem ze szkła, przy którym piliśmy kawę, fotografii z atelier samego Ballerstaedta, płynęła ku nam miękka ciemność ulic biegnących ku Motławie, połysk drobnego bruku na Mariackiej i mleczne światło latarń na Szerokiej, które co wieczór zapalał Hans Lempke, sąsiad pana Zimerma

Bo przecież on, Hanema

– Za sklepem Emila Białkowskiego, którego syn w trzydziestym piątym zawiesił nad drzwiami płótno z napisem: „Nasz Kochany Wodzu opiekuj się nami. Znamy obowiązek Polaka. Głosujmy wszyscy na listę 7”, pod numerem 22 miał sklep chyba drugi Cohn, złotawe litery „Cigarren”, wymalowane na wąskiej fasadzie, znikały co kilka chwil pod pofurkującą na wietrze ciężką markizą w granatowo-białe pasy.

Więc Hanema

Franz Zimerma

Gustaw Petsch? Olbrzym w ciemnym surducie, w koszuli z zagiętymi rożkami kołnierzyka, we wzorzystym krawacie związanym w gruby podłużny węzeł, wygolony gładko, stara

Albert Posack? Czy to nie z nim widziano go w trzydziestym piątym na molo w Zoppot?

„A zresztą – Franz Zimerma

Ale pani Stein, nawet gdyby mogła usłyszeć te słowa, wypowiadane z ironią w małym sztokholmskim mieszkaniu, nawet gdyby dostała do rąk zbrązowiałe fotografie, które lustrzankami Leitzy robili ludzie Greisera każdemu, kto kręcił się koło domu pod numerem 21 przy Krantor, nawet gdyby na tych zdjęciach ujrzała Hanema

Bo przecież tamtego czerwcowego wieczoru, gdy z przyjaciółmi zaszła do gasthausu w Glettkau, gdy usiadła na tarasie otoczonym białą balustradą, przy której stały drzewka pomarańczowe, gdy spojrzała w głąb tarasu, zobaczyła tam, na tarasie, gdzie paliła się lampka z herbacianym abażurem, jak Hanema